Bez kategorii

Zdradził. To już nie pierwszy raz.

To nie zdarzyło się w moim życiu po raz pierwszy. Chyba naprawdę przyciągam do siebie złych ludzi, przede wszystkim zaś – zepsutych, zapatrzonych w siebie mężczyzn. 

Tutaj również było tak, jak za każdym poprzednim razem – najpierw sielanka, pełne zaufanie, oraz wiara w to, że facet, przy którym co rano się budzę kocha mnie bezgranicznie. Teraz byliśmy już na zupełnie innym, wydawałoby się – bezpiecznym – etapie. Przecież ślub jak z bajki, potem dwa lata sielanki, imprez i wyjazdów, a niedawno wiadomość o dziecku. Było trochę szoku, trochę radości, ale i ogólne podekscytowanie, że oto kolejna ze wspólnych przygód, która będzie pięknym wyzwaniem. A być może też – jak mawiają niektórzy – wzmocni nas, bo ponoć „nic tak nie umacnia małżeństwa, jak dziecko”.

Tamtego dnia, jak gdyby nigdy nic, wracałam z pracy autem. Ostatnio z redakcji do domu wychodzę trochę wcześniej – tak udało mi się z moją szefową dogadać, że jestem w pracy codziennie, ale gdy czuję się słabiej, wychodzę lub „zabieram robotę” do domu. K. wiedział, że mogę skończyć wcześniej, ale nie spodziewał się chyba, że tamtego poniedziałku postanowię wrócić po kilku godzinach – o dwunastej.

Oto parkuję już auto na naszym nowym „parkingu na pilota”, pogoda jest piękna – to jeden z pierwszych ciepłych powiewów wiosny.

Minutę później, jak gdyby nigdy nic, przekręcam klucz w zamku drzwi. Cisza. Raptem za ścianą – jakieś pośpieszne szamotanie się, szmery. Teraz myślę sobie, że to tak typowe, prymitywne, jak w tanim filmie. Niestety stało się – i tego widoku nigdy chyba nie zapomnę, ani nie wyprę z pamięci. Bo w moim pokoju, z jedną z najpiękniejszych brunetek, jakie widziałam w życiu, leżał w łóżku mój K. Ból tego widoku tak rozrywa serce, że nie umiem wydusić ani słowa, ani jednej nawet łzy. Wybiegam z domu zdruzgotana.

Nie pamiętam już, czy mnie potem gonił, ani czy jeszcze kiedykolwiek porozmawialiśmy – bo, cała zlana potem i wściekła, obudziłam się. Tak, to kolejny z tych snów, które potem na jawie nie dają spokoju cały dzień.

2

W naszej sypialni ciemność, była druga w nocy – obok Bogu ducha winny spał on, a przed moimi oczami wciąż tylko ta półnaga, piękna brunetka. Biedny K., chrapiąc spokojnie, o niczym nie wiedział, ale nie usnęłam, póki w zaciętej wściekłości nie ułożyłam całego planu zemsty. „Co cię najbardziej zaboli?! Gdzie najbardziej zrani?” – kombinowałam w ciemności nad jego głową. Najokrutniejszym „asem w rękawie” okazało się to dziecko, które jest w drodze. „Nigdy go nie zobaczysz!” – krzyczałam w myślach, pełna krwiożerczej satysfakcji.

W jednej chwili poczułam w sobie całe okrutne zło kobiet zdradzonych. Jak potworne rzeczy potrafią przychodzić do głowy! Jak te nieracjonalne dla postronnych osób zachowania stają się nagle tak bliskie sercu! Tylko dlaczego akurat dziecko, które przecież niczemu nie zawiniło, miałaby cierpieć z powodu braku ojca? – zbeształam się zaraz w myślach.

-„BO JA TAK MÓWIĘ!” – krzyczała tamta dotkliwie zraniona bestia wewnątrz mnie.

Spokojnie usnęłam dopiero o 4 rano, gdy plan zemsty był obmyślony w najdrobniejszych szczegółach i gdy obiecałam samej sobie, że do siódmej rano na pewno nie zapomnę, co miałam zrealizować.

11

Od kiedy zadzwonił budzik, znak, że czas iść do pracy, biedny K. słyszał tylko: „Nie przytulaj mnie!”, „Nie chcę cię widzieć”.

Tylko że on już mnie zna. Sny o zdradzie to u nas norma – przerabiamy je średnio raz w miesiącu. „To z kim tym razem cię zdradziłem?” – zapytał wyluzowany.

Jak typowa, zachowująca się pod wpływem emocji wkurzona kobieta, wyciągnęłam telefon ze zdjęciem brunetki:

– No, popatrz sobie, przyjrzyj się dokładnie – mógłbyś akurat z nią? Byłbyś do tego zdolny? No powiedz!

Odwrócił wzrok do ściany, bo nie chciał po raz setny rozmawiać na tak irracjonalne tematy oraz tłumaczyć się z tego, co robił w moim śnie.

Złość, jak zwykle, szybko mi przeszła, ale tej brunetce ze zdjęcia przyglądałam się jeszcze długo. Nie wiem, jakie lęki muszą siedzieć w mojej głowie, ale ów sen zaskoczył mnie wyjątkowo… Nie uwierzycie, ale brunetką, o której śniłam, była właśnie ona:

6

7

8

10

PS W wyniku tego snu nie ucierpiały żadne związki ani przyjaźnie;)

Zdjęcia: Pikolina