Zakazane tematy

Ciąża. To ile już przytyłam?

Tekst piszę na fali ogólnego poirytowania setkami pytań… Okazuje się bowiem, że odkąd młoda dziewczyna, jak dotąd aktywna fizycznie i zawodowo, zaczyna być w ciąży, jej ciało bez pardonu staje się sprawą podlegającą dyskusji ogółu.

Odkąd pamiętam, byłam na diecie. To jedzenie „mało i regularnie” najpierw było wkurzające, potem stało się przyjemne i weszło mi w krew. Fakt, że takie wyrobiłam sobie nawyki, nieraz było przy rodzinnym stole powodem komentarzy: „Boże, dlaczego ty się tak katujesz?”, „Co ten mąż ci tak żałuje jedzenia?” – nikt chyba nie rozumiał, że po prostu dwie kanapeczki czy jedno udko kurczaka z sałatką to moje optimum. Ale nic to. Nikomu nic do mojego stylu życia, póki czuję się zdrowo i tak wyglądam.

Zanim dowiedziałam się o ciąży, byłam dziewczyną, która nie umiała przeżyć dnia bez Chodakowskiej – tak weszła mi w krew, że jeśli po pracy nie zdążyłam zrobić treningu, potrafiłam odwołać wieczorne spotkanie z przyjaciółką, wymyślając jakiś dziwny powód swojej nieobecności.

Chodzi o to, że podświadomie zawsze bałam się wykluczenia z powodu bycia grubą. A uwierzcie, takie wykluczenie kiedyś dotkliwie odczułam – w okresie dojrzewania na każdym kroku słyszałam, że mam gruby tyłek, trzy podbródki i wielką fałdę brzuszną. Wstydziłam się spotykać z rówieśnikami, nie chodziłam na klasowe imprezy. Skoro już nawet moje babcie mówiły, że wyglądam jak „zdrowa, dorodna dziewczyna”, coś było na rzeczy. Pomogły ćwiczenia, regularne posiłki i odstawienie słodyczy. To prawdziwa satysfakcja móc powiedzieć dziś, że spodnie z czasów liceum to dla mnie za luźne worki.

ja_sienkiewicza_2016

Przeróżne rozterki z wyglądem i dietą były też największą z obaw, jeśli chodzi o zajście ciążę. Zawsze wiedziałam, że chcę mieć wesołą rodzinkę i gromadkę dzieci, egoistycznie jednak bojąc się KILOGRAMÓW.

No i stało się, w tej ciąży już właśnie jestem. Co teraz z dietą i ćwiczeniami? Czy wstaję już o północy, głodna jak wilk, by smażyć sobie mielone z ziemniakami i buraczkami, bo dopiero z wypchanym żołądkiem mogę zasnąć?

Strach o to, że mój żołądek stanie się studnią bez dna na czas tych 9-ciu miesięcy na razie okazał się totalnie nieuzasadniony. Obawa, że w ciąży nie podniosę ani ręki, ani nogi to też bzdura.

Na szczęście ani nie mam ataków głodu, ani nie smakują mi słodycze, dalej też jem nieduże posiłki co trzy godziny i ćwiczę. Lekarz nie był tylko zadowolony, gdy powiedziałam, że nie potrafię zrezygnować z Chodakowskiej. Pocieszyłam go jednak, że nie robię „brzuszków”, uspokoił się.

Piszę tu dziś taką prywatę tylko po to, by przejść do sprawy uniwersalnej, ważnej dla wszystkich kobiet.

1a

Bo odkąd dowiadujemy się o ciąży, ludzie dają sobie prawo do pytań: „To ile już przytyłaś?” oraz porównań: „No, ja w czwartym miesiącu to miałam taki/owaki brzuch”, „Po mnie to do szóstego miesiąca nic nie było widać”. Co mamy w takich chwilach myśleć? Że w czyjejś opinii właśnie jest z nami dobrze/źle? Czy skoro przytyłam dużo, to znaczy, że jestem już gruba, wstrętna i powinno mi być z tego powodu głupio? Albo – czy jeśli przytyłam dziwnie mało, z miejsca znaczy to, że jestem do dupy matką?

O ile mam wielki dystans do siebie i potrafię się śmiać, że np. mam dwie lewe ręce w kuchni, albo właśnie zrobiłam zeza na zdjęciu, o tyle w ciąży czuję się pogubiona. To czas, w którym powinnam się cieszyć, spacerować, nie myśleć o bzdurach, tymczasem różne komentarze wprawiają mnie w zakłopotanie i kompleksy.

Fakt, że w naszej kulturze funkcjonuje kult szczupłego, wysportowanego ciała nakłada na kobietę presję. Tylko, do diabła, dlaczego by na te 9-12 miesięcy nie dać świętego spokoju kobietom w ciąży i matkom w połogu? Nie analizować ich cellulitu, drugiego podbródka ani opuchniętych stóp? One same pewnie wystarczająco się już tym zadręczają. Dajmy im spokojnie cieszyć się tą nową, pełną niespodzianek sytuacją.

Niech sobie nadal istnieje ten kanon piękna, powszechny kult chudych blondynek z pełnymi ustami, tylko do cholery, niech na chwilę zamilkną te komentarze i z pozoru przyjacielskie pytania o wagę, podczas gdy właśnie oczekujemy dziecka.

11

Nawiązując do pytania w tytule wpisu. To czwarty miesiąc – przytyłam 1,5 kilograma. Oczywiście przy tej okazji już słyszę komentarze: „To za mało, czy ty się przypadkiem nie odchudzasz w ciąży? Dziecko, zacznij jeść!”. Drodzy życzliwi, uwierzcie, naprawdę o siebie dbam, a dobro dziecka jest dla mnie ważne!

Myślę sobie często, jak to byłoby np. w sytuacji odwrotnej – jest czwarty miesiąc, ja mam już 10 kilo na plusie, przede mną jeszcze pięć miesięcy ciąży. I co? Jak czuję się, słysząc, że JUŻ JESTEM GRUBA? Czy to w jakikolwiek sposób czyni mnie gorszą?

Ludzi nie powinno interesować, czy mamy ataki głodu, czy obżeramy się na noc pizzą, czy też nie.

Moje ciało, moja sprawa! Ja powinnam być tylko szczęśliwa!

Wczuwam się w kobiety, które faktycznie mają diabelskie ataki głodu, które tyją, choć bardzo tego nie chcą. Jest mi przykro w ich imieniu. Mam takie pobożne życzenie, aby przez te 9 miesięcy nikt nie pytał, ILE JUŻ MAMY W OBWODZIE, nie porównywał nas do swoich ciąż, ani nie pytał, czy już przytyłyśmy 30 kilo.

Zamiast tego można przecież grzecznie zagaić: „Jak się czujesz?”, „Urządzacie już pokoik?”, „Wolałabyś chłopca czy dziewczynkę?”.

Matka, szczególnie w tych dziwnych czasach, gdy kobiety traktuje się jak inkubatory, ma już wystarczająco dużo rozterek, smutków i wątpliwości… Życzyłabym więc sobie (zapewne naiwnie) świata, w którym fakt, czy w ciąży przytyłyśmy 12, czy 35 kilo nie miał dla osób postronnych żadnego znaczenia. Byleby tylko świeżo upieczona mama była szczęśliwa i odnalazła się w tej trudnej nowej sytuacji.

Zdjęcia: Pikolina