nieCodzienność

Zła Matka, dobra macocha – rozmowa z Segrittą

„Kobieta z jajami”, człowiek orkiestra, atrakcyjna blondynka świetnie odnajdująca się w roli mamy i macochy, a przede wszystkim – jedna z czołowych postaci polskiej blogosfery. Z Segrittą, a właściwie Matyldą Kozakiewicz ostatnio udało mi się porozmawiać na Skype. Przyznam Wam, że rozmówczyni okazała się być rozbrajająco szczerą i ciepłą babką.

 

Przeczytajcie o tym, jakich intymnych czynności nauczyła partnerów swoich czytelniczek, co czują do niej synowie Seby, jej faceta, w jakie miejsca podróżuje ze swoją rodziną, dlaczego ludzie potrzebowali „Złej Matki” oraz, jakie zwierzaki Segritta bezinteresownie wspiera.

Żudit: Ponoć, gdy rodzi się dziecko, w życiu rodzica zmienia się wszystko i nie zmienia się nic. Co się zmieniło u ciebie?

Segritta: Na przykład nie mogę wychodzić na wódkę, albo w ogóle – pić. I to jest straszne (śmiech). To chyba jedyny minus karmienia piersią. Wyjazdy też stają się problematyczne – morze lub polskie góry oznaczają wielogodzinną podróż samochodem, co dla Conana jest męczące, bo się nudzi, dlatego rezygnujemy z dalekich tras. Ale poza tym – rzeczywiście się nic w życiu nie zmienia. Już w ciąży myślałam sobie, że jeśli rodzic czegoś w życiu nie robi, to nie dlatego, że mu małe dziecko w tym przeszkadza, tylko dlatego, że sam tak naprawdę nie chce tego robić. To wyłącznie kwestia motywacji. Np. Ania i Jakub z Podróżnickich kochają podróżować, więc dla nich oczywistym było, że kiedy się urodzi córeczka, będą dalej podróżować, tylko po prostu z nią. I faktycznie tak się stało. Gdy ona miała niecałe pół roku, wyprowadzili się na jakiś czas do Argentyny. Cudownie, prawda? Mam wrażenie, że tak jest ze wszystkim, co się kocha robić – można to po prostu robić z dzieckiem. Ja z Conanem gram w gry komputerowe, trzymając go na kolanach – jednocześnie karmiąc i zabijając potwory w Velen.  Wychodzę z nim na miasto, spacerujemy sobie wieczorem, czasem odprowadzamy Sebę na jakąś imprezę i przez chwilę z tym śpiącym dzieckiem na piersi rozmawiam z ludźmi. Wyjeżdżamy z nim na weekendy, na wyprzedaże staroci, w odwiedziny do znajomych, do restauracji, na spotkania biznesowe. Z dzieckiem trzeba robić wszystko, bo najlepszym przykładem i wzorem dla dziecka jest po prostu rodzic, który się spełnia.

558449_10151075799182847_13149586_n

Szczęście w rodzinie patchworkowej – czy coś sprawia, że trudniej jest je odnaleźć niż w rodzinie tradycyjnej?

Widzisz, i w tym pytaniu pojawia się presupozycja, jakoby odnalezienie szczęścia w rodzinie patchworkowej było wyjątkowo trudne, trudniejsze niż w tej „normalnej rodzinie”. Tak na marginesie, mam tu problem ze słowem „normalny”, bo patchwork przecież jest normalny. Natura tak nas stworzyła, byśmy umieli sobie radzić w sytuacjach, w których ktoś musi przejąć brakującą rolę  w jakiejś jednostce rodzinnej lub społecznej. W tym naturalnym porządku ktoś czasem odchodzi, ludzie się rozstają. Dam ci przykład: dziś na myśl, żeby kobieta mogła karmić piersią nie swoje dziecko, niektórzy się trochę krzywią, że to jest dziwne lub obrzydliwe. A przecież istniała kiedyś instytucja matki mlecznej, nazywanej też mamką, która była czymś zupełnie normalnym – przecież kiedyś kobiety bardzo często ginęły przy porodach i ktoś musiał potem wykarmić osierocone dziecko. Patchworki, rodziny powstałe z cząstek rodzin – czy to podzielonych, czy rozbitych są czymś zupełnie naturalnym. Dużo łatwiej jest wychowywać dzieci we dwoje. Dochodzi też do sytuacji, kiedy naturalnie trzeba zaakceptować nieswoje dzieci. Nie mam żadnych problemów z zaakceptowaniem chłopców sebastianowych, ba, nie mamy nawet żadnych problemów w komunikacji z byłą żoną Seby. Wspólnie rozmawiamy o dzieciach, staramy się sobie pomagać. Bardzo fajnie jest być macochą w takiej zdrowej relacji.

