Zakazane tematy

Bezdzietna, znaczy gorsza

Usłyszałam niedawno, że kobieta, która nigdy nie urodziła dziecka, tak naprawdę nie jest w pełni prawdziwą kobietą. Natomiast małżeństwo bez rozkrzyczanych maluchów prawdopodobnie niewiele o prawdziwej miłości wie.

Łatwo mi jest, ale i trudno to napisać. Współczesne matki były już przecież także tymi bezdzietnymi, które przeszły na drugą, ponoć piękniejszą stronę mocy. Może wiedzą lepiej, gdy to mówią. Ja, po raz drugi w swoim życiu usłyszałam ostatnio, że kobieta, która nie jest mamą, niewiele tak naprawdę o kobiecości wie. Że nie stała się jeszcze tą PRAWDZIWĄ, pełnowartościową kobietą.

zudit_dyskryminacja-bezdzietnych

Tym wpisem nie atakuję rodziców. Nie bronię też bezdzietnych, choć fizycznie jestem przecież po ich stronie. Zapewne, jeśli los da, pewnego dnia nasza miłość sprowadzi na świat jakieś piękne anioły do kochania. Ale tymczasem muszę stanąć po stronie kobiecości. Bezdzietnej kobiecości. Czyli tej mojej, w której mieści się intymność, diablo zmienne nastroje, piękno, jad i łagodność.

Skąd my znamy te pytania:

– A ile lat oni są po ślubie? Ach, to już aż dziewięć? Mówisz, że nie mają dzieci i to wcale nie przez bezpłodność? Podejrzane! Pewnie najzwyczajniej w świecie się nie kochają! Para bez dziecka tak naprawdę mało wie o prawdziwej miłości!

zudit_dyskryminacja_bezdzietnych_3

Oczywiście – to brak taktu – te popularne€“ zaglądanie małżeństwom do łóżka, niewygodne pytania „a kiedy dziecko?”. Wszyscy wiemy, że to nieeleganckie zachowanie, jednak rodzicom czy dziadkom z uśmiechem je wybaczamy.

Ale jest też przestrzeń obca – praca, uczelnia, kościół, życie sąsiedzkie. Właśnie tu jest najciężej. Coraz więcej tam ostatnio miejsca na dyskryminowanie bezdzietnych. Nazywanie dziewczyny przed trzydziestką „niepełnowartościową kobietą”? Przecież kobieta to nie tylko piersi mlekiem płynące! To nie ciało, które wydaje na świat życie. To przecież złożona dusza. Myśli. Namiętność. Czucie.

Moja bezdzietna i niezamężna znajoma musi krygować się i gimnastykować, by poprosić o dzień lub dwa urlopu. Bo przecież koleżankom, którym teraz zachorowały dzieci, wolne bardziej się należy. A ONA „i tak ma lekko, niech weźmie więc dodatkowy projekt na siebie. Co ona właściwie ma robić ze swoim czasem?!”

zudit_dyskryminacja_bezdzietnych_2

Dziś, stojąc po stronie tych „niepełnowartościowych” chce mi się krzyczeć:

Bezdzietność nie jest stanem, który oznacza moją oziębłość, pozbawienie uczuć wyższych, wyrachowanie ani chłodne kalkulacje. Nie oznacza, że wolnego czasu mam bez liku. Bezdzietność dla jednych par to jakaś poczekalnia przed nadchodzącą tajemnicą, dla innych – prywatny wybór i życiowa decyzja. Tak samo więc, jak szanujemy osoby odmiennej religii, orientacji czy koloru skóry, tak musimy szanować NIE-matki. To kobiety. Z krwi i kości! Aż dziw, że muszę to tłumaczyć:)

fot. Pikolina

Ps. To już dziś o godzinie 20 –  finałowa Gala Onetu. Dzięki Wam jesteśmy w finale konkursu Blog Roku i nie mam słów, by właściwie wszystkim czytelnikom podziękować!:) Transmisja na żywo, jak podejrzewam, będzie dostępna tutaj: http://www.blogroku.pl/