nieCodzienność

Kobieta kobiecie wilkiem, czyli strzeż się w sklepowej przymierzalni

Wczoraj w sklepie odzieżowym stałam sobie w dość długiej kolejce do przebieralni. Przede mną ustawiła się szczuplutka, świetnie wyglądająca 40-letnia mama z synem. Chłopak, sądząc po jego wzroście i młodzieńczym trądziku na twarzy, mógł mieć jakieś 15 lat. 

Wspólnie wybrali sporo różnych ubrań, głównie jednak były to męskie koszulki na lato, które syn miał za chwilę mierzyć. Fakt, trochę mnie widok tej dwójki zastanowił -€“ widać, że czuli się razem bardzo swobodnie. Mama jak gdyby nigdy nic zasugerowała synowi, by wybrał jeszcze jakieś spodnie, na co on ochoczo przystał. Ich obrazek był niecodzienny – przyznam, że pomyślałam nawet: „od kiedy to nastolatek tak chętnie idzie z mamą wybierać ciuchy, żartuje wesoło w kolejce i jeszcze z chęcią przymierza kilkanaście koszulek, które razem wybrali?”. Jak dla mnie trochę niecodzienne, bo zarówno ja, jak i moi bracia byliśmy pod tym względem mocno zbuntowani. Ale nic to. Widocznie nie znam się i trochę zazdroszczę im tej fajnej relacji.

Ale oto kolejka się rozluźnia, a nastolatek wchodzi właśnie do przymierzalni. Jego wyluzowana mama w obcisłych jeansach oddala się o kilka metrów, by w dziale męskim poszukać jeszcze innych ubrań.
Tymczasem syn wskoczył już widocznie w pierwsza koszulkę i nagle, na pół sklepu, słychać jego totalnie zachrypnięty głos wołający:
– Maaaaamooo?
Pół sklepu obraca się, by dojrzeć chłopaka wzywającego rodzicielkę. Ta natomiast spokojnym krokiem podchodzi, uchyla kotarę przymierzalni i ocenia:
– No, w tym wyglądasz świetnie, bierzemy. Dawaj następną koszulkę.
Sytuacja powtarza się co najmniej 6 razy – dziwnie irytujący głos chłopaka w fazie mutacji woła: „MAAAMOOO?”, wzywana podchodzi, doradza, czy synowi w danej koszulce jest do twarzy i oddala się beztrosko, gdy on za kotarą już wskakuje w kolejną.

zudit_ciaza (5)

Myślę, że dialogi mamy i syna były zabawne, i jeśli nawet mnie przez chwilę irytowały, to tylko przez zazdrość i obawę, że w przyszłości moje dzieci wcale nie będą chciały mnie słuchać w kwestii mody. Zakuło mnie z zazdrości, że tak fajnie może się dogadywać chłopak z mamą.
Nie byłoby w opisanej tu sytuacji nic dziwnego, gdyby do dialogu matki i syna raptem nie dołączyła zirytowana do granic stara baba (wybaczcie tę „babę”, ale autentycznie musiała mieć paskudny charakter, a fakt, że była stara, oceniłam już tylko po głosie – sama również ukryłam się już za kotarą i przymierzałam bluzki). Głos zirytowanej baby zaskrzeczał, również na pół sklepu:
– OJ MAAAMO, MAAMO! Taki nastolatek, chłop jak dąb, a do każdej koszuleczki nie wstydzi się wzywać mamy. Sam decyzje podejmuj, a nie mamusi się trzymasz! 
Wyrzucanie jadu widocznie dawało tej babie ulgę. Czekałam tylko na rozwój wydarzeń: czy nastolatek odpyskuje wścibskiej kobiecie? Czy obrazi się? A może zamilknie urażony i resztę koszulek wybierze już bez udziału mamy? W przebieralni zapadła niezręczna cisza, wszyscy klienci  nasłuchiwali, co będzie dalej. Wścibska baba, jakby niezniechęcona kulturalnym milczeniem chłopca i jego stojącej nieopodal mamy, ciągnęła dalej:
– Ja to na przykład jestem wdzięczna swojej teściowej, że MOJEGO STAREGO wychowała na takiego twardziela. Mąż przynajmniej wie, czego w życiu chce, w domu czujemy do niego respekt. Potrafi walnąć pięścią w stół i podnieść głos – nie to, co te dzisiejsze chłoptasie. Czy pani jako matka nie widzi, że krzywdzi syna? Toż on będzie życiowym nieudacznikiem i ofermą, jak będzie tak o wszystko mamusię pytał -€“ drążyła wścibska baba, zwracając się do mamy nastolatka.
– Przykro mi, ale pani życiowe kompleksy to nie nasza sprawa – odpowiedziała zupełnie spokojnie mama chłopca i oddaliła się z gracją.
Pięknie… – pomyślałam, kobieta ma klasę, nie daje się sprowokować kłótliwej babie. Żal tylko, że nieźle ich spłoszyła, bo bohaterowie tej opowieści zamilkli, a chłopak kolejne koszulki mierzył już samotnie i w ciszy.

Tak sobie ostatnio z irytacją myślałam, że jeszcze nawet nie urodziłam dziecka, a już wiele osób z rodziny chce mi dyktować, jak je nazwać, jak wychować, czym karmić i na jak długie spacery wyprowadzać. Sprawia mi to dziwną przykrość, jakby nikt nie wierzył w to, że sobie poradzę. Jak więc musieli czuć się mama i chłopiec z tamtego sklepu? Po wczorajszym dialogu z przebieralni myślę sobie, że taka już chyba nasza polska mentalność, że kobieta kobiecie, matka matce wilkiem…

Zdjęcia: Pikolina

zudit_ciaza (4)

 

zudit_ciaza (2)

 

zudit_ciaza (3)