Taki Lajf!

Dlaczego imię dla dziecka wybrał za nas… pies?

Jak do tego doszło, o tym za chwilkę, bo najpierw opowiem Wam, jakie perypetie towarzyszyły tej niespodziewanie trudnej decyzji. 

Gdy jeszcze płeć nie była znała, mówiliśmy wszystkim, że dziecko będzie miało po prostu imię pasujące do obu płci – np. Alex – tak w duchu gender. „Niech samo sobie wybierze, czy będzie się czuło bardziej dziewczynką czy chłopcem, bo imię nie powinno tego w żaden sposób determinować” – mówiliśmy znajomym pół żartem, pół serio.

„Wielu rodziców nie zgadza się z rolami społecznymi, jakie przypisuje się kobietom i mężczyznom. Wybierając imiona, które mogą nosić zarówno chłopcy, jak i dziewczynki, dają swoim dzieciom pole manewru. Młode pokolenie dostrzegło w końcu, że płeć to kategoria umowna” – czytaliśmy w prasie. To tłumaczenie bardzo do mnie trafiało.

Ale później, gdy płeć już była znana, pojawiły się słodkie propozycje dla dziewczynek. Przyznaję, uległam im. Przechodziliśmy przez fazy zwątpienia i złości – bo jakiego imienia dla córki nie wybraliśmy, zawsze pojawiał się w naszym otoczeniu ktoś, kto rujnował cały tego imienia piękny obraz:

– Ale wiecie, że Oliwka to teraz najczęstsze imię dziewczynek w rodzinach, w których jest najwięcej rozwodów? – zapytał nasz przyjaciel, radca prawny zatrudniony w sądzie rodzinnym. W ten oto sposób słodka Oliwka stała się smutną Oliwią z rozbitej rodziny.

zudit_ciaza (4)

– Boże, na pewno Bianka? Ostatnio słyszałam, jak jedna paniusia wołała tak swoją małą psinkę, cziłałę! Nie krzywdźcie dziecka psim imieniem! – zniechęcała nas koleżanka. Od razu więc przypomniało nam się, że nasza kilkuletnia sąsiadka miała na imię Roksana – zupełnie tak, jak nasza urocza kundelka. Faktycznie, psu ludzkie imię raczej nie przeszkadza, ale tamtej dziewczynce do śmiechu wcale mogło nie być, gdy słyszała na podwórku: „Roksana, do nogi!”.

Potem był problem ze skojarzeniami – mi np. Ania kojarzyła się z tym, że w mojej redakcji dziewczyn o tym imieniu było chyba z pięć. Choć, gdy teściowa nas na nie namawiała, faktycznie miała rację mówiąc, że obiektywnie jest to bardzo miłe i przyjemnie brzmiące imię. Wiadomo, dla wszystkich staruszków świata ich dziecko wydaje się największym cudem, indywiduum, ideałem, itp., itd. Stąd taka waga przykładana do imienia: ale dasz zbyt oklepane – źle; za bardzo oryginalne – też niedobrze.

I jeszcze te sterotypy:

„Polakom źle kojarzy się m.in. Mariola, Zenon czy Nikola – wynika z badań psychologów. Które imiona zapewniają sukces w życiu? Okazuje się bowiem, że za 90 proc. imion nadawanych w naszym kraju idą stereotypy, które niestety decydują o tym, jak odbierają nas inni m.in. nauczyciele czy przełożeni w pracy. Co tym samym wpływa na to, jak będzie nam się układać w życiu”. „Jeśli chcemy, żeby imię naszej córki kojarzyło się z rzetelnością, to warto nazwać ją Bożenka. Powód? Jak wynika z wcześniejszych badań, Nicola, Oskar, Vanessa czy Dżastin kojarzą się z grupami o niskim statusie społecznym. – Rzeczywiście można powiedzieć, że tzw. grupy aspiracyjne do tych bardziej zamożnych wzorują się często, także przy wyborze imion dla dziecka, na serialach telewizyjnych. W końcu Nikola czy Jennifer to nie są imiona biblijne, ale telewizyjne”.

zudit_ciaza (1)
No właśnie, i co począć?

Kiedy wreszcie przestaliśmy reagować na opinie innych, zamartwiać tym, że nazwiemy dziecko imieniem czyjegoś psa, kiedy już nastąpił zupełny czilaut, zaczęliśmy walczyć między sobą. Karlos uparcie bronił kilku imion, które mi totalnie nie odpowiadały. Wciąż przeglądaliśmy razem internetowe księgi, statystyki tych najpopularniejszych nadawanych w ostatnich latach – stawiając na jakieś kompromisy. Kilkakrotnie więc padało konkretne imię, zatwierdzaliśmy je, po czym mijało kilka dni, i znowu klops. Przykładowo… Karlos wracał z pracy i informował: „wiesz co, moja koleżanka z pokoju też nazwała córkę Klara, więc odpada – zaraz będzie, że się nią sugerowaliśmy, co nie jest prawdą”.

I tak w kółko. Jakichś pięć pięknych imion odpadło, bo któreś z nas miało z nim problem. Zniechęcona, przedstawiłam nawet swój ostateczny argument: „Hej, przecież to ja się męczę w ciąży i ja rodzę, mam tu więcej do gadania!”. Co on tylko kwitował tym, że jest tatą i posiada pełne 50% głosów.

Imienia nie mieliśmy więc do siódmego miesiąca. Przyjaciółka pocieszała mnie: „nie martw się, my nie mieliśmy do samego porodu – a potem, jak po raz pierwszy spojrzeliśmy na synka, było wiadomo, że to mały Kubuś – chyba miał to wypisane na twarzy” – żartowała Aga z Buuby.pl.

zudit_ciaza (2)

Tylko że ja lubię mieć sprawy poukładane, a brak imienia (wiem, to irracjonalnie!) jawił mi się jako pierwsze matczyne zaniedbanie względem tego dziecka: „skoro nawet go nie nazwaliśmy, to może ono nas wcale nie obchodzi” – zamartwiałam się głośno.

I pewnej soboty, nieźle zirytowana, postawiałam K. ultimatum:

– Siadamy i wybieramy imię, nikt nie wyjdzie z tego pokoju, dopóki Dziewczynka nie będzie się jakoś nazywać! – biedny Karlos widział chyba, że doprowadził mnie do ostateczności. Ale jak na miłośnika planszówek przystało, zaproponował, żeby rzucać kostką. Na kartce spisaliśmy więc łącznie sześć imion (tyle, ile oczek na kostce) – po trzy typy jego i trzy moje.

– Okej, ale kto niby ma rzucać tą kostką? Ja chcę, żeby któreś moje imię wygrało, a ty na pewno nie wyrzucisz mi dobrze! – bulwersowałam się.

I wtedy z pomocą przyszedł pies… pinczerka Gucia, pełnoprawny członek naszej rodziny. Rzut kostką absolutnie należał do niej. Karlos wziął ją na kolana, obok położył kostkę, a Gucia strąciła ją na podłogę. W ten sposób wylosowała też imię, które na kartce zaproponował K. Taka tam zabawna rodzinna anegdotka pt. „pies cię nazywał” ;)

PS
Jak Wam wcześniej mówiłam, na blogu/w internetach, nie pojawią się zdjęcia twarzy czy imię dziecka. Młoda dama pozostanie więc po prostu „Dziewczynką” – wiem, że w pełni to rozumiecie. Postawiłam na jej prawo do prywatności, ale w pełni szanuję też mamy, które lubią się chwalić dzieciakami przed całym światem.

Zdjęcia: Pikolina

1