Zakazane tematy

Naiwna blondynka łapie stopa…

Jakiś czas temu siedzieliśmy za stołem, rodzinna impreza, wódeczka, tatar. Mąż mojej kuzynki opowiadał, jak fajnie pracuje się „na tirze”. Jak to jest tak sobie jechać z tonami towaru do Niemiec albo Francji, mieć te wszystkie nieprzewidziane przygody… 

Mówił też, że czasem zdarza mu się wracać do Polski na stopa. Koledzy kierowcy przez CB-radio informują się tylko, gdzie kolega autostopowicz czeka i żeby go zabrać. I wiecie, przypomniało mi się, jak sama tych kilka lat temu kochałam jeździć na stopa. Miałam mnóstwo przygód, poznałam świetnych ludzi. Ale to właśnie tiry i ich zboczeni kierowcy byli najbardziej „bezpieczni” dla młodej blondynki podróżującej stopem.

Dlaczego? Raz, że kierowcy wiozą tony towaru i jadą wolniej, dwa, że nie ma opcji, by potężnym tirem wywieźli cię do lasu. Albo tak po prostu zaczęli „atakować”. W tirach było też najpiękniej! Cała kabina to portrety pań trzymających się za bujne piersi, tabliczki DAREK albo MICHAŁ, i te śmieszne dialogi przez CB-radio.

stop zudit pl

Najważniejsza i najbardziej banalna rada dla autostopowiczki?…nie wsiadaj sama do osobówki wypchanej chłopami. Raz popełniłam ten błąd… mógł być ostatnim w moim życiu. Tamtego dnia długo już stałam na wylotówce, skwar, gdzieś mi się spieszyło. Zatrzymali się oni. Szary fiat 125. Wsiadam, mili faceci, śmichy-chichy. Ledwo wyjechaliśmy z miasta, zaczęli głośną rozmowę:

-Ty, Marek, masz przy sobie ten nóż, co nim świniaka ostatnio wyprawiałeś? Weź mi go podaj – w tym momencie cicho przełykam ślinę, pewnie mnie zabiją – myślę.
– Nie, ale w bagażniku parę łopat od wczoraj wożę – przerażona już widzę, jak mnie gwałcą i zakopują.
– Chodźcie się zatrzymamy w jakiejś knajpie, bo ja dziś po tych trzech piwach niedopity ostro – mówi KIEROWCA fiata (oczy mam jak pięciozłotówki). I zapieprza tym gruchotem, że czuję, jakby miał się zaraz rozlecieć. Nawet jeśli mnie nie zabiją własnoręcznie, to pewnie będziemy mieli wypadek – myślę. Przeżywałam najdłuższe 30 minut w swoim życiu..

zudit pl

W końcu zatrzymali się. Przy lesie (!). Mówili, że na siku. U mnie już kołatanie, zawał. Czterech wiejskich chłopa po 30 lat i ja – durna licealistka. Ale ruszyliśmy dalej, przyszła ulga. Na krótko… bo zaraz skręcili w drogę zupełnie mi nieznaną, do jakiejś wsi. Stanęliśmy przy niemal opuszczonym GS-ie. Zapraszają mnie na piwo. Obiecują, że jak razem wypijemy, to podwiozą mnie na wylotówkę. Grzecznie siedzę z nimi pod parasolką „Łomża Export”. Czekam. Jeden z nich wyciąga z bagażnika duży worek i łopatę, rzuca na ziemię pod moje nogi:

– Chłopaki, jak myślicie, zmieści się panieneczka do niego? – i patrzy na mnie.
Oni w ryk, ubaw mają po pachy. Jak takie ogry z Gumisiów. Ze strachu umieram już po raz setny w ciągu tych 30 minut. Ale niespodziewanie zlitowali się. Wypuścili mnie, pożartowali i poklepali po plecach, że jak ja tak nabrać się dałam na to wszystko…
Tamtego dnia, czułam się jakby mi ktoś życie darował. Chyba nie muszę dodawać, że nigdy już sama nie stanęłam na żadnej wylotówce;)

fot. Pikolina

zudit pll