nieCodzienność

Wycieczka do Białowieży, czyli jak zrobiliśmy furorę

Dziś przedstawiam światu naszą towarzyszkę życia, kierowniczkę osiedla i rozszczekaną mediatorkę wszystkich małżeńskich kłótni;) Te słodkie 1,5 kilograma codziennie punkt o 6:30 rano szoruje łapkami o drzwi naszej sypialni domagając się spaceru. 

Waćpanna nazywa się Gucia i jest pinczerem miniaturowym. Niektórzy mówią, że jest honorowym patronem tego bloga. Oto jedna z wielu historii, kiedy ta mała hrabianka postanowiła brylować w towarzystwie.

Odwiedzili nas ostatnio przemili znajomi z Warszawy. W ramach weekendowego odpoczynku chcieli pojechać do Białowieży. Zapakowaliśmy się więc wszyscy (Gucia pod drzwiami też oświadczyła, że NO WAY, jedzie z nami) do auta i w drogę…

guciu

Na miejscu od razu poszliśmy w kierunku Rezerwatu Pokazowego Żubrów, gdzie dzika zwierzyna (także wilki, jelonki, dziki i sarenki) ma spore, ogrodzone wybiegi/domy, a mieszczuszki mogą ją spokojnie podglądać. Już 400 metrów wcześniej, na parkingu zaczęły nas dobiegać dziwne, podniecone głosy, śmiechy i piski. Wcale nie na widok króla puszczy. Bo co tam młode laski czy małe dzieci obchodzą wielkie włochate żubry. Do Białowieży przyjechała Gucia! Ze swoim popisowym merdaniem chudym ogonkiem (ponoć „ściągamy nim internet”!), wierceniem się, szklanymi brązowymi oczkami i uszami netoperka.

– Jak się nazywasz piesiu?

– Jaka to rasa? To sarenka miniaturowa?

– Słodkości, można nią kawę słodzić!

– Zabieram i nie oddam!

– Ojoooj, co za maluszek!

– Ile ma? Urośnie jeszcze troszkę?

To pinczerek skarłowaciały? (!)

krolowa Gucia

I tak przez cały dzień. Nie dano nam spokojnie spacerować po puszczy. Ciągłe pytania, durne żarty. A Gucia, wyniuchawszy, że stała się niekwestionowaną gwiazdą Białowieży, podbiegała zaczepić każdego, kto bezczelnie śmiał jej słodkiego jestestwa nie zauważyć. Również w barze, położywszy dwie gwiazdorskie łapki na stole oświadczyła, że chce frytki, i żeby jej najpierw podmuchać, bo są za gorące.

Ale żarty żartami. Wiecie, że ostatnio kobieta w bibliotece zabroniła mi przychodzić po książki bez tej małej waćpanny?

– Ale żebym tu pani nie widziała bez tego słodziaczka! (do mnie)

– Kiedy mnie znów odwiedzisz, cukiereczku? Ti-ti-ti-ti…(całując Gucię)

Cóż. Nam, pokornym sługom gwiazdy osiedla i królowej puszczy pozostaje teraz polować na ubranko dla psa. Najlepiej z napisem „Gucia. Jestem pinczerem”. Bo czasem brak już sił odpowiadać na 50 zaczepek dziennie w drodze do warzywniaka. Może wiecie, gdzie takie dostać?;)

fot. Pikolina

gucia2

gucia1

gucia 3