Taki Lajf!

Lekarz prowadzący – jak wybrać takiego, któremu zaufasz?

Tak, wiem, coraz więcej tu tematów około ciążowych, myślałam, że aż tyle się nie będzie ich pojawiać, ale cóż… Tak się składa, że po pierwsze – to jest teraz bardzo u mnie na topie, a po drugie – posty widać podobają Wam się, bo zawsze przy ich okazji pojawia się więcej czytelników

Mam nadzieję, że tekst w formie fabularnego poradnika przyda się Wam (dziewczynom jak i chłopakom – przyszłym rodzicom) teraz lub w przyszłości. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym obdzwanialiśmy z K. kilkunastu lekarzy ginekologów w mieście, kierując się opiniami na ich temat na forach i tymi usłyszanymi od naszych znajomych. Początkowo za punkt honoru przyjęliśmy, że ginekolog powinien być na NFZ – bo… helou! Tyle składek odprowadza się co miesiąc z naszych wypłat, że dobry, troskliwy lekarz prowadzący należy nam się jak psu zupa!

Na horyzoncie pojawiło się więc wiele obiecujących gabinetów – były i takie, do których zjeżdżały dziewczyny z całej Polski „bo ten lekarz jest cudowny, nikt tak nie prowadzi ciąży, jak on! W dodatku jest ordynatorem ginekologii w szpitalu XYZ!”. Oczywiście, że próbowaliśmy, dzwoniliśmy, tyle że do takich polecanych przez wiele osób lekarzy kolejki były niebotyczne, a panie pielęgniarki w rejestracji od razu informowały: „Przykro mi, ale nasi lekarze są tak oblegani, że termin najbliższej wizyty możemy pani ustalić najszybciej za 5 miesięcy”. Jako że były to początki ciąży, a ja chodziłam spanikowana, czy aby na pewno wszystko z moim zdrowiem odbywa się prawidłowo, zależało mi na kimś dostępnym „tu i teraz”.

Poszłam więc do znajomej lekarki (ofc państwowo), u której bywałam kiedyś na wizytach. Jakież było moje zaskoczenie, gdy niemal przegoniła mnie z gabinetu swoim sposobem bycia. Wyobraźcie to sobie – debiutująca w ciąży dziewczyna, wystraszona i niewiedząca, co z nią dalej będzie, poddaje się badaniu. Badaniu, po którym słyszy od na oko 55-letniej lekarki:

– Siadać na krzesło! Ciąża żywa (!!!). Powie mnie pani, czy tutaj będzie przychodzić na wizyty, czy nie, bo ja nie mam czasu, żeby papiery i karty na darmo zakładać, jak paniusia się zaraz rozmyśli co do mojej osoby. Poza tym od razu uprzedzam – ja mam przedpotopowy sprzęt do badań USG, na nim niewiele da się zobaczyć – powiedziała.

FG6A9190

Nie muszę chyba wspominać, że nigdy później do niej nie wróciłam? Od tamtej wizyty zrozumiałam, że bardzo ważne jest (oprócz kompetencji i doświadczenia!) traktowanie młodej, pogubionej dziewczyny z sercem i sympatią. Oczywiście gabinet, w którym miałabym zostać na stałe powinien mieć również odpowiedni, nowy (!) sprzęt – to ważne – bo jeśli nie będzie weń wyposażony, lekarz regularnie będzie nas odsyłać na badania do innych gabinetów. A wygodniej jest przecież załatwiać wszystko za jedną wizytą u swojego zaufanego ginekologa.

Mijały więc długie dni, a ja wciąż byłam bez lekarza. Ciągle dzwoniliśmy do gabinetów na NFZ, jak gdyby chcąc udowodnić sobie, że w końcu jakiegoś „dobrego i dostępnego lekarza” znajdziemy. Przed prywatnymi gabinetami broniłam się jeszcze, wychodząc z założenia, że za wydaną na nie kasę pojadę na jakieś ostatnie beztroskie wakacje lub kupię coś fajnego do domu.

I pewnie dalej bym tak szukała, gdyby nie polecenie mojej przyjaciółki Agi z bloga buuba.pl, która z przekonaniem powiedziała mi: „Nie wyobrażam sobie innego lekarza do prowadzenia ciąży niż doktor G.”. Wybrałam się więc do niego na prywatną wizytę.

Myślałam sobie wtedy: Helou! Przecież każdy lekarz, którego odwiedza się prywatnie w jakiejś wypasionej klinice będzie miły i do rany przyłóż – w końcu na tym zarabia. Aga rozwiała jednak i tę wątpliwość – doktor G. na co dzień pracuje w szpitalu państwowym na oddziale patologii ciąży. Kiedy pierwszy raz się z nią spotkał, będącą już wtedy w zaawansowanej ciąży, nie znali się zupełnie, a zajmował się nią z wielkim sercem, współczuciem, ale i typową dla siebie wesołością, którą zarażał pacjentki. Bezinteresowność – to też miało dla mnie znaczenie.

