Zakazane tematy

„Ślub z prawosławnym? Po moim trupie!”

Nie wiem, jak w innych regionach Polski, ale u mnie, na Podlasiu, bywają rodzice, którzy nie dopuszczą swojego dziecka do ślubu, jeśli jego wybranek/wybranka jest innego wyznania. Wolą mieć w domu 35-letnią starą pannę niż zięcia – innowiercę.

Sporo emocji, co zresztą bardzo normalne, wywołał w Was wpis o poszukiwaniu normalnego księdza. Przyzwyczaiłam się, że w komentarzach mówi się o mnie ateistka lub hipokrytka i naprawdę – nie gniewam się:) To normalna reakcja ludzi, którzy bronią swoich poglądów.

roznica_zudit_1

Szanuję je, bo sama też za pewne idee dałabym się pokroić. Cenię jednak ludzi, którzy pod wpływem silnych argumentów potrafią dostrzec i przyznać, że jednak nie mają racji (za chwilę zobaczycie, jak do błędu przyznała się moja babcia). Opowiem Wam historię, która nie raz i nie dwa, zdarzyła się na moim wielokulturowym Podlasiu. Tu, gdzie różne wyznania łączą się, prawosławie i katolicyzm… stają się przyczyną rodzinnych wojen.

Historię opowiedziała mi mama 35-letniego… kawalera. [sociallocker] Jej syn, przystojny, po studiach i na stanowisku, jest facetem samotnym. Była już w jego życiu TA JEDYNA, ślub w planach, ale romantyczną miłość zniszczyła waśń – rodu prawosławnych i katolików. On, z rodziny katolickiej, poznał ją – prawosławną. Dla młodych różne wyznania nie były żadnym problemem. Byli szczęsliwi – ot, „typowa” historia zakochanych ludzi. Do czasu, gdy do akcji wkroczyli jej rodzice (opowiada mama kawalera, dawniej moja sąsiadka):

roznica_zudit_2

– Syn już dawno byłby żonaty. Uwielbiałam tę jego dziewczynę – mądra, inteligentna, ciepła. Jej rodzice, prawosławna rodzina mieszkająca w jednej z podlaskich wsi, od początku jednak sceptycznie patrzyli na to, że Jacek (mój syn) jest katolikiem. Gdy było przepisywanie majątków – ich córka raptem nie dostała domu, w którym po ślubie miała z Jackiem zamieszkać. Dokuczali jej. Grozili, że ślub ma być w cerkwi, a jeśli przejdzie na jego wiarę, to odwrócą się od niej na zawsze. Dziewczyna, która wciąż mieszkała przy rodzicach, nie zniosła tej chorej nagonki. Rozstała się z moim synem, a on nigdy już nie umiał tak mocno pokochać żadnej innej.

Takich historii znam mnóstwo. Moim rodzicom szczęśliwie się udało – mimo presji rodzin, mój tato z prawosławia przeszedł „na wiarę” mamy i świetnie się w tym razem odnaleźli. Jego rodzice, a moi dziadkowie jakoś to przełknęli.

roznica_zudit_3

Ale znam też inną historię. Rodzinne podwórko. Wujek A. miał w młodości wiele dziewczyn, z jedną chodził już dość długo. Piękna, inteligentna, wszyscy bardzo ją lubili. Idealna kandydatka na żonę, umiała trzymać go w ryzach. Niestety miała jedną wadę: była prawosławna. Druga moja babcia, praktykująca katoliczka, nie była w stanie tego zaakceptować. Do ślubu nie dopuściła. Ponoć rozgoniła towarzystwo. Niedługo potem dla wujka znalazła się lepsza, katolicka kandydatka. Jej brat był księdzem, rodzina – wierzącymi katolikami. Słowem – idealny materiał na żonę. Dziś ta moja katolicka ciocia żyje z wujkiem jak pies z kotem. Awantury od lat, nie ma miłości, nie ma zrozumienia. Czasem nawet wzywają na siebie policję. Święta spędzają oddzielnie, bo ona zabiera dzieci do swojej rodziny. Babcia, patrząc na to, po wielu latach przyznaje się:

– To moja wina, bo chciałam mu wybierać żonę. Mój błąd. Biję się w pierś, bo syn męczy się z nią i cierpi. Ale cóż teraz, po latach zrobić, jak już nawet ich dzieci są dorosłe.

roznica_zudit_4

Ja sama, jeszcze przed Karlosem miałam prawosławnego chłopaka. Świetnie spędzaliśmy razem czas, lubił ciężkie brzmienia, przystojny, inteligentny. Spotykaliśmy się parę miesięcy, uczucie się rozwijało. Do momentu, gdy on drastycznie uciął wszystko. W jednej chwili. Zupełnie zerwany kontakt. Trochę nawet po nim płakałam. Potem doszły mnie słuchy, że to właśnie jego prawosławnym rodzicom doskwierał mój katolicyzm. Sprawę naszego związku trzeba więc było zdusić  w zarodku…

Te zupełnie dla mnie niezrozumiałe rodzinne walki o wyznanie (także to,  kto na czyją „wiarę” ma przechodzić)  fajnie kiedyś skwitowała moja mama:

– Nigdy nie będę się wtrącać do związków moich dzieci. Mogą się wiązać, z kim sobie chcą – mają być tylko w tym wszystkim szczęśliwe. No i oczywiście nie ma nic gorszego, niż wścibska teściowa![/sociallocker]

fot. Pikolina