Zakazane tematy

Złe dziecko boli całe życie

W czasach, gdy media przesiąkły już troskliwymi mamusiami, z przekory i dla odejścia od schematów modne stało się kreowanie na złą i zimną matkę. Ja jednak opowiem Wam, jak to było być złym dzieckiem – potworem dla swoich staruszków i rówieśników. 

Moja mama ma nas czwórkę. Córkę i trzech młodszych synów. Z każdym przeszła małe piekło. Które z nas było najgorsze? Trudno ocenić, bo burzliwe dojrzewanie u każdego objawiało się inaczej. Policja pukająca do drzwi, radiolka odwożąca do domu brata złapanego na wagarach, książeczka do bierzmowania spalona w ognisku, ucieczki z religii, same pały w dzienniku? Nie, to też nie było chyba najgorsze.

IMG_3454

Byłam #dzieckiemzłym, bo długo uprzykrzałam życie mojej mamie. Wszystko, co mówiła i robiła, wydawało mi się (mi, 10-latce) nudne, sztywniackie i do dupy. Obrałam sobie inny, jawny ideał do adorowania. Moją ciocię. Miała wszystko to, czego do podziwiania potrzebowała dziewczynka wkraczająca w dojrzewanie: była piękna, zadbana, przebojowa, bardzo liberalna i uwielbiała mnie wychowywać. Pisałam z nią pełne miłości listy, miałyśmy wspólne wypady, wakacje, święta. Wielka przyjaźń, która bardzo bolała moją mamę – bo jej jedyna córka wszystkimi swoimi sekretami wolała dzielić się z ciocią. Bezdzietna bratowa weszła w rolę rodzicielki, zabrała sobie całą należną mamie miłość i adorację. Minęło wiele lat, zanim Żudit i Magnolia zawiązały silną sztamę i piękną przyjaźń. Dziś moim ideałem jest własna mama i myślę, że tak już zostanie do końca życia.

zudit policja1

Do grona #złychdzieci dołączyłam w podstawówce. My, cała klasa, kontra ona – dziewczynka z patologicznej rodziny. Mieszkałyśmy przy jednej ulicy, ona urodziła się kilka miesięcy później, dlatego rodzice dali jej imię, które noszę ja. To była pierwsza i może ostatnia Judyta, którą poznałam w życiu. Jej jedyną winą było to, że rodzice pili, ojciec to wychodził, to siedział w więzieniu, a ona śmierdziała papierosami i miała wszy. To wystarczyło, by w klasie mówić na nią „zaraza”. „Zaraza” musiała siedzieć na końcu sali, dwie ławki za wszystkimi – bo dzieci brzydziły się jej dotknąć czy wąchać. „Dotkniesz tej zarazy, przejdzie na jej ciebie syf!” – żartowaliśmy na przerwach. Do dziś mam te zdjęcia grupowe – cała nasza klasa, uśmiechnięta, w czystych kolorowych sweterkach, i ona – stojąca pół metra obok, jakby doklejona do fotografii. Dziś myślę, że każda przerwa musiała być dla niej koszmarem. Rzucaliśmy w nią papierami, wyśmiewaliśmy na głos, omijaliśmy szerokim na kilka metrów łukiem. Skąd w nas, ośmiolatkach było takie okrucieństwo? Do dziś się zastanawiam, dlaczego ja sama byłam tak podła dla dziecka, które nic mi w sumie nie zrobiło. Mówi się o brutalnych linczach wśród dorosłych. O okrutnych samosądach. Kręci się o tym w Polsce ambitne filmy. Tymczasem równie podłe, jak my, dorośli, bywają nasze kilkuletnie dzieci.

IMG_3429

W swoim otoczeniu też mam dzieci złe. Pamiętam, jak podczas jednej wizyty u znajomych ich syn, kilkuletni chłopiec, rozmawiając ze mną, chrumknął i napluł na mnie. W obecności swojego rodzica. Trzydziestolatka, który obrócił to wszystko w wesoły żarcik. Do dziś czuję to poniżenie oplutej przez rozpieszczonego bachora. Złe dziecko boli przez całe życie! Ten sam chłopczyk rzucił potem prezentem urodzinowym, który mu przed sekundą wręczyłam, o ścianę salonu. Ale nie winię jego. Z większą niechęcią patrzę na to, jak go ci moi wykształceni i obyci znajomi wychowali.

DPP_0064

Teraz dzielimy się na dwa obozy. Jedni z nas powiedzą, że okropne zachowania dzieci to wina rodziców, że wszystko wynosi się z domu. Inni, że okrucieństwo może być ukrytą chorobą, przekazanym genem (np. „po biologicznym ojcu – bokserze”).

Ponoć też nie ma trudnych dzieci – są tylko źle wychowane. Mówią również, że dziecko jest jak walizka – co do niej włożysz, to później wyjmiesz. I ja się z tym powiedzeniem bardzo zgadzam!

fot. Pikolina