Zakazane tematy

Przekleństwo bycia miłym

Często uśmiechając się, przytakuję innym, starając się być zawsze bardzo życzliwa i pomocna. I nieważne, czy faktycznie mam na to chęć. To ponoć nawet nie brak asertywności. Bardziej przekleństwo unikania nieprzyjemności, bycia miłym cały czas. 

Znacie to? Ja swój mały, „przeklęty” problem zdiagnozowałam dopiero niedawno, po lekturze tekstu w Wysokich Obcasach (tu: klik!). Taka faktycznie jestem – boję się np., co powie sąsiad, więc rano, gdy spotkam go pod sklepem z bułkami, potrafię bez zająknięcia opowiedzieć mu sekrety życia – bo wypytuje mnie o nie tonem nieznoszącym prób milczenia. Podobnie, nie chcąc denerwować pani w okienku pocztowym, kwitki i awiza wypełniam szybko, na jej pytania odpowiadając miło, nawet, gdy wydaje mi się, że ona sama obsługuje mnie dość opieszale.

FG6A8283-2

Taka właśnie jest kobieta dotknięta przekleństwem bycia miłą:

„Zawsze pomocna, życzliwa, uśmiechnięta. Zajmie się chorym dzieckiem przyjaciółki, napisze za kolegę raport, wysłucha koleżanki, która znowu ma małżeński kryzys itd. Niezależnie od tego, czy ma na to ochotę, siłę i czas. Często też przytakuje. Lubi używać takich słów, jak: wspaniale, oczywiście, nie ma problemu! Cudza aprobata staje się dla niej szalenie ważna, daje kopa, więc zaczyna o nią zabiegać. Taka osoba nie daje sobie prawa, by kiedykolwiek narzekać”.

FG6A8232

Co mówią psychologowie? Że problem bierze się z wychowania i najczęściej dotyczy kobiet, bo to dziewczynki uczy się przecież od małego, że powinny być spokojne, miłe i grzeczne. Niekontrolowane wybuchy złości? Marudzenie? „No kto to widział?!” Chłopcy krzyczą, wyładowują emocje i agresję?  – Dobrze, bo to świadczy o ich sile.

Do tego dodajmy lęk przed rodzicami. Jeśli jeden z nich był porywczy, szybko podnosił głos, krytykował, instynktownie robiliśmy wszystko, by uniknąć gniewu. Siedzenie cicho jak mysz pod miotłą, na twarzy zawsze bezpieczny uśmiech – to przecież pomoże uniknąć kary lub krytyki, prawda?

FG6A8336

I potem tę uległość przenosisz w dorosłe życie. „Prawie każdy miły, którego rodzic budził w nim strach, w zetknięciu z własnym szefem albo innym autorytetem czuje lęk i nie umie powiedzieć nie. Nawet nie próbuje.

Tłumienie swoich potrzeb, złości i frustracji prędzej czy później doprowadza do wybuchu. Bo przecież ta złość gdzieś musi znaleźć ujście, nie zniknie ot, tak. Będziemy więc wybuchać – jako partnerki swoich facetów, matki, współpracownice, frustracją dzieląc się ze swoim otoczeniem. A można tego uniknąć – wystarczy wyjść poza swoją strefę komfortu, świetnie opisali to w WO na przykładzie „miłej” bohaterki:

FG6A8285

„…wypisała na kartce listę swoich największych lęków. I zaczęła z nimi eksperymentować: Co się stanie, jeśli nie przeproszę, kiedy w metrze ktoś na mnie wpadnie? Okazało się, że nic się nie stało! Co się stanie, jeśli koleżanka w pracy poprosi mnie, żebym natychmiast dla niej coś zrobiła, a ja powiem, że zrobię to, ale na piątek? I co? Nic! Usłyszała: nie ma sprawy!. Była w szoku”.

W swoim życiu, szczególnie tym internetowym, też potrzebuję podobnych ćwiczeń. Choćby taki przykład: złapałam się na tym, że wielu osobom, które poprosiły mnie o podlinkowanie na blogowym fanpage’u odpowiedziałam: „Ok, przecież żaden problem. Nie ma sprawy!”. I pewnego dnia przysiadłam do komputera, by faktycznie wrzucić na tablicę link z nowym artykułem mojej znajomej. Odszukałam jej wiadomość i… „Cholera! Judyta, przecież ty te swoje „nie ma sprawy!” napisałaś co najmniej kilkunastu bliższym lub dalszym koleżankom! I co teraz?”. Przecież nie można robić ze swojego Facebooka słupa z ogłoszeniami – tylko dlatego, żeby ludzie, którzy wysłali prośby o linkowanie, mnie lubili. Więc nie udostępniam żadnych przypadkowych osób. I co? Życie toczy się dalej!

FG6A8249

Powiecie może, że to tylko kwestia asertywności… otóż niekoniecznie. Dziś niestety to modne słowo na A kojarzy się trochę z agresją, stawianiem się, lub nawet – wykłócaniem „bo mi się coś należy”. A ważne jest coś ponadto, czyli „spokojna, jasna i zdecydowana komunikacja. To się wiąże z poczuciem własnej wartości – jeśli uważasz, że jesteś ważna dla siebie, że twoje potrzeby i uczucia są ważne, to wtedy są sytuacje, w których musisz powiedzieć nie. Nie chodzi o to, żeby teraz wymachiwać karabinem, chociaż do tej pory machało się piórkiem”.

FG6A8213

Przetestowałam to ostatnio na przyjaciółce i jej narzeczonym. Długi czas się nie widzieliśmy, i właśnie dziś wyciągali nas, by wyjść do klubu na dyskotekę. Po prostu jestem im już dłużna to spotkanie. Choć tęsknię i brak mi naszych rozmów, to jednocześnie nie znoszę atmosfery i stylu zaproponowanej przez nich dyskoteki. Grzecznie odmówiłam, mówiąc, że nie lubię tego miejsca, proponując wspólny obiad na drugi dzień. I co? Zgodziła się!

Zdjęcia: Agnieszka Dzieniszewska, buuba.pl

FG6A8238