nieCodzienność

Zła żona znów w delegacji.

Dziś, szykując się do kolejnego weekendowego wyjazdu, pomyślałam sobie, jak nasze domowe role się ostatnio odwróciły. Wszystko przez tę blogosferę. Delegacja za delegacją! Całe szczęście, że gdy informuję Go, że mam zaproszenie na kilka dni za granicę, On uśmiecha się i mówi: „świetnie, musisz tam pojechać!”. 

Zadziwiające też, jak dobrze poradzi sobie facet, gdy jego kobieta opuszcza dom. Moja koleżanka z pracy opowiadała kiedyś, że zawsze, gdy jedzie na kilkudniową delegację, szokuje ją, jak świetnie organizują swój czas i życie domownicy. Mąż szykuje obiady dla siebie i dzieci, kolejki zmywania w kuchni idą elegancko, a dom na jej przyjazd jest zrobiony na błysk. Ostatnio u Szalonookiej mówiłam krótko o tym, jak cudnie jest, gdy mąż wyjedzie w delegację. Bo potem przecież przywozi prezenty, zabiera na kolację i w dodatku mogę przez te dni robić, co mi się tylko podoba – np. leżeć w wannie cały wieczór… I nikt nie krzyczy z drugiego pokoju, gdzie położyłam jakieś skarpetki albo ładowarkę do telefonu. Po prostu kilkudniowy raj.

_DSC3905

Ale ten totalny chillout musiałam sobie jednak wypracować. Wcześniej autentycznie czułam wielką zazdrość i niepokój: „a z kim jedziesz?”, „gdzie będziecie spali”?, „będą tam ładne dziewczyny?!”. Teraz, gdy częściej to ja wyjeżdżam, niedorzeczne pytania skończyły się. Na moich delegacjach (zarówno tych z redakcji, jak i wyjazdach blogowych) poznaję wiele nowych osób. Czy to, że spotykam tam inteligentnych, przystojnych facetów oznacza, że zdradzam męża? Of course not. Czy gdy idę na wieczorną imprezę integracyjną w towarzystwie obcych mi ludzi oznacza, że mniej go kocham? Albo, że gdy we dwie z przyjaciółką oglądamy zachód słońca nad morzem, zmienia się coś w mojej relacji z facetem? Nein.

_DSC3902

Niebawem urlop. Prawdopodobnie spędzę też kilka dni za granicą na blogowym wyjeździe tylko z Pikoliną. Zadziwiło mnie, że K. tak fajnie to przyjął – był totalnie zadowolony z kolejnych moich sukcesów.

Awansując na ‚żonę w delegacji’ nauczyłam się wielkiej tolerancji i zaufania – sama przecież tak dużo tego ostatnio dostaję. Kiedy więc słyszę o jego wyjeździe na rozprawę sądową gdzieś w Polsce, autentycznie się cieszę. Z jego oderwania od biurowej rzeczywistości, ale też – ze swojego powrotu do beztroski. Niesamowite, że dajemy sobie w tym wszystkim taką wolność i zaufanie.

_DSC3899

Dzisiejsze zdjęcia pochodzą… właśnie z mojej delegacji. Kilka dni temu byłam w Warszawie na warsztatach kulinarnych organizowanych przez firmę Hansgrohe. Wiecie już, jak wspaniała jest ze mnie gospodyni, dlatego tym bardziej cudnie było choć raz czegoś w kuchni nie spalić i pod okiem znanego w świecie kucharza zrobić pastę z bakłażana, czy z chirurgiczną precyzją wyfiletować mirunę;)

P.S. Zajrzyjcie dziś do Szalonookiej, bo tam świetny wpis o tym, jak dzielne babki radzą sobie, gdy ich faceci jadą w delegację. Choć jeszcze bardziej ciekawi mnie, czy to Wy, dziewczyny czasem rzucacie wszystko i jedziecie sobie w Polskę lub świat… Jak jest? Napiszcie!

Zdjęcia: Barbara Pol/Hansgrohe

_DSC3873 _DSC3906 _DSC3907 _DSC3909 _DSC3914