Taki Lajf!

Metoda, z którą poczujesz, że możesz absolutnie wszystko

Nawet sobie nie uświadamiamy, ile lęków i wewnętrznych blokad siedzi w naszych głowach. Wszystko przez nieuświadamiane traumy – a to w dzieciństwie rodzice nas za mało chwalili, a to wychowawczyni poniżyła przed całą klasą, a to ojciec zostawił, a koledzy wyśmiewali w piaskownicy.

Przez to dziś brakuje nam odwagi, by głośno mówić, co myślimy, robić to, na co mamy ochotę bez strachu co ludzie powiedzą. Sama też długo żyłam jak nieśmiały człowiek z małą wiarą w siebie. Ale pewnego dnia wszystko zmieniło się o 180 (!) stopni. Okazało się, że na to wszystko jest sposób i Ty też możesz być odważnym hojrakiem i zwycięzcą. Brzmi jakoś tak coachowo, ale koniecznie dobrnijcie do końca!

(To wpis sprzed roku, wiem jednak, że bardzo Was zaintrygował, dlatego wrzucam go raz jeszcze na główną, by zobaczyli go wszyscy nowi Czytelnicy).

O  metodzie „Ok, może tak być” usłyszałam od Asi, mojej szwagierki z Warszawy. Skończyła certyfikowany kurs trenerski u jej sławnego twórcy, Łukasza Gątnickiego. Podeszłam do tego z zainteresowaniem, ale też sporym dystansem. „Pewnie jakieś cuda i czary” – myślałam, bo jak niby jedna krótka terapeutyczna rozmowa ma mi pomóc pozbyć się paraliżujących życie lęków, z którymi walczyłam od lat?

Mimo to, w miłej i luźnej atmosferze zaczęłyśmy. Opowiadałam o swoim największym w tamtym czasie strachu. Czyli o tym, jak paraliżuje mnie lęk przed jazdą samochodem – kilka lat temu miałam z K. dość poważny wypadek na drodze. Zawinił pijany kierowca. Cud, że przeżyliśmy. Od tamtej pory panicznie bałam się, że K. stracę. Z góry przewidywałam, że gdy wyruszy na delegację, na milion procent wydarzy się coś złego. Strach wyniszczał mnie do tego stopnia, że chodziłam znerwicowana przez całe tygodnie, zanim planowana delegacja Karlosa miała się odbyć. Tragiczne wypadki samochodowe i wizja śmierci dręczyły mnie nawet w snach.

FG6A9201

Sesja z Asią pozwoliła mi jednak dotrzeć do sedna tych lęków i wyprzeć je ze świadomości. Ta jedna rozmowa pomogła mi stać się wolnym i szczęśliwym człowiekiem. Tego samego dnia wracaliśmy z K. do domu. Trasa ok. 100 km, w nocy… A ja jechałam z uśmiechem na twarzy, najszczęśliwsza w świecie, bo… JADĘ! Droga jest piękna! Mijane samochody są cudowne! Wszystko takie beztroskie, wreszcie poczucie bezpieczeństwa. Jak głupia cieszyłam się, że jadę, i niczego już się nie boję.

Niesamowite też, że ta mentalna pomoc nie była wcale czymś krótkim, jednorazowym, co po chwili zniknęło z pamięci. Sesja, którą odbyłyśmy rok temu, daje efekty do dziś. Została gdzieś głęboko z tyłu głowy. Nie jakieś tam terapie u psychologów po 30 wizyt i po stówie każda. Tylko ten jeden jedyny raz i jesteś „czysty”. Do dziś nie tylko się nie boję, ale też czerpię przyjemność z podróży autem, ON jeździ w delegacje, a ja… radosna w domu oglądam ulubione seriale czy beztrosko piję kawę z przyjaciółką. STRACH? JAKI STRACH! Coś takiego już nie istnieje.

zaza1

Pewnie myślicie, ok, ale jak to działa? Otóż:) Trzeba wpoić swojej świadomości, że to czego boimy się tak bardzo, że nawet nie chcemy o tym mówić głośno, na pewno się wydarzy. Brzmi może strasznie, ale dzięki temu szybko oswajamy to, czego najbardziej się boimy. Nie chciałabym dziś zdradzać całego sekretu tej metody, ale naprowadzam Was na coś zupełnie nowego w naukach psychologicznych.

W ostatni weekend znów spotkałam się z Asią w Warszawie. Tym razem w pół godziny „rozpracowała” mój strach przed wyrażaniem swoich opinii głośno. Teraz z chęcią i odwagą mogę swoje emocje komunikować także obcym ludziom i aż żal mi, że tak mało ku temu jest okazji. Co najpiękniejsze, Asia niebawem rusza ze swoją działalnością, terapie będzie można odbywać nawet przez Skype’a. Już teraz można ją namierzyć tu: klik! :)

fot. Pikolina