Zakazane tematy

Byłam dziennikarską świnią

Oburzam się ostatnio, gdy dziennikarze uważają się za wszechmogących, za nadludzi. Poznałam to środowisko w ciągu roku intensywnej i pełnej przygód roboty w portalu newsowym. Dawali sobie prawo „niszczenia” człowieka lub wynoszenia go na piedestały…

Gdybym nie zmieniła miejsca pracy (dziś, szczęśliwie, niegoniące za sensacją magazyny wnętrzarskie), nie zauważyłabym pewnej przypadłości – ja sama szczerze wierzyłam, że jako dziennikarz newsowy jestem kimś lepszym. Poczucie władzy sprawiało, że chodziłam ulicami z nosem wysoko zadartym, taka wiecie, lepsza od innych. Bezczelna. Teraz już z dystansem i śmiechem oglądam wiadomości – wszystko dlatego, że od podszewki wiem, jak redakcje funkcjonują…

IMG_8555

Co jest w pracy dziennikarzy najpaskudniejsze?

1) Bezczelność. Dziennikarz może bezkarnie pytać każdego i o wszystko. Im bezczelniej, tym lepiej. Wyobraźcie sobie, że to Wy podchodzicie do prezydenta Polski i bezczelnie pytacie np. o plany na weekend lub relacje z żoną. Zwykły śmiertelnik nie miałby takiego prawa. Dziennikarz natomiast może, i w dodatku z miejsca żądając odpowiedzi.

2) Pismacy chcieliby zmieniać rzeczywistość. Dobrze, jeśli chcą to robić z myślą o innych (kiedyś, niczym Elżbieta Jaworowicz, miałam przyjemność pojechać na wiec mieszkańców walczących o to, by TIR-y nie przejeżdżały ich osiedlową drogą, którą zbudowali za własne składki. Była policja, rzeczone TIR-y, oburzeni mieszkańcy i „pani redaktor” – ja. Opisanie tej sytuacji i nagłośnienie w reportażu pomogło tym ludziom wywalczyć swoje prawa). Bywa jednak tak, że dziennikarskie hieny chcą zmieniać rzeczywistość w sposób chory, dla większej tylko „klikalności” czy poczytności. Patologiczny już przypadek: przedwczesne „uśmiercenie” Ani Przybylskiej na portalu plotkarskim Pudelek.

IMG_8586

3) Mściwość. Typowy „pan redaktor” w sposób sobie naturalny żąda, by każdy był dla niego miły i uprzejmy. Nie jesteś – autentycznie wpadasz na listę osób, które będzie mógł należycie obsmarować przy najbliższej okazji. Ileż to razy na naszym portalu w negatywnym świetle przedstawiliśmy ludzi, którzy „głupio się z nami nie liczyli”.

4) Manipulacja. Dziennikarze kochają żonglować  faktami na swoje potrzeby. Wszystko dla większej liczby udsłon/kliknięć/wejść. Przykład. Kiedyś rozmawiałam o gwałtach z jednym ginekologiem. Niechcący z jego ust padły słowa „kobiety same podświadomie proszą się o gwałty”. Powtórzyłam je redaktorowi – byliśmy szczęśliwi, bo artykuł „będzie głośny”. I faktycznie, rozszedł się po tvn-ach, ogólnopolskich tygodnikach. Ginekologa atakowały feministki, środowiska lekarskie, na forach huczało. Dla nas, dziennikarzy – efekt osiągnięty, mieliśmy ekstra klikalność. Ale tamten człowiek był już spalony – w oczach pacjentów i znajomych lekarzy.

IMG_8584 (1)

5) Zanikają im ludzkie uczucia. Nie mogę patrzeć, jak przy każdej katastrofie (np. tej pod Szczekocinami czy ostatniego wybuchu gazu w katowickiej kamienicy) dziennikarskie hieny idą do szpitala, włażą z buciorami do sali, gdzie leżą połamane, z rozległymi poparzeniami ofiary, by wycisnąć z nich kilka słów do kamery. By móc potem powiedzieć operatorowi „ok, mamy to!”. Albo by choć chwilkę porozmawiać z kilkuletnim dzieckiem, którego rodzice przed paroma godzinami zginęli w katastrofie. By mieć nagrane jego łzy. Jego strach.

Więcej człowieczeństwa, please.

fot. Pikolina