nieCodzienność

Bestia na 40 metrach kwadratowych

Ten dzień w końcu musiał nadejść. Bo jak długo jeszcze ten spokojny, 30-kilogramowy owczarek niemiecki mógł siedzieć spokojnie w małym mieszkaniu? Ile energii tłumiło się w nim przez te niewystarczające, powolne spacery na smyczy z właścicielem po 70-tce… 

Mamy mieszkanie z ogródkiem, który od ścieżki dla pieszych oddziela jedynie siatka i żywopłot. Po obu stronach sąsiedzi – emeryci – mili starsi ludzie. Abi to wielki owczarek niemiecki z mieszkania po prawej. Jego pan wyprowadza go na spacer zawsze punkt 6, 12 i 18-sta. Chodzą sobie powoli, okrążając osiedle. Nigdy nie słyszałam, żeby Abi nawet zaszczekał, zawsze siedział sobie na tym ich parterowym balkonie lub trawie przyblokowego ogródka. Cudna długa sierść, piękny, rasowy pysk. Słowem – potulny pies, który zawsze tylko… patrzył.

zudit_pieski (3)

Ale kiedyś musiał przecież się z tej uwięzi zerwać, to jego natura, zew, potrzeba bronienia własnego terytorium…

I tego właśnie dnia, ostatniej niedzieli usłyszałam głośny krzyk dziecka wołającego o pomoc. Po chwili jego szybkie kroki, jakby w biegu ucieczki. Za sekundę – wściekłe szczekanie nacierającego na kilkuletnią ofiarę psa. Chłopiec krzyczał wniebogłosy przez kilka sekund, słychać było szamotaninę.

Abi, cholera jasna, Abi! – zdążył zawołać mój sąsiad, biegnąc ratować dziecko. Przez dziurę w naszym żywopłocie mogłam tylko zobaczyć białe buciki i nogi leżącego na chodniku chłopca. Nad jego ciałkiem – wielki owczarek. Abiego odciągnięto, o losie chłopca nie usłyszałam zbyt wiele, bo za chwilę przybiegła po niego matka. Sąsiad był spanikowany, pół dnia oglądał potem tę dziurę w żywopłocie, przez którą wyskoczył tak niespodziewanie spokojny dotąd Abi.

zudit_pieski (9)

Jeszcze kilka godzin po tym wydarzeniu chodziłam roztrzęsiona, w uszach słysząc krzyk dziecka. Sama też zostałam kiedyś zaatakowana. Wiem, co to bezradność i panika, gdy ogromny pies biegnie prosto na Ciebie, by za chwilę szarpać zębami za ramię i brzuch. Mnie zaatakował mieszaniec jakiegoś rottweilera. Mój krzyk rozległ się na całą ulicę. Marzyłam wtedy, by ktoś natychmiast mi pomógł. Najgorsza była jednak reakcja właścicieli zwierzęcia – szli w moim kierunku całkiem spokojnie, gdy ich pies szarpał moje ubranie i skórę. Do teraz pamiętam, jak ostentacyjnie krzyczeli na mnie:

– Czego się drzesz, durna, to go tylko bardziej rozwścieczy!

zudit_pieski (6) (1)

Historia sprzed kilku lat i ta, która zdarzyła się pod moim ogródkiem mówi jedno – to nie zwierzę jest głupie… Jego zachowania wynikają z błędów ludzi. Niektórzy zwyczajnie nie powinni mieć dużych, niebezpiecznych ras. Dobry przykład – (ofc znów) moja mama. Wzięła sobie do domu wielką amstafkę – Kokę. Początkowo pies miał zadatki na okazywanie agresji – także w stosunku do właścicieli. Ale bardzo zasadniczo, metodą nagród i karceń nauczono go dobrych zachowań. Ten 40-kilogramowy zabójca o przekrwionych oczach to aniołek w domu i zarazem bestia pilnująca posesji rodziców. Jestem pod wrażeniem, jak bezkrytycznie słucha komend mojej mamy, która wytresowała ją do perfekcji. Rodzice zdecydowali się na takiego psa tylko dlatego, że mają spory dom i dużą posesję, na której Koka może do woli biegać, aportować i szaleć.

Dziś szkoda mi jednak Abiego, bo znając wybuchowy temperament mojego sąsiada, na pewno dostał jakąś karę. Mam nadzieję, że ten starszy pan ukarał również siebie. Jego wina, że nie użył wyobraźni, by przewidzieć, że wielki owczarek z łatwością przeskoczy żywopłot. Trzymanie takiego psa w 40-metrowej klatce to również skrajna głupota, sorry.

fot. Pikolina