nieCodzienność

Wdowi grosz…

Pamiętam, że gdy byliśmy mali, na środku pokoju mama postawiła jakieś wielkie pudło i zaczęła je pakować. „Mamo, a co to? Dla kogo to?” – pytaliśmy. – „To dla biednych dzieci, które nie mają tak wiele, jak wy”- odpowiadała. A żyliśmy w tamtym czasie naprawdę bardzo skromnie, z jednej pensji taty… 

To było jakieś 20 lat temu. Ale przez całe moje życie patrzyłam, jak mama przygarnia chore, bezpańskie psy, jak nosi ciężkie zakupy chorej staruszce, która mieszka na wysokim piętrze bloku, albo dokarmia i ubiera jakiegoś bezdomnego pana. Albo te stare zdjęcia, na których moja mama przytula dwójkę dzieci, które odwiedzała w białostockim domu dziecka… Można powiedzieć, że taki cichy wolontariat uprawiała od zawsze.

4

Naturalnie więc denerwowały mnie głośne akcje na pokaz, w stylu Szlachetnej Paczki, gdy raptem przy świętach ludzie się budzą, robią komuś zakupy na 50 czy 100 zł i już mają sumienie z dobroczynności zaspokojone na cały rok do przodu. Ja wolałam, jak mama, pomagać po cichu, bez poklasku. Tak, że wiedziałam o tym fakcie tylko ja i osoba, którą w czymś wspierałam. Nawet Karlosowi nie lubiłam się chwalić. Aż pewnego dnia wszystko się zmieniło. Koleżanka ze studiów napisała historię starszego człowieka na swojej tablicy na FB:

„Pan Jerzy (61 l.) mieszka sam od śmierci żony, która zmarła 25 lat temu. Jest po zawale i cierpi na miażdżycę nóg. Słabe zdrowie nie pozwala mu dużo chodzić – dlatego w lipcu musiał zrezygnować z pracy, przez co nie otrzymał nawet zasiłku dla bezrobotnych, co skutkowało brakiem środków do życia i zadłużeniem mieszkania. Liczne choroby także obciążają jego niewielki budżet, chociaż mężczyzna rzadko kiedy wykupuje wszystkie potrzebne leki. Dochód stanowią jedynie zasiłki z MOPS-u i po odliczeniu kosztów mieszkania oraz tych leków, na których zakup pan Jerzy się zdecyduje, na przeżycie miesiąca pozostaje mu jedynie 183 zł.

A pomimo tego, że sam ma problemy ze zdrowiem i nawet chodzeniem, pomaga innym (opiekuje się schorowanym kuzynem). Opowiedział nam też, że sam prasuje od kiedy był nastolatkiem i babcia spaliła mu spodnie, w których miał iść na zabawę. Pan Jerzy lubi dużo czytać – miłym prezentem byłyby książki. Wśród największych potrzeb wymienił żywność, szczególnie ryż, stanowiący podstawę jego skromnego jadłospisu. Poprosił także o żelazko, bo stare niedawno się spaliło…”.

IMG_8765

Tym żelazkiem i ćwierćwieczem samotności zdobył moje serce. Szlachetną Paczkę zrobiłam, a prócz najpotrzebniejszych rzeczy, były w niej też dwie książki. Przekazałam to koleżance. Po kilku dniach przyszła od niej wiadomość. Ponoć aż 15 osób przygotowało prezenty dla pana Jerzego. Sam obdarowany był ponoć bardzo zaskoczony i przejęty. Uśmiechnął się na widok książek, zobaczył wymarzone żelazko, zerknął na paczki z żywnością i kosmetykami:

„Bardzo dziękuję. Życzę dużo zdrowia i żeby Pan Bóg wynagrodził darczyńcom. Szok, będę miał święta”.

Czytam to zdanie ciągle i ciągle od początku. Płakać się chce, i dziękować. Za wszystko, co w życiu mam.

podarujradosc