Zakazane tematy

Teściowa. Jej 5 sposobów na to, by rozwalić nasz udany związek

Dziś nie napiszę o swojej własnej – bo trafiła mi się naprawdę dobra. Opowiem jednak o „mamusiach” koleżanek lub kuzynek, które tak skutecznie wtrącały się do związków swoich dzieci, że w końcu doprowadziły je do rozwodu. 
„Gdyby nie teściowa, pewnie byśmy się we dwójkę jakoś dogadali”.
„Gdyby nie wtrącanie się we wszystko jego matki, być może bylibyśmy jeszcze razem”.
Te zdania słyszałam tak często w swoim życiu. Teściowe, świadomie, lub nie, potrafiły zniszczyć największą nawet miłość. Niektóre tak bardzo nie chcą oddać ukochanego syna „pod władzę” innej kobiety, że uciekają się nawet do guseł: do dziś pamiętam, jak moja rozwiedziona już koleżanka opowiadała:
– Z moją teściową pozornie wszystko niby było w porządku, oficjalnie lubiła mnie. Ale o jej ukrytych, złych zamiarach dowiedziałam się, gdy w dniu naszego ślubu, nie wiedzieć czemu znalazłam jedną ze swoich sukienek położoną na stole w piwnicy i całą naszpikowaną igłami, jak jakąś laleczkę Voodoo…
Nie od dziś znane są silne więzi łączące matkę i syna. Mówi się, że to ona wychowuje go dla tej drugiej, ukochanej kobiety, która pojawi się w dorosłym życiu. W zdrowej relacji matka mężczyzny w pewnym momencie odetnie się, pozwoli na samodzielne decyzje, jednocześnie pozostając blisko. W relacji niezdrowej – będzie chciała ingerować w życie syna niezależnie od jego metryki.

3
Słuchając rozwodowych historii moich koleżanek, wysnułam kilka wniosków o złych zachowaniach teściowych – tak powstały poniższe punkty. Oczywiście, że winę za rozstanie ponoszą kobieta i mężczyzna, ale trudno nie zauważyć, że przyczyną ich częstych kłótni może być właśnie teściowa. Oto najbardziej znienawidzone teksty i działania, które doprowadziły niejedną parę do rozstania:
1) Tekst do synowej: „mój synek jest taki biedny” – który w domyśle oznacza: bo ty, zła synowo, nie gotujesz mu, nie pierzesz skarpetek, nie podajesz pilota pod nos, jak ja to usłużnie całe życie robiłam. Biedny synek, jak on sobie z taką żoną poradzi? Nie ma zapewnionego każdego dnia gorącego rosołku, nikt też nie prasuje mu koszulek i gaci. Ty, aktywna zawodowo kobieto w mniemaniu teściowej jesteś niegodna jej syna!
2) „Jak ty ubierasz te dzieciaki?!” – czyli krytykowanie synowej. Moja koleżanka zaraz po urodzeniu pierwszego dziecka przeżyła niemałą przygodę z teściową: ta bowiem postanowiła po wyjściu nowo narodzonej wnusi ze szpitala zamieszkać z młodymi przez dwa tygodnie: „bo przecież sami sobie nie poradzicie”. Koleżanka wspomina ten okres jako traumatyczny: teściowa wtrącała się do wszystkiego: że pory spania dziecka są nieodpowiednie, że w kuchni niepozmywane, że mleko z piersi pewnie za tłuste (bo co ty właśnie zjadłaś na obiad dziewczyno?!), że niepotrzebnie biorą bobasa do swojego małżeńskiego łóżka na noc. Słowem – każde działanie młodej mamy było złe, bo ona, teściowa kiedyś robiła to wszystko zupełnie inaczej. Moja koleżanka, bardzo rozsądna dziewczyna, chcąc ratować własną psychikę i związek, poinformowała męża, że to pierwsza i ostatnia taka przygoda z wprowadzeniem się teściowej. Mamusia więc niebawem odjechała, a młodzi rodzice mogli się sami delektować chwilą i uczyć nowej sytuacji.

IMG_9349
3) „Pomogę” wam, dzieci w te wakacje”.
Sytuacja trochę podobna do powyższej, tyle że pobyt teściowej dłużył się… miesiącami. Tu opowiem historię moich kuzynek: trzy dorosłe siostry wychowane przez rozwiedzioną mamę. Kiedy siostry miały już własnych, ogarniętych życiowo mężów i małe dzieci, ich mama, kobieta ok. 55-letnia każdą z córek odwiedzała na dłużej: kilka miesięcy pilnowała wnusiów w Krakowie, kilka miesięcy na Podlasiu. Pozornie miła, dyplomatyczna kobieta miała jednak skłonność do wtrącania się do małżeńskich niesnasek i kłótni, oczywiście zawsze biorąc w nich stronę córek. To zięć był tym złym, prostakiem bez ogłady, tym, który „na jej córkę nie zasługuje”. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły tej pogmatwanej relacji, ale na dowód „skuteczności” działań teściowej mogę tylko powiedzieć, że wszystkie jej trzy córki rozwiodły się, a wnuki od lat wychowują bez ojców.
4) Bierze na litość: „Synku, przyjedź”.
„Tak bardzo się dziś źle czuję, przyjedź synku, zrobiłam właśnie twoje ulubione kotlety” – usłyszała moja koleżanka we włączonej na tryb głośno mówiący słuchawce, gdy byli z mężem tuż przed miłosnym zbliżeniem. Sytuacje takie powtarzały się: mama dzwoniła do 35-letniego syna, że właśnie stygnie jego ulubiona zupa i nawet nie przyjmie do wiadomości, że on nie przyjedzie. „Chcesz własną matkę doprowadzić do łez? No to ja czekam, pa”. Nic to, że syn właśnie wybierał się z partnerką do kina czy byli razem na siłowni – tryb szantażystki emocjonalnej włączał się teściowej bardzo często. Tyle że jej syn był mądry: odpowiadał kulturalnie, lecz dobitnie, że wcale nie prosił jej o kotlety, bo akurat jedli już z żoną na przyjęciu u przyjaciół, ani też nie przyjedzie na obiad zaproszony 10 minut wcześniej, bo konkretne plany na ten dzień miał już od tygodni.

IMG_8872
5) Cichy doradca.
Teściowa wcale nie pojawia się w domu młodych, za to jątrzy z ukrycia: za każdym razem, gdy syn odwiedza ją sam, ta truje mu, jak okropną żonę sobie wybrał. Jak źle prowadzi mu dom, jak okropnie wychowuje dzieci, że go w ogóle nie szanuje, bo on (syn teściowej) zasługuje przecież na dużo więcej. Nieraz słyszałam o wielkich awanturach domowych, w których syn, wróciwszy chwilę wcześniej od mamy, domagał się od partnerki lepszego traktowania i specjalnych względów: „bo jak nie, to on odejdzie do lepszej”.

Uf, szczęśliwi ci, którzy teściową mają taką, jak ja: dyplomatycznie milczy, gdy wie, że nie można się do naszych spraw wtrącać, ale i troskliwie reaguje, gdy zauważy coś naprawdę niepokojącego.

Dziś problem ujęłam z bardziej dziewczęcej strony – ale to dlatego, że wiele mam (zdecydowanie zbyt wiele) rozwiedzionych koleżanek. Opowiedzcie, jak układają się Wasze relacje z teściowymi? Jestem bardzo ciekawa!

Zdjęcia: Pikolina