FotoEpoki

Co ta moja córka gwiazda sobie myśli?

Dziś specjalnie dla Was, w zastępstwie (bo ja, zła żona, znów jestem w delegacji) post napisała moja mama. Jej boskie dialogi z klientami supermarketu, w którym pracuje, dosłownie zwalają z nóg! 

Mama:
Niedawno zaproponowałam Żudit, że zacznę pisać i co jakiś czas wstawię na bloga coś swojego – dostałam odpowiedź, że fajne by były moje komentarze do śmiesznych albo chamskich historyjek z marketu, w którym pracuję. W pierwszej chwili się wkurzyłam, bo czy ta moja gwiazda sobie myśli, że tylko ona umie pisać o wszystkim, a ja to tylko o sklepie, w którym zapuściłam korzenie? W końcu tę iskrę talentu po kimś odziedziczyła. Przeszło mi już:) Bo tak się składa, że moja praca i tysiące ludzi, którzy się tu przewijają są źródłem najróżniejszych śmiesznych sytuacji, jakie się tu zdarzają. Często wychodzi to całkiem niechcący, więc każdy medal ma dwie strony. O realiach pracy w marketach już pisałam, a teraz opowiem Wam o czymś, co sprawia, że lubię pracować z ludźmi.

pin_up

Tak się składa, że wieczorami odwiedzają nas tabuny młodzieży, ale często przy kasie kupuje tylko jedna osoba, a reszta robi sztuczny tłok i hałas. Jeden chłopak kupował kilkanaście różnych piw, a na końcu taśmy leżały też kąpielówki. Jak doszłam do liczenia mu majtek, to mi się wyrwało:

– PO TYLU PIWACH TO SUCHE MAJTKI NA PEEEEEWNO SIĘ PRZYDADZĄ!

Chłopak się speszył, a reszta ryknęła śmiechem. Innym razem liczę eleganckie małżeństwo, a wśród ich zakupów jest droga patelnia. Pan chce być dowcipny i pyta mnie (trzymając patelnię): – Czy ona nadaje się do tego, żeby mnie bić? Ja spojrzałam na cenę i całkiem poważnie mówię:

– OJ NIEEE, SZKODA PATELNI (za droga). I oczywiście jak zwykle żona się śmieje, a jego zamurowało.

IMG_6795

Kolejny pan kupował duży worek karmy dla psów i mówi: -„Nie wiem, czy żonie będzie smakować”.

– OJ TAM, OJ TAM, NAJWYŻEJ BĘDZIE PAN MIAŁ CHRUPKI DO PIWA – odparowałam.

Wszystkie kobiety ryknęły śmiechem, a ten zdegustowany dodał: -,,Ach ta babska solidarność!”.

Od jakiegoś czasu w Walentynki mamy też taki niepisany standardowy zestaw walentynkowy, czyli ludzie biorą: KWIATKI, CZEKOLADKI + PACZKA PREZERWATYW. A więc full wypas i pełne zadowolenie. Panowie jakby się zmówili i wszyscy kupowali to samo i jak raz mi się trafił znajomy, który wziął tylko kwiatki i czekoladki, to ja odruchowo pytam: – A gdzie gumki? Ten się speszył i mówi:

– EEEEE, NIEEEE TO DLA ŻONY.

Kurcze, to komu kupowali tamci? :)

IMG_6783

Raz w naszym markecie dwóch ciemnoskórych, przystojnych panów rozmawiało ze sobą i nie zwracali na mnie uwagi. Ja policzyłam towar i wyszło do zapłaty 100 zł z groszami. Pan mi dał 200 zł, a ja całkiem niewinnie zapytałam, czy może ma tę końcówkę. On się uśmiechnął od ucha do ucha i mówi czystą polszczyzną:

– OOOJ MAAAAM, I TO JAAAKĄ!

Wydałam mu resztę bez tej jego końcówki, ale od tamtej pory żadnego faceta o nią nie pytam:) Panowie często próbują być dowcipni i strzelą jakiegoś suchara, choć nieraz faktycznie udaje im się skutecznie poprawić mi humor i dobry dowcip opowiedzieć. Tak jak ostatnio. Pan patrzył jak liczę towar i opowiadał mi, jak to dwóch podpitych gości wracało z imprezy. „Stanęli przy murku za potrzebą. Jeden zrobił swoje, a drugi grzebie ciągle w rozporku. Tamten się wkurzył i pyta: – Co ty tak grzebiesz?

– AJ, BO DAM BABIE DO RĘKI, TO NIGDY NIE ODŁOŻY NA MIEJSCE”.

Biedny nie mógł znaleźć… prawie się popłakałam ze śmiechu.

IMG_6987

Podobne historie może nie zdarzają się często, ale dziękuję Bogu za takich klientów, bo to oni sprawiają, że moja praca nie zawsze jest uciążliwa i mimo zmęczenia wracam do domu z uśmiechem na ustach. Jestem przekonana, że wiele pań pracujących w handlu mogłoby opowiedzieć niejedną podobną historię, bo nie każdy klient jest wkurzający. Trafiają się czasem i bardzo zabawne sytuacje.

Mama Żudit

PS
Dzisiejsze zdjęcia to kolejna odsłona SESJI PRZEZ EPOKI (pierwsza tutaj), naszych spotkań z cudownymi białostockimi blogerkami: Olą ze Sweetshoop i Sylwią z bloga Zielony Koperek. Z Kasią pokochałyśmy je od pierwszego spotkania: spontaniczne, ciepłe i mądre, po prostu swoje babki! Tak się polubiłyśmy, że postanowiłyśmy spotykać się minimum raz w każdym miesiącu – przebrane w stroje w konkretnej epoki lub subkultury. Tym razem był bardzo kobiecy pin-up i lata 50. Przyznam, że zdjęcia znów wyszły nad wyraz pięknie, Pikolina jest jak zwykle w doskonałej formie (szukajcie tu dziś fotki, która się rusza!). W naszych przebieranych spotkaniach kocham też reakcje ludzi – zawsze wywołujemy ich wesołość, gdy we cztery idziemy ulicą lub wychodzimy z McDonalds’a! Faceci wbijają w nas zadziwiony wzrok, a Sylwia w takich sytuacjach pyta głośno: „Przepraszam, który mamy teraz rok?” <3

IMG_6750IMG_6744pin_up-(2)IMG_67744IMG_6762IMG_6836IMG_6747IMG_6811IMG_6923IMG_6917IMG_7034IMG_6850pin_upIMG_6974IMG_7006IMG_7011IMG_6981Bez-nazwy-5

Zdjęcia: Pikolina