Taki Lajf!

Dlaczego śmiali się, że jestem żydówką…

Wiele długich lat czułam się skrzywdzona. Skrzywdzona żydowskim imieniem. Dzieciństwo spędzone na wsi wcale nie uchroniło mnie przed przytykami i podśmiechujkami.  – Cześć, nazywam się Judyta. Do dziś ludzie kaleczą moje imię. W podstawówce okrutnie bałam się lekcji polskiego, na której pani miała zrobić temat „O pochodzeniu naszych imion”. Chciałam wtedy na ten termin zachorować, ale u mnie w domu trudno było symulować chorobę. Mama bardzo pilnowała, byśmy nie zaniedbywali szkoły.

Lekcja zaczęła się.To może teraz… TY – wskazała na mnie palcem nauczycielka i zaczęła szukać mojego imienia w wielkim słowniku. Masz je bardzo oryginalne, bo znaczy tyle, cożydówka chwaląca. A wszystkie dzieci z klasy w śmiech… ten śmiech brzmiał mi w uszach jeszcze bardzo długo. Żydówka w pojęciu durnych małolatów to było przecież coś bardzo złego.[sociallocker]

10854010_10152887645454172_1652096676_o Kilka lat później: Jak jak się pani nazywa? Edyta? Justyna? AAA, przepraszam, Julita, już zapisuję! słyszałam w urzędowym okienku. Imię miałam tak dzikie, że jakiś prosty człowiek nie był w stanie pojąć, że takie w ogóle wymyślili. Wiele lat nie mogłam zrozumieć, dlaczego staruszki takie mi je dali. Mama mówiła, że był taki fajny serial z bohaterką Judytą, tata, że wzięli to imię z Biblii. W dodatku brzmiało tak zimno. Tak chłodno. JUDYTA. Że nikt nie silił się na zdrobnienia, jak u słodkiej Ani czy Basi. Tylko ci, co mnie bardziej lubili, starali się, by me znienawidzone imię zdrobnić. Nie wiedzieli nawet, jak poprawiają mi humor.

Musiałam do Judyty dorosnąć, pokochać ją. Dziś, gdy co trzecia moja koleżanka to Ania lub Kasia (sorry za ten przykład), doceniam oryginalność imienia. Gdy moja szefowa w biurze mówi: „Aniu!” a wszystkie Anie odwracają się, by zapytać „ale która Aniu?”, zaczynam lubić swoje imię. Jest piękne, inne, tajemnicze – zupełnie jak ja. W pracy koleżanki często wracają do tematu: „Jak nazwać dziecko?” – modne są Kubusie, Lenki, Ady, kontrowersje budzą zaś Vanessy, Natany i Denisy…

To trudna rzecz, dać komuś imię na całe życie…   Analitics mówi, że moi czytelnicy to osoby w wieku średnio 18-35 lat. Czyli takim, kiedy już można być rodzicem. Proszę. Sto razy zastanówcie się nad tym z pozoru prozaicznym problemem, jak imię dla dziecka. Te zbyt oklepane, na które w piaskownicy wraz z Twoim dzieckiem będzie reagowało pięcioro innych maluchów, nie są fajne. Zabierają człowiekowi prawo do poczucia własnej oryginalności. Natomiast imiona „wydumane”, takie, że w całej szkole nie ma drugiej takiej Klementyny czy Ildefonsa, cholernie krzywdzą. Trzeba znaleźć złoty środek. To nie Wam ma się podobać imię, ale jemu – Waszemu małemu, wrażliwemu na krytykę rówieśników dziecku. Uwierzcie, mówi to Wam „żydówka chwaląca” – dziewczynka, która z powodu swojego imienia bała się przychodzić na lekcje.[/sociallocker]

fot. Pikolina