nieCodzienność

Bo miłość wszystko wytrzyma i wszystko zniesie

Myślę, że ta historia ze szpitalnej sali i moja krótka rozmowa z mądrą mamą naszego kolegi da również Wam pozytywnego kopa, by mocniej kochać ludzi. 

Często analizuję pary, które mijam na ulicach. Jest już jakaś norma w tym, że jasną blondynkę szybciej spotkasz za rękę z brodatym brunetem, aniżeli z jasnym blondynem. Ot, zasada przyciągania się przeciwieństw. Gdy widzimy natomiast wyjątkowo ładną dziewczynę z brzydkim kolesiem – porównamy: piękna i bestia. A kiedy mega przystojniak przytula „paszteta” – czyli zaniedbaną, grubszą dziewczynę, pomyślimy o niej: „trafiło się jak ślepej kurze ziarno”. Jak to jest, że nie zawsze piękna osoba potrzebuje połączyć się na stałe z kimś równie atrakcyjnym? Proste – to miłość – powiecie.

zudit_ratusz (9)

Jakiś czas temu moja mama miała zabieg w szpitalu. Gdy wróciła do domu, nie opowiadała nam jednak o sobie, tylko o tej drugiej chorej, z którą leżała w jednej sali. Była nią młoda dziewczyna w zaawansowanym stadium stwardnienia rozsianego. Zanik mięśni, przykurcze całego wychudzonego ciała, ogromne trudności z mówieniem. Może oprócz zwykłego ludzkiego współczucia i potrzeby opiekowania się słabszymi, mojej mamy nic nie wzruszyłoby w tym smutnym szpitalnym obrazku. Ale pojawił się jeszcze on – wysoki, na oko 30-letni, przystojny brunet, który raptem stanął w drzwiach szpitalnej sali. Mąż chorej dziewczyny. Bo wszystko w historii ich miłości było kiedyś piękne, pomyślne… Byli zdrowi, oboje atrakcyjni, dwudziestoletni. Odbył się wymarzony ślub, jakiś czas potem czuli radość z oczekiwania na dziecko – śliczną dziewczynkę. Nic nie zapowiadało tragedii. zudit_ratusz (2)

Złe stało się po porodzie. Po wydaniu dziecka na świat, zaczęła czuć pierwsze objawy. Zaburzenia czucia, stopniowy niedowład. Dlaczego ja? Musiała pytać, gdy postawiono jej taką diagnozę. Stwardnienie rozsiane? Teraz? Gdy jest taka młoda, gdy przyszło na świat pierwsze dziecko, i gdy u boku zapatrzony w nie obie mąż? Ponoć załamała się, a depresja i bunt wobec losu sprawiły, że nie chciała walczyć. Nie próbowała nawet. A przecież to psychika i wola walki decydują, jak szybko choroba wszystko odbierze. Ona załamała się wraz z diagnozą. Wszystko więc postępowało szybciej, niż w normalnych przypadkach. Jej wychudzone, przykurczone ciało targane smutkiem leżało na łóżku obok mojej mamy. On przybiegał jednak każdego dnia po pracy, by osobiście nakarmić ją tą małą łyżeczką. „Bo gdy inni to robią, ona tak naprawdę za mało je, a musi mieć przecież siłę”. Przychodził nakryć ją kocem, utulić przed snem, oklepać. By później wrócić do domu, do ich kilkuletniej córeczki. Moja mama ze wzruszeniem opowiadała, że patrzył na żonę jak w cudowny obrazek. Mimo tego, że stracili już niemal zupełnie nawet werbalny kontakt ze sobą.

Bo miłość wszystko wytrzyma i wszystko zniesie. zudit_ratusz (1)

Historia ze szpitalnej sali mocno zapadła mi w pamięć. Gdy poszliśmy kilka dni temu na ślub przyjaciół, czułam nostalgię. Bo… piękna ona, piękny on;) Romantyzm, mały zabytkowy kościółek, eleganckie przyjęcie w gronie najbliższych. W głębi serca marzyłam, by mieli takie samo życie, jak ten boski dzień. I wtedy, gdy siedziałam zamyślona przy stole, podeszła do mnie Ona – mama pana młodego. Piękna kobieta – na oko 50-letnia bizneswoman, zadbana, bardzo szczupła.

Wspominała, że mojego Karlosa zna niemal od dziecka, że z jej synem zawsze tak blisko się trzymali. Że minęło tyle czasu, a ta ich męska przyjaźń nadal trwa. Widziałam jej wzruszenie. Chciałam się jakoś za te słowa odwdzięczyć.

zudit_ratusz (5)

Odpowiedziałam szczerze:

– Od zawsze chciałam panią poznać. Wszyscy mówili o pani urodzie z zachwytem, aż nawet pewnego dnia poprosiłam Piotrka (jej syna), by pokazał mi zdjęcia. Ogólnie… tworzycie taką niesamowitą parę – pani, atrakcyjna i spełniona zawodowo, pani mąż – przystojny fotograf i podróżnik. Ta czwórka waszych dorosłych dzieci, z których każde mądre, wykształcone, piękne… z zazdrością na was patrzę! W dodatku wy sami… do dziś tacy zakochani, atrakcyjni, zadbani – mówiłam jednym tchem.

– Judyta, przestań! Nieistotny ten nasz wygląd. W całym życiu to wszystko trzymała w ryzach tylko miłość! To o nią zawsze chodziło.

Uśmiechnęła się i odeszła do swojego stolika. A ja przez resztę wesela miałam gul wzruszenia. Bo niby taka oczywistość, a jakby mi ktoś w paru słowach wyłożył całe sedno.

fot. Pikolina