Korki z pisania

„Social media: START” – ciekawostki i anegdotki z pracy korektorki

Pewnego zimowego dnia skontaktował się ze mną Jason Hunt z pytaniem, czy nie zajęłabym się korektą i redakcją jego najnowszej książki. Z tej radości (sam guru blogosfery do mnie dzwoni!) ani nie pamiętałam tego, co mu odpowiedziałam, ani nie zapisałam jego numeru telefonu. 

Ale mówiąc w skrócie – szczęśliwa, zgodziłam się. Potem przez kilka dni chodząc dumna, że znany autor, którego poradniki czytałam, zanim jeszcze mój blog ruszył, dziś powierza mi swoje własne dziecko. I o ile w swojej korektorskiej i dziennikarskiej karierze „zrobiłam” już dziesiątki książek, poprawiłam setki literówek i błędów językowych w gazetach i pracach naukowych, o tyle od telefonu Jasona chodziłam nieco zestresowana. „Czy ja sobie w ogóle poradzę?”, „Co, jeśli pojawią się literówki?”. Czasem przecież nawet grafik przez pomyłkę może zrobić coś wbrew korektorowi. Ta praca miała być zupełnie inna, traktowałam ją (co raczej zrozumiałe) bardzo osobiście – tym razem przecież książkę przeczyta mnóstwo moich znajomych ze środowiska.

FG6A19b70

Ale odwagi w robieniu poprawek nad tym pięknie wydanym poradnikiem dodał mi Tomek, mówiąc coś bardzo pokrzepiającego:
– „Jeśli pojawią się jakieś błędy/literówki, to nic, najwyżej książka się lepiej sprzeda”.
Taki tam niby żarcik, ale dodający kopa i wiary, że tak czy siak na bank wyjdzie nam to świetnie.

Z ciekawostek powiem Wam, że zanim otrzymałam swój własny, pachnący egzemplarz „Social media: START” z drukarni, poradnik przeczytałam aż cztery razy! Ciągle uważając, że „to za mało” i męcząc Jasona, by podsyłał mi co chwila kolejne fragmenty, które przejrzę na nowo. A ileż razy przeczytała go Ula Łupińska, druga korektorka, nawet nie wiem! Jason Hunt pisze o nas, że poprawiłyśmy razem chyba z tysiąc błędów, czemu jednak trzeba uczciwie zaprzeczyć. Tutaj od początku miałam do czynienia z językiem przejrzystym, lekkim i bardzo obrazowym. Talentu i humoru nie da się temu autorowi odmówić.

FG6A1975

Biorąc się za „czytanie numer jeden” nastawiałam się na poznanie porad, które mnie już raczej nie dotyczą, bo przecież to książka dla początkujących. Zaskoczenie było więc bardzo miłe – zobaczcie, jakie uwagi najbardziej przypadły mi do gustu:

Jest taki MIT o blogowaniu: „Pisz tylko wtedy, gdy masz coś do powiedzenia. Nie pozwól sobie na wypadnięcie z rytmu, nie szukaj wymówek i nie katuj się pesymistycznymi myślami, że nikogo nie interesuje, co masz do powiedzenia”.

Dobrze, że Jason podkreśla, jaka to bzdura – czasem i mi wydaje się, że nie mam już nic ciekawego do napisania, a potem okazuje się, że kolejny (nawet na szybko napisany) post jednak coś dobrego wniósł. Regularność jest ważna z wielu względów – widzę to po wpisach np. sprzed roku – jaki miałam kiepski styl, ile emotikonów, powtórzeń itp. Naprawdę ćwiczenia czynią mistrza! Myślę, że za rok będę pisać zdecydowanie lepiej niż dziś! Piszcie, nawet na wyjazdach, w zdrowiu i chorobie, szczęściu i nieszczęściu – to wspaniale rozwija warsztat.

FG6A1969

Kolejny MIT: „Są wśród nas prawdziwe gwiazdy. Początkujący blogerzy mają tendencję do przypisywania sławniejszym blogerom cech gwiazdorskich. Zarzucają im (nam), że trzymamy się razem, nie dopuszczamy nikogo do zamkniętego grona i udajemy gwiazdy. (…) W Polsce nie ma gwiazd wśród blogerów, a jeśli ktoś uważa się za gwiazdę, to nie gań go za to, tylko współczuj ambicjom – trzeba je mieć wyjątkowo małe (…) aby w tak małym środowisku czuć się gwiazdą”.

„Jeśli ja nie potrzebowałem innych blogerów, aby się wybić, to ty też nie potrzebujesz. Nie patrz na innych z pozycji kogoś słabszego, niewtajemniczonego, zostawionego na uboczu – w ten sposób deklarujesz swoją beznadziejność”.

Powyższy fragment zainteresował mnie szczególnie – ileż to razy i ja myślałam, że do „gwiazd i ikon” blogosfery strach nawet podejść, tymczasem za każdym razem okazywali się świetnymi ludźmi. Fajnie, że autor tak ośmiela swoich czytelników, nie pozwala, by czuli się gorsi od kogokolwiek.

FG6A1948

Bardzo też zapadł mi w pamięć cytat o forsie i inwestowaniu w bloga, bo sama nieraz wpadałam w kompleksy, że skoro mam słaby komputer czy aparat, to nie będzie ze mnie dobrej blogerki. Na szczęście książka zaprzecza takim dołującym myślom:

„Nie będziesz lepszym twórcą, bo masz nowego makusia, złotego iPhone’a czy samsunga z wyginanym ekranem. Twoje fotki nie będą się lepiej lajkować, a tekstów nie przeczyta więcej ludzi. Sprzęt poprawia jakość pracy, ale nie daje efektów. (…) Większość popularnych blogerów nigdy nie inwestowała w blogi na początku działalności”.

Dziś, gdy książka, w którą włożyliśmy sporo serca leży już na mojej półce, podobnie jak Ula, boję się do niej zajrzeć – w obawie przed literówkami! Nie ma jednak wątpliwości, że tych kilka tygodni pracy nad nią było świetnym doświadczeniem – zarówno blogowo, bo poznałam bliżej niesamowitego, pełnego dystansu i humoru twórcę, jak i redakcyjnie – ileż nowych/niepolskich słówek przyszło się przy niej sprawdzić, to tylko moje!

Zdjęcia: Agnieszka Dzieniszewska/buuba.pl

FG6A1951 FG6A1970