Zakazane tematy

„U nas to ja jestem tą, która zdradza”

Ostatnio z moją dobrą koleżanką zastanawiałyśmy się, który rodzaj zdrady jest gorszy – czy ten, w której swojego wieloletniego faceta fizycznie zdradzasz z jakimś kolesiem w hotelowym pokoju, czy może… gdy bez żadnych cielesnych opcji kochasz drugiego, jednocześnie też pozostając w udanym związku ze swoim pierwszym partnerem. 

Patrząc na to trzeźwo, na pewno żaden. Każda zdrada krzywdzi przynajmniej dwie osoby. Ale nie jest to problem wyssany z palca! Jeszcze dwa lata temu media podawały, że „ponad połowa Polaków i jedna trzecia Polek uczestniczyło w zdradzie”. Ponoć to normalne, że nieraz  jakichś cech brakuje nam w wieloletnim partnerze i potrafimy odnaleźć je w kimś innym. Tylko właśnie, czy umiemy być na to odporni? Czasem przecież to wszystko robi się zbyt niebezpieczne…

W odmętach internetów wyczytałam ostatnio, że ponoć najgorsza jest właśnie ta zdrada, gdy kochasz dwóch naraz, bo… z tego nie da się tak łatwo wyplątać. Łatwiej przecież zrezygnować z kochanka, który zaspokaja nas „tylko seksualnie”, niż być zaangażowanym uczuciowo w relację z dwoma facetami. To może grozić psychiatrykiem. Zresztą… koniecznie przeczytajcie poniższy tekst, znalazłam go ostatnio na jednym z forów i mocno mną wstrząsnął:

„Przez kilka dni zastanawiałam się, czy napisać o swojej sytuacji, o której nikomu nigdy nie mówiłam. Bo ja jestem właśnie tą kobietą, która zdradza. I to od wielu lat. Wyszłam za mąż z miłości. Trochę wcześnie, bo w wieku 23 lat. Mąż miał wtedy już 34 lata i chciał założyć rodzinę. Szybko urodziłam pierwsze dziecko, skończyłam studia, poszłam do pracy. W nowej firmie poznałam chłopaka, który urodził się dokładnie w tym samym roku, miesiącu i dniu co ja. Teraz myślę, że to był znak. Właściwie ostrzegawczy. Nie zakochałam się w nim od razu. Zanim to sobie uświadomiłam minęły prawie cztery lata. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, bo łączyła nas nie tylko pasja w pracy, ale też zainteresowania, ulubiona muzyka, filmy, podobne charaktery, nawet doświadczenia życiowe. Jednocześnie moje małżeństwo układało się bardzo dobrze, zaszłam w drugą ciążę, urodziłam dziecko. Tyle, że z mężem, nie miałam tyle wspólnych tematów poza rodzinnymi – dzieci, dom, wczasy, zakupy, wyjścia do znajomych.

IMG_7132

Kiedy zrozumiałam, że kocham też tego DRUGIEGO mężczyznę, nie wiedziałam co zrobić. Czekałam, aż mi przejdzie. Niestety stało się przeciwnie. Na jednym z wyjazdów firmowych ON wyznał, że jestem Jego miłością od pierwszego wejrzenia i marzy o tym, żeby spędzić ze mną życie. To było jeszcze gorsze, niż gdyby nie odwzajemniał moich uczuć. Wcale nie byłam szczęśliwa, raczej rozbita. Ciążyła mi odpowiedzialność za małżeństwo i dzieci. Postanowiłam się poświęcić i odeszłam z pracy. Miałam wtedy 31 lat. Przeżyłam ogromną depresję. Zmieniłam trzy kolejne prace. Jednak powoli moje życie pozornie wróciło do normy. Niby byłam całkiem szczęśliwą, zwyczajną matka i żoną, ale wewnętrznie czułam się pusta.

Spotkaliśmy się przypadkowo kilka dni po „naszych” 38 urodzinach. Ja oczywiście byłam z moim kochanym mężem, On ze swoją żoną. W czasie tych siedmiu lat zerwanej znajomości, zdążył związać się z inną kobietą. Przez kilka miesięcy nie działo się nic. Aż pewnego dnia zadzwonił i powiedział, że nadal kocha tylko mnie. A ja, nie będę kłamać, pojechałam do Niego bez żadnych pytań. I tak zostałam kochanką. To trwa już dziewięć lat. Rzadko spotykamy się na seks, ale za to utrzymujemy praktycznie codzienny kontakt przez Internet. On jest częścią mojego życia, nie jakąś przygodą. Jednocześnie ani na chwilę nie przestałam kochać męża, który jest dobrym, zabawnym, ale niestety zupełnie innym ode mnie człowiekiem. Staram się, żeby był szczęśliwy. Ja też jestem z nim szczęśliwa. Mamy swoje wyjazdy na narty, wieczory przy filmach, wyjścia do przyjaciół, swoje powiedzonka, przyzwyczajenia, ogródek. Wiem, że gdybym zdecydowała się na rozwód, byłabym nieszczęśliwa zostając jedynie z Kochankiem.

IMG_7126

To, że tak samo mocno kocham dwóch mężczyzn jest dla mnie prawdziwą tragedią. Ale nie jestem w stanie dobrowolnie zrezygnować z żadnego z nich. Pamiętacie „Niebezpieczne związki”? Ciągle mam w głowie cytat „To silniejsze ode mnie”. Jest o mnie. Nie, żeby mnie tłumaczył, jedynie obrazuje niemoc jaką czuję” (źródło tekstu TUTAJ).

Oczywiście w komentarzach pod wpisem autorkę tej wypowiedzi internauci zmieszali z błotem. Ja byłabym od tego bardzo daleka. Ostatnio długo myślałam o tych wszystkich miłostkach oraz zdradach. Doszłam do wniosku, że gorzej jednak jest zdradzić fizycznie.
Bo jeśli nie panujesz już ani nad emocjami, ani nad własnym ciałem, nie ma dla ciebie odwrotu. Gdy będzie po wszystkim,  albo zjedzą cię wyrzuty sumienia, albo wręcz przeciwnie – będziesz w stanie robić to cały czas. Z każdym kolejnym przystojnym gościem, na którego uroki nie umiesz się uodpornić. Bo przecież już raz bez żadnych konsekwencji ci się udało.

Napiszcie koniecznie, jak Wy na te dwa rodzaje zdrady patrzycie…

Zdjęcia: Pikolina

Bez-nazwy-1