Bez kategorii

Dlaczego zadzwoniła do mnie moja dawna polonistka?

Próbowałam ostatnio wyciągnąć dobrą koleżankę, studentkę prawa, na juwenaliowe koncerty. Odmawiając, tłumaczyła się trudnymi zaliczeniami i totalnym brakiem czasu. 

Powiedziałam jej tonem starej wyjadaczki: „Taaak, studenckie czasy, jeszcze za nimi bardzo zatęsknisz, wiem coś o tym”. Odpowiedziała mi:

– Ale za czym? Za tym stresem, niedospanymi nocami, czy może totalnym brakiem czasu na przyjemności?
– Za tymi wszystkimi ludźmi kochana, za ludźmi – pomyślałam i poczęstowałam ją serdecznym uśmiechem.
Tak już jest  – najczęściej ludzie z konkretnego etapu naszego życia gdzieś magicznie znikają. Bo przecież inna praca, kolejne studia albo wyjazd do drugiego miasta/kraju. Ale nie Pani P… Minęło osiem lat od naszej matury, a ona dalej jest blisko. Na przykład wczoraj. Godzina osiemnasta, odbieram telefon:
– Ostatnio nie mogłam się do ciebie dodzwonić, coś się działo? – zapytał jej ciepły, choć też jednocześnie przedziwnie chłodny, 45-letni głos.
– Przepraszam, widziałam, że pani dzwoniła, tylko jakoś nie złożyło się, aby wreszcie oddzwonić – tłumaczyłam się.
– Właściwie to chciałam ci pogratulować radosnej nowiny, cudownie! Będzie dziewczynka, tak? – pytała podekscytowana.
– Mhm:)

IMG_7480 (Kopiowanie)
To niesamowite. Wyobraźcie sobie, dzwoni do mnie moja dawna polonistka, osobista idolka z czasów liceum, która niegdyś mnie samą maglowała pod tablicą. Jej głos w telefonie opowiada:
– A wiesz, wczoraj wzięłam takiego ucznia do tablicy i niestety postawiłam mu dwie jedynki. Nie wydusił z siebie ani słowa, tłumacząc, że on nie umie ustnie odpowiadać, bo jego to za bardzo stresuje i się zamyka w sobie – szkoda mi się go zrobiło, ale jednocześnie też co miałam z nim zrobić? To jak on się nauczy do matury ustnej z polskiego? Powie komisji egzaminacyjnej, że przeprasza, ale on tak w stresie mówić nie potrafi? – podsumowała Pani P.
– Bardzo dobrze. Pozytywnych ocen nie dostaje się za darmo – z śmiechem odpowiedziałam ja, dziewczyna, którą ona też tych 9 lat temu sama odpytywała przy tablicy.
– Wiem, cóż z tego, że mi go szkoda, nie umiał nic, a trójki za ładne oczy nie mogłam wstawić – powiedziała.
– A jak jest teraz na tych maturach? Na języku polskim są inne zasady, nikt już nie opowiada wykutej na blachę prezentacji maturalnej, tylko losuje pytania, prawda? – zapytałam.
– Nie pytania… właściwie tylko JEDNO pytanie. I jest wóz albo przewóz, odpowiada się, albo nie. Nawet nie wiesz, ilu uczniów ostatnio oblewa, bo nie jest w stanie wydusić z siebie choćby paru zdań na wylosowany temat – zauważyła.

IMG_7504 (Kopiowanie)
Kolejnych kilkanaście minut serdecznie gawędziłyśmy jeszcze na temat minionej majówki, tego, że cały długi weekend spędziła z rodziną na wsi, gdzie ma uroczy domek z zielonym ogródkiem warzywnym. Potem wspominałyśmy przyjaciół – Agę z bloga buuba.pl i Kubę, dziś już doktora biotechnologii, których razem ze mną Pani P. uczyła języka polskiego. Bardzo lubiła naszą trójkę, zresztą z ogromną wzajemnością, dlatego do dziś staramy się trzymać blisko:
– A wiesz, ostatnio na lekcji wspominałam o was swoim uczniom. Nie mogli uwierzyć, że utrzymuję kontakt z ludźmi, którzy dawno już z liceum odeszli – powiedziała Pani P..
– Nie do pomyślenia? – zaśmiałam się.
– Niektóre dziewczyny były mocno zdziwione. Powiedziałam, że wiem dokładnie jakie studia skończyli, gdzie pracują i jakie dziś mają pasje moi ulubieni uczniowie, którzy maturę zdali dobrych osiem lat temu. Że spotykamy się na kawę, rowery, albo piszemy listy – mówiła Pani P.
– Tak… czasem też nie dowierzam i sama się bardzo cieszę – co każde święta piszę do pani pocztówkę z krótkim listem, a i odpowiedzi zwrotnej wypatruję w skrzynce pocztowej jak dziecko cukierka – odpowiedziałam z uśmiechem.
Tak… z moją polonistką i byłą wicedyrektorką liceum do dziś piszemy listy, SMS-ujemy, czasem nawet uda nam się złapać na kawę. Istnieją tacy ludzie, takie charaktery, które mimo różnic wieku, posiadanych zer na koncie, doświadczenia, rozumieją się bez słów. Nawet gdy byłam 17-letnią gówniarą, ona zawsze mi cholernie imponowała, a i ją ciągnęło do mnie oraz Agi, mojej przyjaciółki z ławki. Była to obopólna chemia, która sprawiała, że spotykaliśmy się nawet po lekcjach, na jakichś dodatkowych kółkach. Nie wiem, jak to robiła, ale odkąd pamiętam potrafiła być jednocześnie ciepła i zimna jak lód, wyrozumiała, ale wymagająca, cierpliwa, ale i sroga. Słowem, kobieta idealnie wyważona. Zimna wicedyrektor, która nie miała litości dla obiboków, ale i nauczyciel-przyjaciel, który każdego chciałby ciągnąć w górę.

Kto wie, czy to nie ona nieświadomie pokierowała mnie na polonistykę i zaprogramowała do bycia dziennikarzem?

Macie jeszcze takich przyjaciół, z którymi piszecie dziś „zwykłe” listy?:)

Zdjęcia: Pikolina

IMG_7491 (Kopiowanie)

IMG_7476 (Kopiowanie)