Taki Lajf!

Mąż. Tajemnica Żudit

Przeglądam sobie listy najbardziej wpływowych kobiet sukcesu, rankingi bogatych bizneswoman… I myślę. Dlaczego nikt zbytnio nie interesuje się ich życiowymi partnerami? A może zostali umyślnie pominięci, pozostawieni w cieniu? Kim są?

Czytam dużo feministycznych artykułów, tak z ciekawości, by wiedzieć, jaki jest dziś modny KOBIECY punkt widzenia. Co w trawie piszczy. I cóż to? Lansuje się ostatnio model „kobiety w cieniu mistrza”. Takiej, która stała za sukcesami męża (nie trzeba szukać daleko, w kinie ciągle grane są „Wielkie oczy” Tima Burtona). Ona – taka poszkodowana, odsunięta. Podobne historie przyjemnie się czyta, sama właśnie pochłaniam biograficzną książkę Marthy, żony Zygmunta Freuda.

 

Ich wspólne życie to model całkiem szablonowy – ona przez niemal całe małżeństwo czuła się odsunięta. Od spraw słynnego męża, jego zmartwień i radości. Bo te dzielił raczej ze swoimi przyjaciółmi lub uczniami. Martha pokornie żyła w cieniu mistrza, wychowywała dzieci, doglądała domowych spraw, by on mógł rozwijać skrzydła. Podobnie jak i Mileva, wybranka Alberta Einsteina (artykuł Żona, tajemnica Ensteina: „Wręcza Milevie warunki. Jeśli chce z nim mieszkać, musi czyścić mu ubrania, przynosić trzy posiłki dziennie do jego pokoju, sprzątać w jego sypialni i gabinecie. Ma zrzec się prawa, by siedział obok niej”).

Jedno małe ale. My mamy XXI wiek. Zrozumcie, że kobiety serio wyszły już z cienia. Rozejrzyjcie się tylko! Mimo to wciąż jednak czytamy, że są pomijane, a ich potrzeby spychane gdzieś na bok. Tylko dlaczego nikt nie mówi i zmarginalizowaniu roli mężczyzn? Którzy przy swoich samowystarczalnych partnerkach są odstawiani na boczny tor? Dyskryminacja działa w dwie strony, halo!

10969470_10153057745404172_538449812_o

Na wszystko dziś patrzymy bardzo jednostronnie. Bo to kobiety są dyskryminowane. Koniec, kropka. Żyją w cieniu partnerów, a w swej naturze mają poświęcenia na rzecz męża i rodziny [sic!]. Kurcze, spójrzcie czasem na swoich facetów! To z nich przecież bierzecie moc!

Tego o mnie nie wiecie… Ja uwielbiam rozwijać skrzydła u boku męża. Myślę, że wszystko, co dotąd osiągnęłam, mam pośrednio dzięki niemu. Szara eminencja sukcesów. Nie całkiem do końca pozostaje w cieniu, bo zawsze idzie swoją drogą, ma obrany zawodowy kierunek, niezrozumiałe dla mnie pasje. A jednak… nieświadomy niczego jest inspiracją do moich zmian. Bo na każdy mój najmniejszy sukces cieszy się, jakby był jego własnym, do domu przynosząc szampana i cytrynowe oliwki. Zawsze był natchnienien do najmądrzejszych i najbardziej szlachetnych rzeczy, które robiłam. Wolontariaty, pierwsza całoroczna praca niemal za darmo – to on wyganiał mnie z domu, by gdzieś na mieście czynić dobro. Dodawał odwagi, upewniał, czy idę we właściwym kierunku.

1173612_561349680590644_2024270554_n

Od zawsze uwielbiam przeglądać się w jego oczach i widzieć dumę. Z odbytych wolontariatów, najwyższego stypendium naukowego, wygranych w konkursów czy wyróżnień. Podsyca we mnie ambicję. Ciągle i ciągle chcę być najlepsza w jego oczach. Już samym faktem bycia przy mnie sprawia, że odnoszę sukcesy. Odważna i dumna. Myślę, że dużo mądrych rzeczy, które w życiu zrobiłam, wyszło tak naprawdę z jego głowy.

DZIEWCZYNY! Wiele sukcesów udaje nam się osiągnąć za sprawą wartościowych facetów, których mamy w domu. Otwórzcie oczy. To ci zapatrzeni w nas mężczyźni i świetna relacja z nimi są sekretem kobiecej siły, babskiego sukcesu!

 

Zdjęcia ślubne: Elżbieta Kakowska; pozostałe zdjęcia: Pikolina