Mama Żudit

„Ja to w wojsku dupa” – czyli zabójcze komentarze mojej mamy (vol. 4)

Chyba wszyscy lubimy, kiedy tu komentuje – a to zabawnie skrytykuje mnie lub cały wpis, a to zaskoczy jakąś cięta ripostą lub historią z jej sklepu. Moja mama nie przebiera w słowach – dziś jej najzabawniejsze komentarze z ostatnich tygodni:

Pod wpisem o tym, że ustępowanie miejsca kobietom w ciąży nie jest obowiązkiem, a jedynie dobrą wolą:
„Ja jestem jednak za ustępowaniem miejsc ciężarnym, bo pamiętam kiedyś siebie, jak chodziłam w ciąży i parę razy mało nie zemdlałam w sklepie czy autobusie – więc wiem jak to jest, ale też wiem, jak bardzo nieraz bolą nogi, kiedy się ma stojącą pracę i wykorzystuje się każdą okazję, żeby usiąść. Ale np. widzę też nieraz emerytów ledwo powłóczących nogami, ale gdy tylko w sklepie są nowe promocje i zmiana gazetki, to zapierdzielają jak małe samochodziki… a ich kule służą jako odskocznia, żeby szybciej lecieć po tanie mięso albo coś innego… Gdyby ktoś z ZUS-u ich zobaczył, jak tak sprintem gonią, dla większości by chyba renty pozabierał. W sklepie co parę dni mamy serię cudownych ozdrowień – tylko film nagrać!”.

 

A tu uwaga mojej mamy po tym, jak napisałam, że nie znoszę gotować, sprzątać i że nie zgadzam się na tradycyjny model rodziny, bo dyskryminuje on kobiety. Chyba przyjęła moje podejście do życia jako swoją wychowawczą porażkę, bo tak mi na to odpisała:
„Tak się zastanawiam, jak się będzie buntować moja wnuczka… Pewnie na złość mamie zacznie chodzić do kościoła, jeździć na pielgrzymki, gotować, prać i sprzątać, czyli robić dokładnie to, czego ty tak nie cierpisz. A ty, jak wszystkie matki, będziesz się zastanawiać, jaki błąd popełniłaś:)”.

13483072_1096289153763358_7840068381711735360_o
Ciekawe komentarze zostawiła też pod wpisami o porodach:
„Śmieszną historię na temat rodzenia opowiadała mi moja koleżanka. To się przytrafiło jej babci w okresie międzywojennym, czyli bardzo dawno. Wtedy nikt nie uświadamiał nastolatek na wsi (były ciemne jak tabaka), tylko szybko za mąż wydawał. Ona, jako 16-latka wyszła za mąż za faceta o 10 lat starszego. Bardzo szybko zaszła w ciążę, a porody przyjmowała nie położna, tylko babka do tego przyuczona. Kiedy zaczęły się skurcze, wezwano tę kobietę. Ona dziewczynę obmacała i mówi, że się zaczęło, ale trzeba czekać. W środku nocy, kiedy skurcze były bardzo silne, młoda mamuśka zaczęła krzyczeć: <<A KTÓRĘDY TO BĘDZIE WYCHODZIĆ?!>> A tamta na to: <<KTÓRĘDY WESZŁO, TAMTĘDY I WYJDZIE!>>. Ponoć biedna rodząca myślała, że może przez gardło… Wiem, trudna do wyobrażenia ciemnota, ale ponoć oparte na faktach. Na szczęście teraz wszyscy wiedzą, którędy dziecko wychodzi”.
Kiedy na blogu pojawił się tekst, w którym inne blogerki dzielą się historiami z porodówek, mama opisała, jak to wyglądało u niej – przyznam, że można mieć traumę:
„Oj, dziewczyny to wy rodzicie jak perszingi! Nie to, co ja… Judyta się rodziła 2 doby, a przez ostatnie 8 godzin pod kroplówką (czyli skurcze wymuszone) – byłam tak zmordowana, że zaczęłam krzyczeć: <<krójcie mnie, bo dłużej tego nie wytrzymam!>>. Dziecko się mało nie udusiło (okręcona pępowiną główka), tyłek pocięli i pojawiła się córka (dostała 8 punktów za kolor skóry), a potem było to szycie – jeszcze gorsze od rodzenia. Do tego w drzwiach stanął jakiś hydraulik, szwagier położnej jadł jabłko, a ona mnie szyła i ucięli sobie pogawędkę. Mnie dygotały nogi z bólu, a oni sobie żartowali. Byłam szczęśliwa, że już po wszystkim, ale tak umęczona, że nawet przewrócenie się na bok było wysiłkiem. ZA ŻADNE więc SKARBY NIE DAŁABYM SIĘ NAMÓWIĆ NA RODZENIE Z CÓRKĄ CZY SYNOWĄ – OD TEGO MAJĄ MĘŻÓW!”.

mama zudit praca supermarket

A jak mama widzi ludzi, którzy za bardzo skupiają się na sobie?

 

„Mam taką znajomą w pracy, która uwielbia słowo „JA” i przez to z nią się strasznie ciężko rozmawia, bo cokolwiek się nie powie, ona zawsze daje komentarz, że niby wie lepiej i wszyscy inni się mylą – totalnie jakby wszystkie rozumy pozjadała. Na każdym kroku wstawia to swoje „JA TO, JA TAMTO”, a mnie od razu się przypomina powiedzenie ojca z wojska, że „JA TO W WOJSKU DUPA!”:) i za każdym razem, jak na nią patrzę, to mi się to przypomina”.
Na koniec historia z babcią, czyli teściową mojej mamy – to był komentarz do wpisu o tym, jak czasem teściowe za bardzo wtrącają się w związki:
„Opowiem wam zabawną historię z teściową, która się mnie przytrafiła jakieś 20 lat po ślubie. Przez to, że pracujemy z mężem na zmiany, trudno jest nam razem mieć np. wolną sobotę. Ciągle się mijamy, a jak się już tak dobrze wolne trafi, to jest święto. Właśnie w taką sobotę koło 8 rano leżymy sobie przytuleni w błogim śnie, a tu telefon barabani, oczywiście teściowa dzwoni:
– Jurek, a co ty robisz? – słychać w słuchawce.
Ten rozespany, mówi:
– Jak to, co, leżę sobie w łóżku z małżonką!
– A daruj sobie to leżenie, CHODŹ LEPIEJ MI OGRÓDEK SKOPAĆ.
– Że cooo..? Ale ja jeszcze nie skończyłem, PÓŹNIEJ! … I się rozłączył.
Teściowej szczęka opadła, a ja myślałam, że spadnę z łóżka ze śmiechu”.

13632833_1107617395963867_1803448560_o

I na optymistyczne pożegnanie – jak wiecie mama pracuje w sklepie, czasem w wiadomościach prywatnych wspominacie, że ją spotkaliście – oto komentarz dla tych, którzy spotkali, ale nie zagadali:
„Moi drodzy wiem, że wiele osób tu zagląda i czyta, ale nie zostawia po sobie śladu. Za to w pracy coraz więcej klientów życzy mi miłego dnia i pokazuje kciuka do góry:). Wtedy się śmieję, bo wiem, o co chodzi. Czasem ktoś chce zagadać, ale jest mu niezręcznie – a JA NIE GRYZĘ I GWIAZDĄ NIE JESTEM, więc dobre słowo i uśmiech mam dla każdego. Bo po prostu fajna ze mnie babka. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!”.

Zdjęcia: Pikolina

1