Zakazane tematy

Mąż, prywatny oprawca

Weekend. Poranek spędzam na zakupach, pogrążona w letargu, jakby lekko otumaniona świeżym, wiosennym powietrzem. Nagle w supermarkecie odzywa się terrorysta… i raptem, jakby mi ktoś w pysk dał:

– Na co i komu ty bierzesz te kartofle? Będziesz je jadła, czy co? – krzyczy mężczyzna.
– Chciałam zrobić dla nas obiad €- odpowiedziała jego żona.
– To rób sobie sama, ja idę do Janka na imieniny. Pośpiesz się, nie będę tu stał i patrzył jak trzy godziny pakujesz te warzywa! – cedził przez zęby starszy pan.

Terrorystą był na oko 60-letni mężczyzna, a ofiarą – jego potulna, przymilna (że aż boli) żona. Na cały głos poniżył ją w sklepie, a ona ani drgnęła. Czułam jej krzywdę, i bardzo chciałam podejść, by choć dobrym słowem móc pocieszyć. Nie wypadało jednak. Wiedziałam, że w tym zatłoczonym sklepie moja litość poniżyłaby ją jeszcze bardziej.

IMG_0940

Odeszłam dalej, choć w sercu coś kłuło. Ustawiłam się w kolejce po wędliny. Spokojniejsza, o tamtej sprawie szybko niestety zapominając. Znów błogi letarg i myślenie o niczym. Ale obok mnie jakby z podziemi wyrósł nerwowy terrorysta numer 2, krzycząc do żony, która stała nieopodal:

– Babo ty! Znów nabrałaś tego drogiego mięsa z indyka? – darł się, patrząc zakłopotanej kobiecie w koszyk.
– Przecież to zdrowe, zrobię z niego dobry obiad dla nas i dzieci -€“ grzecznie tłumaczyła się Ona.
– Taaaa, tak samo jak ostatnio? Że kilogram mięsa poszedł do śmietnika, bo spaliłaś pieczeń i nikt do gęby nie chciał tego włożyć? Ja nie mam pieniędzy na wywalanie w błoto. Idziemy stąd! – krzyczał wąsaty terrorysta.

IMG_0945

Pokorna kobietka, może w wieku mojej mamy, odeszła potulnie, rzucając mi zakłopotane, porozumiewawcze spojrzenie. Ona również na własnym łonie wyhodowała żmiję – prywatnego terrorystę. Osobistego dyktatora, mentalnego sadystę, który nie zawiedzie nawet w bardzo zatłoczonym sklepie. Nie chcę wiedzieć, jak musi ją traktować, gdy nikt nie patrzy…

Od lat uznaję zasadę, że przemoc to nie tylko podniesiona na drugą osobę ręka. Przecież to też nienawistne słowa. Pogarda dla Twoich starań wyrażana przy obcych ludziach. Wydzielanie pieniędzy. Zbyt wiele lat oglądałam kobiety poniżone. Całe życie jako usłużne matki, żony, babcie. Które z bezpiecznym uśmiechem na twarzy (za uśmiech przecież nikt nie poniża) podawały mężowi wszystko pod nos. Które pokornie dziękowały, że mogą po nim sprzatnąć naczynia, gdy raczył skończyć posiłek. Nigdy nie było mowy o rozwodzie. „To nie te czasy. Otoczenie by przecież zlinczowało”.

IMG_0941

Strach przed samodzielnością, niedostatkiem, krytyką ze strony rodziny… zagłusza poczucie beznadziei, codziennego poniżenia. Bardzo martwię się o takie kobiety, wchodzę w ich skórę, umysł. Jest mi ciężko, jakbym to była ja sama. Wszystkie najchętniej zabrałabym do siebie, na nowo pokazała, jak są wspaniałe i piękne.

O mnie niestety to jedno musicie wiedzieć – nigdy bym się nie zawahała. Odeszłabym zarówno z dniem, w którym ON podniósłby na mnie rękę, jak i nazwał bezwartościową idiotką.

fot. Pikolina

zudit.pl