Mama Żudit, Zakazane tematy

(Mojej mamy) KOSZMAR Z ULICY WIĄZÓW

Co może czuć młoda dziewczyna… zamknięta w domu, wychowująca trójkę małych, rozkrzyczanych dzieci, żyjąca bez wsparcia najbliższych? Czy to nie łatwa ofiara do opętania? Jak mogą rodzić się myśli, że może wszystkim byłoby lżej, gdyby po prostu zabiła swoje dzieci i siebie? 

O tym pisze moja mama, która dziś ma czwórkę dorosłych już dzieci:

Film „Koszmar z ulicy Wiązów” chyba wszyscy znają – kiedyś to był przecież bardzo znany horror. Kurcze, a ja nie lubię takich filmów. Ten akurat oglądałam i wiele innych też – właściwie nie wiem dlaczego. Może po to, żeby rodzina czy znajomi mogli się pośmiać. Dosłownie mówiąc… bo mnie takie filmy wciągały – szczególnie efekty specjalne robiły wrażenie i żywiołowo na nie reagowałam. Z wrażenia podskakiwałam na fotelu, albo wciskało mnie w ścianę, a inni się na mnie gapili i rechotali ze śmiechu. Nikt nie patrzył na ekran, tylko na mnie i mieli taką STRASZNĄ KOMEDIĘ NA ŻYWO.

Moje dzieci też kiedyś mówiły, że są wychowane na „ Z archiwum X” zamiast na bajkach, ale jak wtedy były tylko 3 kanały w telewizji i wybór między „Modą na sukces” a ,,Z archiwum X”, to wolałam to drugie. Zjawiska paranormalne wykorzystywane w takich filmach plus efekty specjalne robiły piorunujące wrażenie. Twórcy filmów mieli swoje sposoby na przyciągnięcie widza. To był wprawdzie świat wymyślony, nierealny, ale i w prawdziwym życiu zdarzają się czasem sytuacje i zjawiska pełne grozy, które jest trudno wyjaśnić. Nieraz życie wymyśla taki scenariusz, że zdarzają się historie rodem z filmu grozy.

FG6A5350

Wiele lat temu, kiedy moje dzieci były małe, właśnie coś takiego mi się przytrafiło. Nie opowiadałam tego nikomu, bo brzmi nieprawdopodobnie i nikt by w to nie uwierzył – a jednak mnie spotkało. Mało brakowało i nie byłoby mnie wśród Was. Siła charakteru i wiara uratowały mi życie – mówiąc DOSŁOWNIE.

W tamtym czasie byłam młodą dziewczyną, miałam 26 lub 27 lat i trójkę małych dzieci. Wiecznie niedospana, przemęczona i na jednym podwórku z rodziną, która uważała, że ,,obłożyłam się bachorami, siedzę w domu i nic nie robię”. I nie mogłam narzekać, bo przecież: „nikt mi nie kazał tyle ich naprodukować”. Powinnam „rzucić to gówno” i zająć się konkretną robotą, bo przecież wychowanie trójki małych dzieci dla młodej dziewczyny to nie jest żadna praca. Karierę powinnam robić, a nie zajmować się „sraluchami”.

Jak się słyszało takie teksty i jeszcze krzyki rozbrykanych dzieciaków, coś we mnie w końcu pękło. Straciłam chęć do życia. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to mogła być depresja, ale wtedy miałam wrażenie, że dopadło mnie jakieś opętanie. To, co się działo w mojej głowie było niewyobrażalne dla normalnego człowieka. Rodem z filmu „Egzorcysta”. Odkąd w mózgu zagnieździła się ta myśl, miałam wrażenie, że ktoś nie odstępuje mnie na krok – czarna postać bez twarzy, która była wszędzie. Wcale nie w koszmarnym śnie, ale na jawie. Tak mi się przynajmniej wydawało. Tylko że najgorsze wtedy były te koszmarnie krwawe wizje.

FG6A5447

Przez głowę przelatywały mi masakryczne sceny, jakbym mordowała własne dzieci – z tym że miałam wrażenie, że to wszystko widzę naprawdę. Za każdym razem, gdy któreś z dzieci za bardzo rozrabiało czy krzyczało, to mi przed oczami przelatywały obrazy, jakbym wyrzucała dziecko przez okno, albo roztrzaskiwała je o ścianę… i wszędzie ta krew. To nie były sny. Mój własny mózg stwarzał tak realne obrazy, że miałam wrażenie, że to się dzieje tu i teraz. Ta czarna postać ciągle była przy mnie i podsycała myśli. Wystraszyłam się NIE NA ŻARTY. Myślałam: Boże, ja przecież kocham własne dzieci i nie mogę skrzywdzić ich ani siebie… Przez wiele dni bałam się wziąć noża do ręki. Wszystko było tak niesamowicie realne.

To trwało jakiś czas, nawet nie pamiętam, ile i nikt o tym nie wiedział. Ostatkami sił walczyłam z koszmarem, który mnie prześladował nawet w biały dzień. W końcu przychodziły wieczory i noce. Wszyscy kładli się spać, a ja klękałam przy łóżku… modliłam się i ryczałam – tak bardzo się bałam… bałam się tego, co się ze mną dzieje. Miałam dla kogo żyć, a ciągle nawiedzały mnie te krwawe wizje. Budziłam się nad ranem z zapuchniętymi oczami i zdrętwiałymi nogami… bo zasypiałam na kolanach. Aż w końcu którejś nocy wszystko się skończyło. Przeszło, jak ręką odjął. Poczułam tak niesamowitą ulgę i dziwne ciepło, jakie na mnie spłynęło. Pierwszy raz od wielu dni zasnęłam jak kamień. A na drugi dzień obudziło mnie takie piękne słońce i mój mały synek, który jak zwykle mówił: MAMO WŚTAWAJ GOTUJ MEKO, ŹLUB ŚNIADANIE.

FG6A5329
Czyli dla nich dzień jak co dzień, a dla mnie – pierwszy dzień nowego życia. Nigdy więcej coś takiego mnie nie spotkało, ale aż się boję pomyśleć, co by było, gdybym tak bardzo nie wierzyła, nie chciała żyć dla dzieci i uległa tamtemu koszmarowi. Nikt by nie poznał tej historii, bo mnie już by nie było. Od tamtej pory mam bardzo szczególne podejście do wiary w Boga, bo to ona uratowała mi życie. Wiem, co czują samobójcy, ale mimo życiowych perypetii i problemów mam wrażenie, że ciągle czuwa nade mną opatrzność. Jakby ciepła ręka głaskała mnie z nieba, bo tam jest ktoś, kto odgonił wszystkie czarne myśli i powiedział KOBIETO ŻYJ I KOCHAJ BO MASZ KOGO. A JA BĘDĘ Z TOBĄ.

Amen

Tekst: Mama Żudit

Zdjęcia: buuba.pl

FG6A5330

FG6A5446

FG6A5427FG6A5424