nieCodzienność

Królewna Judyta i żebracy

Dawno temu opisałam na blogu, jak rozmawiałam z bezdomnymi z mojego miasta. Dali mi prawdziwą lekcję pokory i szacunku do rzeczy małych.

Na ostatnich wakacjach w Atenach, nie wiedzieć czemu, głośno jednak irytowałam się żebraniem na ulicach… i dostałam za swoje. Jak wiecie, ostatni tydzień urlopu spędziliśmy w Grecji. Nie były to jednak typowe wakacje z drinkiem z palemką oraz wielogodzinnym wylegiwaniem się na plaży… Organizując wyjazd, zarezerwowaliśmy hotel w centrum Aten – by w zasięgu mieć zarówno starożytne budowle, muzea, jak i plaże, na które dojedzie się tamtejszym metrem lub tramwajami. Ateny są bardzo specyficzne. W całym swym zgiełku i ulicznym chaosie (to tu ponoć, zaraz po Portugalii, jest najwięcej wypadków samochodowych w Europie) oraz budownictwie, które lata świetności zdaje się, przechodziło w latach 90., miasto zadziwia.

zudit_ateny (11)

Ateny przede wszystkim pachną dziwnie – śmietniki stojące nawet kilka metrów od ogródków piwnych, w których je się obiad – w połączeniu z upałem… to zdecydowanie nie jest rajski obrazek. Cudownie jednak, że K. zna się na tych wszystkich aplikacjach, mapach, połączeniach komunikacyjnych – doskonale ogarniał wszystkie linie metra, przystanki tramwajowe, dogodne połączenia, które zmienialiśmy, by dostać się na plażę lub z jednego końca wielkiej miejskiej aglomeracji w drugi.

Mimo że na mapie Aten wszystko wydaje się zupełnie blisko, każdego dnia robiliśmy mnóstwo kilometrów także pieszo… odległości nieraz nas powalały.

 

Muszę Wam jednak powiedzieć, że na wakacjach w Grecji niemal żegnałam się z życiem. Oto bowiem, gdy jechaliśmy metrem pod Akropol, na środek naszego pełnego ludzi wagonu wyszła ciemnoskóra, może 50-letnia kobieta i zaczęła głośno zawodzić, śpiewając jakąś modlitwę w nieznanym języku. Jej głos zaczął brzmieć paranoicznie, niemal wyła patrząc groźnie w górę. Za chwilę obie jej ręce szukały czegoś nerwowo pod połami rozpinanej bluzki. Pasażerowie, dojrzawszy to, wystraszeni odsuwali się jak najdalej.

zudit_ateny (6)

– O BOŻE, TA KOBIETA MA BOMBĘ! – zdążyłam pomyśleć, czując już serce w przełyku. CZYLI TAK ZWYCZAJNIE WYGLĄDA NASZ KONIEC?! TO JUŻ ZA CHWILĘ?! Na Karola patrzyłam ze łzami w oczach, a kobieta wyła jeszcze głośniej, modląc się do nieba. Liczyłam sekundy, czy pociąg metra zdąży jeszcze wyrzucić nas na stacji, zanim TO SIĘ STANIE. Patrzyłam na jej postać strasznie nerwowo. Nagle jednak spod pazuchy kobieta wyciągnęła jakieś dwa święte obrazki. Trzymała je wysoko w górze, z rękami niemal pod sufitem. To, że nie miała bomby, chyba wcale nie przyniosło mi ulgi, gdyż jej paranoicznie śpiewana modlitwa dalej przyprawiała o zawał. Minęła chwila. Kobieta ucichła. Za moment, jak gdyby nigdy nic, wyciągnęła rękę przed siebie, przeszła po wagonie, a pasażerowie dawali jej drobne pieniądze. Dzień jak co dzień…

Tak właśnie ludzie żebrzą w ateńskim metrze. Gdy wysiedliśmy, byłam zlana zimnym potem. Przed chwilą żegnałam się z życiem! Karol podszedł do tego spokojnie – ponoć od razu wiedział, że „to tylko sposób na wyciągnięcie od ludzi pieniędzy”. Ja natomiast od tamtej pory byłam totalnie wściekła na każdego napotkanego w Atenach żebraka. Oburzałam się, dlaczego im wszystkim tak łatwo jest wyciągać rękę po jałmużnę. „Czemu nic nie zrobią ze swoim życiem?! Czy myślą, że skoro jesteśmy turystami, to każdemu będziemy dawać, bo mamy dużo pieniędzy? Do roboty by się wzięli jak normalni ludzie!”. Wiem, nieładnie, ale przemawiała przeze mnie wielka złość.

zudit_ateny (12)

O ile nie umiałam zrozumieć podejścia do życia wielu mieszkańców Aten, o tyle los sprawił, że za chwilę sama poczułam się jak kloszard… i znów spokorniałam. Oto wracając z całodniowej wycieczki, wysiedliśmy z tramwaju. Do hotelu mieliśmy jeszcze kilkaset metrów pieszo. Nagle drogę przystąpiła nam na oko 35-letnia kobieta, ubrana dość prowokacyjnie. Jej tłusty brzuch wylewał się ponad jeansową miniówę, biały przykrótki top miał podkreślać nieistniejącą już talię. Z tą panią był jeszcze chłopiec – może 10-letni, jej syn. Zagadała do nas po angielsku, że mieszka tu od pół roku, przyjechała z Niemiec, ale bardzo potrzebuje parę euro na jedzenie (dodam tylko, że była to może siódma tego dnia osoba, która prosiła o pieniądze). Byłam już mocno zirytowana, chciałam jej powiedzieć – „kobieto, idź do pracy, zrób coś ze swoim życiem, jaki teraz dajesz przykład swojemu dziecku, gdy tak beztrosko podchodzisz z nim do ludzi i żebrzesz?!”.

zudit_ateny (4)

Minęliśmy ją jednak spokojnie, K. grzecznie przeprosił, że akurat nie mamy przy sobie drobnych pieniędzy. Tymczasem ja, u kresu swej cierpliwości, mówiłam mu, że mam tego dosyć. Żebracy w Atenach są nachalni, roszczeniowi, pewni tego, że wszyscy będą im dawać pieniądze. Nie pozwolą ci spokojnie przejechać dwóch stacji metra, podchodzą i zagadują lub… wyją wniebogłosy.

Nieopodal naszego hotelu, oburzona, powiedziałam Karolowi:
– Ja mam jakąś swoją dumę, chyba tylko w ostateczności mogłabym tak pójść na ulicę i żebrać!

zudit_ateny (10)

W tej samej sekundzie, w której to mówiłam, od mojego buta, ot tak… odpadła cała podeszwa. Jak jakiś znak! Oto więc w jednej chwili stałam się bosą dziewczyną, która z brudnymi stopami, niemal jak żebraczka, od której się tak dystansowałam, musiałam wejść do eleganckiego holu naszego czterogwiazdkowego hotelu w marmurach. Karcący wzrok pani w recepcji był dla mnie jak oczyszczenie.

Jakaś siła wyższa uznała chyba, że zbyt wiele mam złych emocji w stosunku do innych ludzi. W jednej chwili stałam się jak ci, z których się tak naśmiewałam.
Cóż, pokora znów tak bardzo! ;D

(Zdjęcia z telefonu)

zudit_ateny (1)

zudit_ateny (7)

zudit_ateny (9)

 

zudit_ateny (8)