Taki Lajf!

Otwierać, policja! czyli traumy z lokatorskiego życia

Dziś, kiedy jedynym moim zmartwieniem w mieszkaniu jest chyba ciekawski sąsiad („A Pani mężatka? A gdzie pracują? A kiedy podwórko uprzątną po remoncie?”) i zbieranie Guciowych niespodzianek o poranku, z radością myślę, że lokatorskie życie mam już za sobą. 

Przez kilka lat tułałam się po przeróżnych stancjach. Zanim trafiłam na dwie idealne, piękne lokatorki, siostrzyczki – Kasię i Anię, od których wyprowadzałam się ze łzami w oczach i tylko dlatego, że wychodziłam za mąż, a rodzina oferowała własnościowe mieszkanie. Ale przed dziewczynami bywały czasy, w których lokatorskie życie przeklinałam…

Kobieta – widmo
Kiedyś nocował u mnie młodszy brat. Przy śniadaniu bardzo zdziwiony opowiadał, że nocą, w przezroczystej szybie ujrzał ciemną postać kobiety… która stopniowo uchylała drzwi, wsadzając głowę do naszego pokoju. Do dziś nie wiem, o co chodziło mojej tajemniczej lokatorce. Albo jej mamie… bo nie mając pracy, ciągle nocowała u nas… Nie gadałyśmy przez dwa lata prawie wcale.

blogo

Sekcja… zwłok?
Moje dawne lokatorki, studentki medycyny, okrutnie się raz o coś pokłóciły. Pech chciał, że pod zlewem w kuchni miały wspólny kosz, który zaczął już mocno pachnieć. Wiadomo, żadna tego dnia nie miała zamiaru ustąpić i go wynieść. Śmierdziało okrutnie. Aż Marta wpadła na genialny pomysł, że nałoży rękawiczki i zrobi sekcję kosza, „bo co to jest dla niej, skoro ona na co dzień siedzi w prosektorium – tam to prawdziwe smrody są”. Porozdzielała więc zepsute warzywa, stare kości kurczaka i inne pyszności na dwie kupki. Swoje śmieci wyniosła, a resztę… zostawiła na środku kuchni.

Policyjny nalot
Byłam na trzecim roku studiów, gdy pewnego ranka przed 7. rano do drzwi naszego mieszkania zaczęła walić policja. Wbili się do środka, w buciorach, z bronią i zaczęli przewalać całą chatę. Rewizja na całego. Gdy z przerażeniem pytałam, dlaczego, po co, jak to, krzyczeli: „Ty już wiesz dlaczego! Ubieraj się!”. Moje biedne lokatorki i Karlosa ściągnęli z łóżek i też zabrali na dołek, na przesłuchania. Zarekwirowali mi laptop, komórkę. „To jakiś film” myślałam. Pokoje wyglądały jak po przejściu tajfunu. Mój Karol był okazywany przez szybę wenecką, jak rasowy bandzior z filmu. Dopiero potem wyszło, że rewizja była „przez pomyłkę”. Gliniarz prowadzący sprawę przyznał mi później, że miałam pecha, bo bardzo pasowałam im do postaci jakiejś fałszerki biletów do kina Helios. Ofkors nie było przeprosin. Za to moje lokatorki – mimo naszej wieloletniej przyjaźni na chwilę uwierzyły, że mieszkają przez ścianę z groźną mafiosą. Taką lokatorską akcję im zapewniłam;)

A Gucia mówi, że gdyby była wtedy na świecie, na pewno by do takiej brutalnej rewizji nie dopuściła xD

fot. Pikolina

bloogg

guciugucia