Taki Lajf!

Kto z nas robi „przegrane pokolenia”?

Ciągle słyszę w mediach, jak to kolejne roczniki absolwentów studiów/liceów uważają się za „stracone pokolenie”. Ach, jacy to oni są nieszczęśliwi, jak nie mają pracy, doświadczenia, forsy. Tacy poszkodowani, dzieci z 30-stką na karku. 

A wiecie, że to nadużywane dziś określenie „straconego pokolenia” ma już ponad sto lat?! Pierwszymi „straconymi” byli ludzie urodzeni około 1898 r, którym przyszło się ginąć w I wojnie światowej. I tak co parę lat, od ponad wieku tzw. „życiowi przegrańcy” nazywają siebie „straconym pokoleniem”. Jak gdyby faktycznie mieli coś wspólnego z tymi biednymi ofiarami wojny.
Wkurza mnie takie użalanie się nad sobą. Dlaczego w tej samej grupie rówieśniczej zawsze jest tak duży dysonans? Jedni już na studiach zakładają firmy i świetnie prosperują, zatrudniając kolejnych pracowników. Albo robią wszystko, żeby zdobyć doświadczenie, na najdziwniejszych wolontariatach, darmowych praktykach, wieczorami, kosztem imprez, itp…

pokolenie

Mija tych kilka lat, mają już bogate doświadczenie i CV. W tym samym czasie, zaraz po obronie magistra, budzą się dorosłe dzieciaki, które przespały 5 lat studiów. Nic nie UMIĄ, nic nie wiedzą, nikogo nie znają. Tacy biedni, w mediach mówią, że ciężko im żyć, bo należą do „straconego pokolenia”. A prawda jest taka, że bimbali w ciepełku, na utrzymaniu staruszków. A dziś nie potrafią nawet CV napisać…

Z moim byłym szefem mieliśmy kiedyś niezły ubaw, oglądając aplikacje magistrów administracji, anglistyki, polonistyki i innych ekonomii… Dorośli ludzie z wyższym wykształceniem. Przysyłali CV zapisane do góry nogami (!), napisane pogrubioną czcionką 14, z błędami ortograficznymi, zdjęciem zrobionym na plażowym leżaku. A w mailu witali się z pracodawcą: „Hej”, „Witam”…
Można by z nich dworować w nieskończoność. Ale po co? Mnóstwo jest przyczyn tej życiowej nieporadności. Ale jedna bardzo ważna… RODZICE.

plus
Bo powiedzcie, co wyrośnie z faceta, któremu mama do 24. roku życia przynosiła pod nos jedzonko, nie pozwoliła sprzątać po sobie ani pójść po zakupy do osiedlowego? Ja Wam powiem – NIERÓB. Co będzie z dziewczyny, która do końca studiów nie musiała pracować, bo tatuś dawał na wszystko? Żeby chociaż biedna nie musiała w markecie na promocji stać czy ulotek na ulicy rozdawać…

Wciąż mam znajomych, którzy mimo 30-stki na karku nie pracują, a mamusie, z którymi mieszkają, nie wspominają, że prąd, gaz i żarcie coś kosztuje. Żeby synkowi przykro nie było… „Przegrańcy” zagłaskani na śmierć. Tacy biedni, „poszkodowani przez Tuska”, żalą się, że oni pracy nie znajdą. Trzeba się nad nimi litować, bo przecież reprezentują „stracone pokolenie”. Ech.

fot. Pikolina

pplus