Mama Żudit

Nikifor polskiej blogosfery

Mama Żudit: ostatnio długo się zastanawiałam, o czym właściwie mam pisać – tak różne reakcje wywołują w ludziach moje teksty. Dla mnie byłoby najprościej przelewać na papier te wszystkie myśli, które przelatują przez głowę, na tematy, jakie dało mi po prostu życie. 

Blogerzy i większość czytelników to ludzie młodzi, często z humanistycznym wykształceniem, a ja PIĘKNA I MŁODA to byłam kiedyś. Teraz jestem już tylko piękna. Za to młoda duchem. Zawsze myślałam, że mam ścisły umysł – bo matematyka, rachunki czy podatki to był mój żywioł, a tu nagle babie się zachciało coś pisać na blogu. Nie jestem polonistką czy dziennikarką i może nie umiem tak ładnie literacko lać wody na każdy temat, gdzie czasami jest dużo pięknych słów, a mało treści i jakiś mały problem rozdmuchuje się do wielkości balona. W tym blogowym towarzystwie czuję się czasem jak taki Nikifor blogosfery – prosty samouk, który coś tam tworzy po swojemu. Jednakże mam nad Wami tę małą przewagę, że przeżyłam już prawie pół wieku i posiadam nie tylko mądrość książkową, ale i mądrość życiową.

Tematy moich tekstów przyniosło samo życie. Wspomnienia, które ja tylko ubierałam w słowa. To nie jest wymyślona fikcja literacka. Właśnie doświadczenie życiowe sprawia, że często korygujemy swoje poglądy i uczymy się pokory, której niektórym młodym brakuje. Ale spokojnie, to nie jest wada – po prostu MŁODOŚĆ TAK MA. Podobno za głośno wypowiadam opinie na kontrowersyjne tematy i wtedy posługuję się niezbyt wyszukanym słownictwem. W politykę się nie bawię i staram się tu nikogo nie obrażać. A że czasami rąbnę pięścią w stół, gdy mnie coś wkurza albo walczę o to, co dla mnie jest ważne – to inna sprawa. Kiedy piszę o dzieciach i zagrożeniach, jakie życie im przyniosło, to wtedy z małej kotki wychodzi lwica gotowa rozszarpać każdego, kto zagraża rodzinie czy krzywdzi bezbronnych. Kiedyś ktoś powiedział, że we mnie jest właśnie wielkie serce i ocean miłości plus sporo odwagi cywilnej, żeby nie bać się walczyć o to, co w życiu jest najważniejsze. Chyba miał rację.

IMG_6659

Zobaczcie, tyle napisałam i żadnego przekleństwa – sukces, ale tym razem bardzo się starałam, żeby nikogo znowu nie zgorszyć. Teraz chciałabym Wam napisać o kimś bardzo ważnym, kto należał do naszej rodziny, ale już niestety nie żyje. Pozostawił po sobie bardzo ciepłe wspomnienia i genialne powiedzonka, które przetrwały do dzisiaj.

Ocalić od zapomnienia czyli ,,I TAK TRWA MAĆ” (nie odwrotnie).

Jakiś czas temu Judyta pisała o rodzinnych powiedzonkach jej dziadków i rodzeństwa, z których tylko oni się śmieją. W każdej rodzinie na pewno takie są, dziś opowiem o tym, jak miałam przyjemność poznać człowieka wyjątkowego, o którym mam same dobre wspomnienia. Był nim stryjek mojego męża – niedościgniony mistrz powiedzonek, które jeszcze do dziś u nas funkcjonują, choć powoli już przechodzą do lamusa. Chciałabym je ocalić od zapomnienia. Były wyjątkowe i zajebiście śmieszne.

Wiem, że czytelnicy blogów to na ogół młodzież z miast – chociaż – internet nie zna takich granic. Wy mówicie po polsku i coś takiego jak gwara chachłacka jest dla Was obca. Jednakże kiedyś w małych podlaskich wioskach właśnie tak się mówiło – to taka mieszanka polskiego, białoruskiego i rosyjskiego. Oni twierdzili, że mówią po swojsku – PO NASZEMU, i dlatego dzisiaj na blogu te powiedzonka muszą być przytoczone w oryginale wraz z niewybrednym słownictwem.

IMG_6705

Stryjek Wasia mieszkał w małej wiosce na Podlasiu i był oryginałem nie z tej ziemi. Jako 23-letni chłopak ożenił się z 30-letnią kobietą, bo taka mu się akurat podobała. Jako że był rolnikiem, prostym chłopem na gospodarce, miał nadzieję, że będzie miał synów, którzy mu przy różnych pracach potem pomogą. Życie jednak spłatało mu figla, bo żona urodziła 6 córek po kolei. Nawet nie wiecie, jak ciężko jest jednemu facetowi zapanować nad takim babińcem i jeszcze zachować autorytet. On jeden i 7 kobiet nie do okiełznania. Kiedy więc się wkurzał i coś im kazał zrobić, kończył zdanie stwierdzeniem: ,,I tak ma trwać, job twojo mać” (czyt. Jak ja mówię, tak ma być), a że raz mu się język poplątał, to potem powiedzonko zmieniło się w: „I TAK TRWA MAĆ”.

Obleciało rodzinę i potem każdy, gdy chciał podkreślić wagę swoich słów, na końcu mówił nieśmiertelne „I TAK TRWA MAĆ!”. Oczywiście wszyscy później padali ze śmiechu, bo kojarzyli to ze stryjkiem. Innym razem, gdy żona Marysia miała do niego jakieś pretensje i za dużo gadała, on ucinał gadkę słowami: „Oj Mania, ne perdol”. To oczywiście też poszło w rodzinę i wielu mężów, jak się wkurzało na rozgadaną żonę, mówiło: Oj Mania, ne perdol – i nie ważne, jak żona się nazywała.

IMG_6667

Czasem też zdarzały się sytuacje, że stryjek miał chęć na amory, a ciotka nie. Kiedy więc ona szukała wymówek, młody mąż mówił: „Ja do tebe kozaka, a ty do mene walca!” – i to było potem ulubione stwierdzenie także mojego męża;) Takich powiedzonek pewnie było więcej, ale tylko tyle pamiętam. Są oryginalne i chciałam je przypomnieć, bo człowiek tak długo żyje, jak długo jego najbliżsi go wspominają. Stryjek i ciocia przeżyli razem 50 lat i doczekali się tylu wnuków, że sama nawet ich nie policzę. Mam ciepłe wspomnienia ze spotkań w ich domu, bo stryjek, choć prosty chłop, swój rozum miał. Zawsze witał nas z otwartymi rękami.

Więc skoro umarł babski król, to niech żyje król, bo tak trwa mać.

Tekst: Mama Żudit

Zdjęcia: Pikolina