Wyszła tu więc kolejna istotna kwestia, na którą trzeba zwrócić uwagę – mianowicie fakt, czy lekarz z prywatnego gabinetu pracuje także w miejscu, w którym będziemy rodzić – nieważne, czy to szpital państwowy, czy klinika. Z ginekologiem poznajemy się przecież przez 9 miesięcy, zna nasze obawy, stan psychofizyczny i to naprawdę niesamowite, gdy można go mieć przy sobie w tym ważnym dniu. Znajoma, życzliwa twarz dodaje odwagi i spokoju, kiedy już lądujemy na porodówce.

FG6A9214

Przyznam, że do doktora G. poszłam sceptycznie nastawiona, ale stało się… Po pierwszej wizycie zakochałam się w tym lekarzu totalnie – ta delikatność, jednoczesna pewność siebie i absolutna empatia! Rozmawialiśmy po raz pierwszy, gdy zaczynał się ósmy tydzień ciąży. Mówił takimi słowami, że widać było, iż autentycznie cieszy się z kolejnego dziecka, które przywita na świecie. Prosił, abym pytała, o co tylko chcę: „bo przecież teraz pewnie martwi mnie tyle rzeczy”. Żałował, że „jeszcze dziś nie powie mi, jaka to będzie płeć”. Tyleż serca, tyle (niesprośnych), rozładowujących atmosferę żartów, ani przez chwilę nie poczułam krępacji, że oto badam się u dość młodego, przystojnego faceta. Słowem – zdobył moje serce! Wizyty u niego oraz te nasze serdeczne, przyjacielskie rozmowy chciałoby się wydłużać w nieskończoność.

Dobry lekarz może też pomóc znaleźć w sobie pokłady ciepłych uczuć. Bo o ile na co dzień nie czuje się raczej żadnego podniosłego stanu oczekiwania – bo brzuch jest jeszcze całkiem płaski, a ruchów dziecka nie czuć, to właśnie te comiesięczne wizyty na USG zarażają jakąś niesamowitą radością, że oto właśnie dzieje się w naszym życiu wielki cud.

Doktor G. spełnił podstawowe trzy wymogi za jednym razem – miał świetne podejście do pacjentki, jednocześnie pracował w państwowym szpitalu, w którym chciałabym rodzić i – posiadał świetnie wyposażony, nowoczesny gabinet. Dodatkowo zawsze, gdy coś mnie niepokoi, mogę do niego zadzwonić, napisać SMS-a, maila lub odezwać się do niego na FB (tak, od razu zostaliśmy znajomymi) – oddzwania lub odpisuje z uśmiechem poprawiając mi humor. Zwróćcie na to uwagę – dobry lekarz powinien być do Waszej dyspozycji i zawsze służyć radą – przynajmniej taki standard opieki zaobserwowałam wśród koleżanek, które niedawno rodziły i prowadziły ciążę prywatnie.

FG6A9185

Ostatnie z pytań przy wyborze lekarza – lepiej jest wybrać kobietę czy mężczyznę? Przyznaję się, że wcześniej myślałam bardzo stereotypowo i zawsze chodziłam do kobiet – myśląc: „że to dla mnie mniejsze skrępowanie”, „bo faceci mogą być zboczeni/sypać seksistowskimi żartami, których totalnie nie trawię”. Tymczasem, co człowiek to inny charakter i podejście. Pojadę teraz frazesem, ale autentycznie – równie dobrze kobieta ginekolog może być niedelikatna i mało życzliwa, podobnie jak facet może nas zaskoczyć ciepłym podejściem i cudowną opieką.

I fakt, wydaję sporo pieniędzy na comiesięczne prywatne wizyty i badania, ale wyszłam z założenia, że skoro na razie mam stałą pracę, zarabiam wystarczająco, mogę sobie zapewnić ten komfort psychiczny i życzliwą opiekę. A mimo wielu prób (i szczerych chęci!) nie mogłam tego znaleźć w gabinetach państwowych w moim mieście.

Podsumujmy – na co koniecznie zwrócić uwagę, gdy szukamy lekarza prowadzącego ciążę?

1) Doświadczenie – im więcej pozytywnych opinii pacjentek, tym lepiej.
2) Życzliwe, ciepłe podejście do kobiet – twoje dobre samopoczucie w ciąży ma przecież wielkie znaczenie!
3) Dostępność, świetny kontakt – na telefon, poprzez SMS, mail czy Facebooka – to również wpływa na nasz wewnętrzny spokój.
4) Wyposażenie gabinetu – nowoczesny sprzęt na miejscu.
5) Fakt, że lekarz pracuje także w placówce, w której planujemy poród.
6) Warto wybrać ginekologa, którego gabinet jest blisko naszego miejsca zamieszkania – to ważne szczególnie w ostatnich miesiącach, kiedy wizyty odbywają się częściej.

Dziewczęta, a może o czymś tu zapomniałam? Podzielcie się swoimi historiami o poszukiwaniu idealnego lekarza! :)

Zdjęcia: Agnieszka Dzieniszewska/Buuba.pl