1003520_10151902382147652_802200229_n

No właśnie, a jaką jesteś macochą? Jak cię oceniają chłopcy, synowie Seby?

Właśnie, to słowo „macocha”. Czy ty wiesz, droga Żudit, że w tych wszystkich bajkach, w których pojawia się zła macocha, pierwotnie była matka, a nie macocha? Mówię teraz konkretnie o Baśniach Braci Grimm, którzy inspirowali się baśniami ludowymi. Tam właśnie matka była tą złą bohaterką, która np. zazdrościła córce urody lub była zazdrosna o nią w kontekście miłości męża. Ale jednocześnie w tamtym okresie w Niemczech była silna tendencja prorodzinna, żeby matki idealizować, wspierać komórkę rodzinną, relację rodziców z dziećmi. Stąd bardzo niepoprawne politycznie było napisanie utworów, w których matka mogłaby być w zły sposób oceniana. Zmieniono ją więc w macochę.
Stąd też dziś jest to okropne skojarzenie ze złą macochą, kimś złym. Pamiętam, jak jakiś czas temu jeden z synów Sebastiana, Ignaś, zapytał mnie: – Mati, ale jak to jest, że ty jesteś naszą macochą? Przecież mój kolega w klasie powiedział, że macochy są złe. -Uważasz, że jestem zła? – Nie. – No i widzisz. Ludzie nie dzielą się na dobre matki i złe macochy lub złe teściowe. Jest tylko zły lub dobry człowiek.
Zapytałaś, czy ja uważam, że jestem dobrą macochą. TAAK! <śmiech>. Dlatego, że dobrze się w tej sytuacji czuję. I myślę, że chłopcy też. Mówią mi, że mnie kochają. I myślę, że to szczere, bo ja również coraz bardziej kocham ich. A skoro obie strony są zadowolone, to chyba wszystko gra.

To oczywiste, że jesteś dobrą i troskliwą mamą. Ale jakiś czas temu założyłaś popularny fanpage Zła Matka – jak myślisz, dlaczego jest moda na takie „złe” kreacje i skąd ta sympatia ludzi do tego fikcyjnego przecież zła? :)

Zła Matka jest jakimś mechanizmem obronnym w mojej głowie. Dziś nawet nie trzeba mieć jeszcze dziecka, wystarczy zajść w ciążę i od razu pojawia się stado ludzi próbujących krytykować twoje macierzyństwo. Na przykład jeśli lekarz mówi, że raczej nie powinno się jeść surowizny w ciąży, a ty masz straszną ochotę na surową rybę i wiesz, że ryzyko dla dziecka jest strasznie małe – a ryba jest świeża i z zaufanego źródła, no to kurde, jesz sobie tę rybę. Kaman. I nie robi to z ciebie złej matki. Chodzi o to, że każda teoria zakłada swoją nieomylność. To trochę jak z religią, w której każdy kolejny bóg mówi, że to on jest tym jedynym prawdziwym. Sęk w tym, że trzeba pozwolić każdemu wierzyć w dowolnego boga i interweniować tylko w skrajnych przypadkach, np. gdy ktoś pije alkohol w ciąży albo bije dziecko. Nie róbmy nikomu afery za to, że wychodzi z małym dzieckiem z domu po godzinie 22, albo karmi piersią i je truskawki. Ja miałam dość słuchania tych zarzutów. Jest ich tak dużo, że odpowiadanie za każdym razem: „Słuchaj, to nieprawda, truskawki nie powodują alergii” lub: „nie ma czegoś takiego jak dieta matki karmiącej” jest bardzo męczące. Dlatego zaczęłam mówić: „Tak, masz rację, jestem złą matką”. To była najprostsza reakcja na tego typu hejt. Przyznanie racji hejterowi to takie: „Masz rację, a teraz się już odczep i idź dalej, daj mi święty spokój”. Zauważyłam, że ludzie, głównie mamy, lubią i potrzebują głosu Złej Matki: „Tak, popełniam błędy albo robię coś niezgodnie z aktualną modą, ale to nie znaczy, że jestem złą matką”.

11666267_10153588886977847_629995657495203134_n (1)

W internecie ukrywasz twarz Conana, chroniąc jego prywatność. Na żywo jest bardzo podobny do Seby, twojego faceta. Jakie cechy charakteru chciałabyś, by odziedziczył po tacie?

