nieCodzienność

Domowa REWIZJA. Żudit kontra zły pan policjant śledczy

Było to jeszcze na studiach. W naszym lokatorskim mieszkaniu ciszę wczesnego poranka przerwało ostre walenie do drzwi. –Otwierać, POLICJA!”. 

Tę dziwną historię już kiedyś wspomniałam w którymś poście. Mieliśmy brutalną rewizję. Nagle coś na kształt tornado przeszło po wszystkich naszych pokojach, szafkach, półkach i szufladach… Policjanci wywrócili nasz dom do góry nogami! Ba, nie była to tylko rewizja, ale i demonstracyjne wyprowadzenie nas (mnie, Karlosa, współlokatorek) z mieszkania do policyjnych prywatek. Na oczach sąsiadów nieufnie wyglądających przez okna bloku. „Na dołku” były zeznania, okazywanie za wenecką szybą i próby „złamania” mnie na przesłuchaniach.

bloogg

Iście filmowe przeżycie. Polecam.

Ten nalot przypakowanych facetów ze spluwami, w kamizelkach i brutalne pytanie: „KTÓRA TO JUDYTA JAKONIUK?!. No i my, w samych gaciach, w totalnym szoku; a potem śmiech przez łzy, gdy 8 godzin później okazuje się, że policja popełniła fatalną pomyłkę…

W telegraficznym skrócie – Białymstoku grasował wówczas fałszerz biletów do popularnej sieci kin. Ja, nieszczęśliwie dla siebie, w tym samym czasie wygrałam dwa takie bilety w konkursie i jak to studentka, ogłosiłam gdzieś w internecie, że chcę je sprzedać. Nawet jakiemuś chłopakowi faktycznie oddałam je (poprzez Karola) za grosze w samym centrum miasta. A od tego incydentu wszystko się zaczęło… Kto by pomyślał, że już wtedy obserwowali nas tajniacy. Policjanci założyli nam akta, sprawdzali nasze maile, prawdopodobnie Facebooka, robili wywiad na mój i Karola temat wśród sąsiadów. Przypadkowo zostaliśmy więc głównymi podejrzanymi w mieście.

 

Nalot policyjny o siódmej rano – i jesteś w takim szoku, że ledwo zdążysz naciągnąć spodnie na tyłek, już wiozą cię na dołek. Zarówno Karlos, jak i moje lokatorki kończyli wtedy prawo. Nie mogłam jednak, jako główna podejrzana, nawet pogadać, poradzić się swojego faceta -€“ chwila moment i rozdzielono nas, byśmy nie mogli ustalić „wspólnej wersji”.

Chcę Wam jednak napisać o czymś innym, bardziej nawet szokującym niż cała ta feralna rewizja – jakie metody stosował przebiegły policjant śledczy, żeby mnie „złamać” – zmusić do przyznania się. Najważniejsza rzecz, to oczywiście odizolowanie od bliskich, bym czuła się niepewnie. Dwie godziny przesiedziałam więc o suchym pysku w jakiejś izolatce. Że niby czekam na zeznania. Wkoło kilkunastu policjantów, ale nikt się mną nie interesuje. Myśli kłębią się w głowie. W dziwnej paranoi aż zaczynam wierzyć, że faktycznie jestem tym groźnym fałszerzem.

Potem na moich oczach, korytarzem przeprowadzają ukochanego Karlosa -€“ by okazać go za szybą wenecką (to jakiś pieprzony film! – myślę).

10517305_1000389426654475_1612512916641799183_o

I wreszcie policjant bierze mnie na pogadankę. By pokazać swoją wyższość, od razu przechodzi „na ty”. Byle tylko zmusić mnie do bycia „rozmowną”, zaczyna kłamać jak z nut:

– Twój facet już właśnie przyznał się do współudziału! Ty też musisz to zrobić, więc nie utrudniaj – mówi, a łzy napływają mi do oczu, bo raptem czuję się jak w „Procesie” Kawki.
Proszę pana, my nie podrabiamy żadnych biletów, naprawdę, co za straszny błąd! – mówię.
– Twojego Karola okazują właśnie za szybą wenecką, świadek ma wskazać, czy pomagał ci w sprzedawaniu tych biletów. Wiesz, że możemy cię dziś zatrzymać na 3 miesiace w areszcie? Nie kłam! – wrzeszczy.
– Nic nie zrobiliśmy -€“ na to ja.
– Przecież on nie jest dla ciebie nawet konkubentem! – krzyczy policjant (a mówi to, bo jest taki przepis, że męża, narzeczonego czy konkubenta mam prawo chronić).

 

Do niczego się nie przyznałam. Wkurzony policjant zostawił więc mnie na jakimś korytarzu, bym czekała dalej. Minęło kilka godzin, gdy znów zaprosił mnie do swojego pokoju:

– No cóż, niech będzie. Przepraszam panią. Przeprowadziliśmy okazanie, dodatkową rewizję w domu Karola, a nasz świadek nie rozpoznał w nim tego sprzedawcy podróbek. Wychodzi na to, że faktycznie to nie wy podrabiacie te bilety. Za godzinę zastaniecie zwolnieni do domu.

Jasne, że była to fatalna pomyłka. Tylko, że gdy później opowiadałam tę anegdotkę swoim znajomym, raptem okazało się, że podobnych rewizji w moim mieście było więcej, że miała ją nawet pewna profesor z mojej uczelni. Ups, cóż za pomyłka, przepraszamy, będziemy szukać dalej!” 

 

fot. Pikolina, grafika: Marta Frej