Zakazane tematy

Czy można dać dziecku spróbować alkohol?

Niby to takie oczywiste. NIE i koniec. A jednak są ludzie, którym w dzieciństwie czerwone wino dobrotliwa ciocia wlewała do szklanki zamiast kompotu. Bo lepiej, „żeby dziecko w domu wypiło, niż w parku z jakimiś menelami”. 

Moja mama jest abstynentką. Nie wiem, czy to kwestia jej wiary, ideologii, czy po prostu fakt, że alkohol nigdy jej nie smakował. W życiu nie widziałam, żeby piła, nigdy też z jej strony jako dzieci nie usłyszeliśmy propozycji spróbowania piwa czy lampki wina. Nawet teraz, jako pełnoletni ludzie takich propozycji nie słyszymy – choćby to był Sylwester lub huczne urodziny. Mama denerwuje się nawet przy świętach, gdy okazjonalnie na stole alkohol się pojawi. I jestem jej za to wdzięczna.

ec62a522139a0b7222ac6e103a7481fc

Ale Ola, moja przyjaciółka, chcąc nie chcąc, w dzieciństwie z alkoholem miała wiele do czynienia. Przy tym wcale nie żyjąc w tzw. rodzinie alkoholowej. Na wakacje jeździła do kuzynów ze „Wschodu” – prawosławie, gościnność granicząca z nachalnością. Jako małe dziecko przy stole zapytała, czy może „popróbować” tego czerwonego soku z kieliszka cioci. „Masz, wypij szybko, póki mama nie patrzy” – mówili. Od tego się zaczęło. „Bo przecież tak trudno dziecku odmawiać”. Również tego. Jaką dobudowali do tego ideologię?

„Lepiej, żeby dzieciak wypił w domu, przy dorosłych, niż ma się ciągać po parkach z jakimiś menelami”.

Na wakacje do swojej cioci Ola jeździła chętnie. Nie było tam przecież żadnej patologii. Ot, kulturalne towarzystwo – pracujące, po szkołach. Ale już jako kilkulatka mogła u nich pić piwo lub wino zupełnie zwyczajnie, do obiadu. Do dziś wspomina czerwony napój nalany do jej szklanki jak kompot. Opowiadała mi o stanie otumanienia. Dopiero teraz, gdy sama potencjalnie może być matką, z przerażeniem wspomina tamten czas. Czas dziecka pijanego. Któremu dziwnie często bolał brzuszek. Jak to przyzwolenie na picie alkoholu wyluzowana rodzinka chciała tłumaczyć?

3793d5349558652f57e163bc4d01ca38

„W dorosłym życiu i tak przecież będzie miała dostęp”.
„Na próbę można, nic się nie stanie”.
„Rodzice nie pozwalają, to choć korzystaj u nas na wakacjach”.

Czas pokazał, że to totalne wyluzowanie kuzynostwa wcale nie wyszło na dobre. Czego nauczyła Olę liberalna ciocia? Że picie to coś zupełnie naturalnego, z czym nawet nie musi się kryć. Że otumanienie to sposób na ucieczkę, lek dobry na smutek, na niepowodzenie w szkole, na jedynkę z matematyki. Moja przyjaciółka nieraz sięgała po taki ratunek.

Jaka dziś jest moja Ola? Skończyła studia, ale jest trochę pogubiona. Gdy w pracy przychodzi zbyt ciężki czas, wieczorem zasypia podchmielona. Piwo lepiej pomaga zapomnieć. Czy jest uzależniona? Nie. Ale wie, że alkohol pomoże jej, niezależnie, w jakiej sytuacji się znajdzie. A ponoć to pierwszy krok do nałogu.

tumblr_m93iipCVa91qdbmvn

Chciałabym, aby z tej historii płynął jednoznaczny morał. Dziecko chłonie, rozwija swoją moralność przy nas. Jakim nauczycielem jesteś, gdy jako odpowiedź na wszystkie problemy wlewasz mu do szklanki „troszkę słodkiego winka”? Przecież to trucizna.

Rodzina, w której dziecko musi patrzeć na alkoholizm mamy i taty to tragedia. Ale ludzie dorośli, zdrowi na umyśle, BEZ problemów alkoholowych, wlewający dzieciom procenty do szklanki to już chora skrajność.

„Bo oni są tacy liberalni, na luzie”. „Bo to przecież nic złego, nie przynudzajcie, krytykanci”.

400ab5f22fb0b38527ec6d50e5065647

Tymczasem, jak wynika z badań przedstawionych w „Journal of Studies on Alcohol and Drugs, uczniowie, którzy w szkole podstawowej (przed ukończeniem szóstej klasy) mieli okazję spróbować alkoholu w domu, pięć razy częściej sięgnęli po alkohol w okresie gimnazjum. Ryzyko tego, że się upiją, było u nich czterokrotnie większe niż u rówieśników, którzy nie mieli okazji próbować napojów procentowych – informują naukowcy z USA”.

Jestem w tej kwestii stanowcza. Nawet paluszka umoczyć w kieliszku z winem nie pozwolę. Dzieciom nie daje się trucizny.

Zdjęcia: Pinterest