Wiesz, co mnie urzekło w Sebastianie, jeszcze gdy byliśmy tylko przyjaciółmi, nie tworzyliśmy pary? Kiedyś rozmawialiśmy o jego chłopcach i zasugerowałam mu coś w kwestii ich wychowania, by byli bardziej przedsiębiorczy w dorosłym życiu. A Sebastian wtedy odpowiedział: -Dla mnie najważniejsze jest, żeby ich wychować na dobrych ludzi. Mają być szlachetni i dobrzy, a wieczorem każdego kolejnego dnia iść spać z czystym sumieniem. Właśnie to chyba najbardziej w Sebie mnie oczarowało i chciałabym, by takie myślenie przekazał także Conanowi. Żeby wychował go na dobrego człowieka. Co jeszcze? Hm… chcę, by Conan też tak świetnie sobie radził w planszówkach, bo to niesamowite, jak Seba rozkminia wszystkie gry i rozwala w nich mnie i moich znajomych – gdyby można było na tym zarabiać, mielibyśmy już pałac. Taki nerdowski. Seba jest też odważny i szczery. Jestem np. przekonana, że gdyby trzeba było stanąć w obronie kobiety krzywdzonej na ulicy, on zawsze by to zrobił. Nie liczyłby: „kurde, oni może są silniejsi, jest ich trzech, ja jestem słabszy” – nie, to nie Seba. Przy nim kobieta może się czuć bezpiecznie, to ogromna zaleta. On jest też odważny w wyrażaniu swojej opinii; nawet gdy wszyscy w koło mówią co innego, on zawsze powie, co myśli. Jest również niestandardowym mężczyzną w umiejętności wyrażania swoich uczuć – rozmawia z chęcią, czasem nawet za chętnie (śmiech) – ja zaszyłabym się już w tej swojej jaskini, a on chciałby wszystko przedyskutować, rozłożyć na czynniki pierwsze. To może być męczące, ale to przede wszystkim ogromna zaleta u mężczyzny i chciałabym, żeby mój syn też umiał tak o wszystkim rozmawiać, bez tabu, swobodnie, szczerze.

mati

Bloger pisze, by się oderwać, spełniać swoje pasje, zarabiać, czasem też – by zmieniać rzeczywistość na lepsze. Konrad Kruczkowski na jednym ze swoich  wystąpień powiedział, że warto, by każdy bloger zaangażował się w działalność charytatywną, związał się np. z jakąś fundacją na stałe. Czy przez ostatnie 10 lat blogowania zmieniałaś w jakiś sposób rzeczywistość na lepsze?

Jeśli chodzi o działalność charytatywną, bardzo rzadko wykorzystuję bloga do takich akcji. Działam sama, prywatnie. Po prostu każdego miesiąca wpłacam pieniądze na Fundację Azylu pod Psim Aniołem. Zawsze jakoś bardziej się angażowałam w pomoc zwierzętom, a konkretniej psom, niż ludziom. Myślę, że ludzie mimo wszystko potrafią w swojej zaradności bardziej sobie pomóc, a pies nie poradzi sobie sam – to my musimy mu pomagać. A misja blogowa – tak, znam to uczucie i ona się objawia mailami od moich czytelników, i to w sprawach emocjonalnych, często tych damsko-męskich. Pisząc o jakichś emocjach, związkach, mam wrażenie, że mówię o tym, o czym wiele osób myśli lub gdzieś w sobie skrywa i boi się wprost wyrazić. Bardzo lubię dostawać takie maile: „Fajnie, że o tym napisałaś, bo wydawało mi się już, że jestem jakaś dziwna, że ze mną jest coś nie tak”. Często też dostaję podziękowania za „kopa w dupę” do wyjścia z jakiejś toksycznej relacji lub wzięcia się za swoje życie. A, i kilka razy dostałam podziękowania, że nauczyłam partnerów moich czytelniczek, jak robić dobrą minetę, ale to chyba trudno podpiąć pod działalność charytatywną (śmiech).

rr

A propos takich tematów – miałaś niedawno bardzo ciekawy wpis: „Czy powiedzieć partnerowi o zdradzie”, w którym w zależności od okoliczności doradzasz lub odradzasz mówienia o tym, że się zdradziło. Czy taki post również płynie z twoich własnych doświadczeń?

Dla mnie zdrada nie istnieje, bo gdy kogoś kocham, to nie mam ochoty na nikogo innego. Nie zdarzyło mi się jeszcze być w związku bez miłości, a sama pewnie dobrze wiesz, że w tym okresie zapatrzenia i wielkiej fascynacji po prostu nie myśli się o zdradzie. Ktokolwiek się nie pojawi na twoim horyzoncie, ty się nim nie zainteresujesz. Ale nie wszyscy tak mają. Wiele osób tkwi w związkach bez miłości lub nie radzi sobie z kryzysami i wtedy pojawiają się zdrady. Nasłuchałam się takich historii tyle, że książki można pisać. Stąd też często biorę inspirację do wpisów. Z doświadczeń różnych napotkanych na mojej drodze osób, którzy, jakoś tak wyszło, bardzo chętnie mi się zwierzają.

Żudit: Dzięki za przemiły wywiad!