Bez kategorii

CHAMSTWO W PAŃSTWIE, albo: co robią klienci marketów, kiedy wyłączą im prąd

Mama Żudit: to jest temat, który dotyczy mnie i moich koleżanek z pracy. O tym się głośno nie mówi, bo dziewczyny na kasach nie zawsze wiedzą, jak mają reagować. Jesteśmy miłe do bólu (taka choroba zawodowa), ale nikt nam nie płaci za znoszenie chamstwa i brak szacunku klientów  supermarketu. 

Ja jestem na tym punkcie przeczulona i czasem muszę takiego jegomościa przywołać do porządku.
W ostatnich dniach przez Podlasie przewinęła się nawałnica ulewnych deszczy i gwałtownych wiatrów. To oczywiście spowodowało wiele szkód i zerwanych linii energetycznych. W czwartek wieczorem nie było prądu w tysiącach domów. Jedni przeprosili swoje stare świeczki, a innych cholera wzięła, że w domu ciemno i telewizor nie działa. Innymi urządzeniami mniej się przejmowali. Bo co zrobić ze sobą, kiedy jest ciemno, a jeszcze za wcześnie na spanie? Kiedyś szczególnie na prowincji takie awarie były częstym zjawiskiem i nikt się nie wkurzał. Czytało się przy świecach, a i przyrost naturalny był dużo większy. Teraz wszystko w mieście zamknięte, w tym sklepy, bo kasy nie działają i ciemno jak w mordę strzelił, a ludziom odbija, bo zachowują się totalnie irracjonalnie. Okazało się, że jedynym pracującym sklepem w całej okolicy był mój market. Mamy agregat prądotwórczy i niestraszne nam nawałnice czy brak prądu. Ja sobie spokojnie siedziałam w domu (na urlopie) przy świecach, nieświadoma co właśnie się dzieje w mieście, a tymczasem moje koleżanki przeżyły armagedon.

Dopiero rano na maksa wkurzona znajoma napisała, co się działo: „Wczoraj z powodu braku prądu market był jedynym otwartym sklepem w okolicy. Nawet z Białowieży przyjeżdżali na zakupy. Dziewczyny ledwo się wyrabiały na zakrętach. Wyobraź sobie, że znaleźli się tacy, którzy przyszli po piątki (nagrody pieniężne za czekanie dłużej niż 5 minut) za stanie w kolejkach. Rozumiesz, jakie j***ne świnie? Jedyny sklep otwarty w mieście i takie pretensje! Chciałabym, żebyś to (jak możesz) jakoś kulturalnie, ale i dobitnie opisała, jacy klienci są niewspółczujący i niewdzięczni. Znasz mnie. Ja wszystko z jobem załatwiam. Z góry dziękuję” – pisała koleżanka kasjerka.

mama zudit
Okazało się, że wieczorem, kiedy w mieście i całej okolicy było ciemno, raptem wszyscy nie mogli usiedzieć w domach i rozdrażnieni, szukali światła. Chyba cała Hajnówka i okoliczne wsie zjechały do naszego sklepu. Nerwowo ładowano wózki do pełna, jakby za chwilę miał być koniec świata. ARMAGEDON. Prądu nie było raptem kilka godzin, ale wielu już zdążyło zrobić zakupy na miesiąc. Zakorkował się sklep, bo wieczorem mamy mało pracowników, a klienci jak w amoku wpadli w panikę i oczywiście swoją frustrację i złość wyładowali na Bogu ducha winnych kasjerkach, których było za mało. Dziewczyny się ledwie wyrabiały (chociaż pracują naprawdę szybko), ale NIKOGO TO NIE OBCHODZI, bo nerwów i pyskówek („Rusz tę dupę i zawołaj koleżanki, bo to skandal, żebym ja czekał tyle w kolejce” – a stał raptem 2 minuty) nie było końca. Nikt nie szanuje naszej pracy. Klienci z pogardą zaraz przechodzą na TY, podnoszą na nas głos. To MY stałyśmy się winne nawałnicy na dworze i braku prądu! Koleżanka zażartowała, że trzeba było z wiadrem lecieć do elektrowni po trochę elektronów choćby dla pana z optyka, który nie mógł spuścić rolety i ostro zrugał za to kierownika dnia. Krótko mówiąc stałyśmy się chłopcem do bicia albo workiem treningowym dla spanikowanych frustratów, którzy boją się ciemności i samotności w ciemnym domu… LUDZIE NIE WIEDZĄ, CO Z SOBĄ ZROBIĆ KIEDY ŚWIATŁO ZGAŚNIE.
Opisana sytuacja może była szczególna, ale niestety nie odosobniona. Wiem, że nie jest łatwo zapanować nad tłumem i kilkoma nerwusami, którzy specjalnie przychodzą do sklepu, żeby się wyżyć na kasjerkach. W domu nie szanują albo zastraszają własne żony i myślą, że w sklepie mogą robić tak samo. NIKT NIE MA PRAWA PODNOSIĆ GŁOSU I Z GĘBĄ SKAKAĆ DO PRACOWNIKA MARKETU, albo jakiegokolwiek innego sklepu. BĄDŹ UPRZEJMY, A BĘDZIESZ UPRZEJMIE OBSŁUŻONY! Ta zasada obowiązuje wszędzie. Niektórzy myślą, że ciągle obowiązuje hasło ,,Klient nasz pan”, ale żeby być tym panem, trzeba umieć się zachować jak pan kulturalny, a nie ostatni cham, który się dziwi, że nikt mu nie bije pokłonów i po rękach nie całuje. Wszyscy pracujący w usługach i handlu wiedzą, że często nie opłaca się wdawać w niepotrzebne dyskusje i lepiej coś przemilczeć, żeby nie potęgować złych emocji.

Tak robimy, ale na CHAMSTWO I BRAK SZACUNKU wobec mnie i moich koleżanek nie pozwolę nikomu. Ja nie daję się zastraszyć. Jeśli ktoś nie umie się zachować w miejscu publicznym, niech siedzi w domu i przez internet robi zakupy. Wybaczcie te mocne słowa, ale szanujmy się nawzajem. Chamom trzeba mówić, że się źle zachowują, bo oni sami nie widzą w tym nic złego. Miarą człowieczeństwa jest to, jak traktujemy innych ludzi, a nie to jak wysokie mamy mniemanie o sobie. WZAJEMNA UPRZEJMOŚĆ JESZCZE NIKOGO NIE ZABIŁA… chociaż niektórzy boją się zaryzykować.

Tekst: Mama Żudit

Zdjęcia: Pikolina