nieCodzienność

Z mrocznych babcinych kronik…

Ten wpis stworzyłam, by ocalić od zapomnienia historie ukochanych dziadków. Miałam to szczęście wychować się w rodzinie wielopokoleniowej. Na jednym podwórku z braćmi, rodzicami, dziadkami, wiekowym pradziadkiem Marcinem i tymi niesamowitymi opowieściami…

Ale od początku… Wracając ostatnio z finału Bloga Roku w Warszawie, na ruchliwej szosie nagle minęliśmy sznur wojskowych ciężarówek… Niby nic, ale jakiś niepokój zaczął kiełkować z tyłu głowy. Skojarzenia z wojną przyniósł też do domu Karol, wracając ze spotkania z kolegą na strzelnicy. Ponoć to miejsce w Białystoku odwiedzają ostatnio dzikie tłumy. I jak zauważyła pani w okienku – Teraz, gdy ludzie boją się tej wojny z Rosją, coraz częściej przychodzą uczyć się strzelania i obsługi broni…

10854010_10152887645454172_1652096676_o

I w kilku takich chwilach dochodzę do myśli, że babcine opowieści o wojnie wcale już nie wydają się być historiami z jakichś odległych, niemożliwych do powtórzenia się czasów. Posłuchajcie.

Babcia Z. miała siedmioro, a może ośmioro rodzeństwa? Nie pamiętam dokładnie… Najbardziej zapadła mi w pamięć jej historia o chlebie. Gdy tato babci Z. wyjeżdżał do pracy przy budowie dróg, jej mama zostawała w domu z gromadą głodnych dzieci. Pradziadek był osobą dość chłodną w obyciu. Wychodząc z domu, jedyny bochenek chleba, który miał do obdzielenia rodziny, zamykał w szafie pancernej na kłódkę. Dopiero wieczorem, gdy wracał do domu, otwierał ją, i kromkami karmił głodną żonę i ósemkę dzieci.

blog-3

Niedawno dowiedziałam się też, że mój kochany dziadek Bolesław, który nie znosi swojego imienia, zapytał kiedyś swoją mamę:

– Mamuś, dlaczego wy tak okropnie nazwaliście mnie tym „Bolkiem”? Nie było ładniejszych imion do wyboru?

– Synku drogi, bo urodziłeś się w wojennych okopach, a to, ile boleści musiałeś przejść, w jakich warunkach żyć i głodzie, zadecydowało. Bardziej odpowiedniego imienia chyba nie mogliśmy ci wtedy dać – odpowiedziała mu mama, prababcia, której nigdy nie poznałam.

IMG_8768a

Innym razem, babcia N., obserwując mnie i moje niegrzeczne, dokazujące rodzeństwo chciała nas trochę sprowadzić na ziemię i udowodnić, że jej dzieciństwo nie było tak beztroskie, jak nasze:

– Wy to teraz macie lekko, rodzice was karmią i ubierają. Chodzicie do szkoły, a wcale tej możliwości nie doceniacie. Ja, będąc mała, codziennie o piątej rano musiałam z rodzeństwem pędzić krowy na pastwisko. Było strasznie zimno, a żadne z nas nie miało wtedy nawet swoich butów. Zmarzniętymi na kość stopami wchodziliśmy w świeże, jeszcze parujące krowie kupy, by choć na chwilę poczuć ciepło – zupełnie poważnie opowiadała nam babcia N.

10853959_10152887646309172_278644070_o

Jak przez mgłę pamiętam też mroczne opowieści z wojny, opowiadane przez dziadka Jurka. We wsi, w której mieszkał z rodziną, pojawili się Niemcy. Prababcia (jego mama), mądra i zaradna kobieta, była znana jako dobra polska gospodyni. Chcąc ratować rodzinę przed zgubą, zaopatrywała Niemców w świeże jaja, mleko oraz mąkę. Pewnego dnia jednak do ich domu wtargnęli całkiem nieznajomi żołnierze SS. Jej mężowi (pradziadkowi) kazali wyjść przed chatę i kopać głęboki dół. Dół dla ich dziecka. Dla swojego widzimisię chcieli bowiem zastrzelić Mikołaja, brata mojego dziadka. Był lament i strach przed najgorszym. W ostatniej chwili jednak ktoś przybiegł ostrzec Niemców: – „Jeśli zabijecie kogoś z tej rodziny, dowódca będzie wściekły – ta gospodyni go zaopatruje!”. Żołnierze odeszli, a dziadek Mikołaj, któremu darowano życie, spokojnie dożył jeszcze późnych lat starości.

dziadek Bolek i ty

Innym razem słyszałam opowieść o tym, jak prababcia Maria ukrywała żydowskie dziecko w starej drewnianej szafie. Specjalnie zabito ją gwoździami, by sprawiała wrażenie od lat nieużywanej. Niestety, kiedy niemieccy żołnierze szukali ukrywających się po domach żydów, stary mebel wzbudził ich zainteresowanie. Nie chcąc trudzić się rozkuwaniem gwoździ, kilkakrotnie przebili ściany szafy bagnetami. Żydowskie dziecko nie wydało z siebie najmniejszego dźwięku. Tylko podłoga pod szafą, chwilę po tym, jak żołnierze odeszli, spłynęła krwią…

Może i Wy przypominacie sobie wojenne opowieści Waszych dziadków?  Podzielcie się nimi w komentarzach – ocalimy te historie od zapomnienia…

fot. Pikolina