Mama Żudit

Mama Żudit: „Mózg wyłącza się smartfonem”.

To jest temat, który mnie ostatnio bardzo zbulwersował, bo okazuje się, że w dobie cyfryzacji nawet zwykły ludzki odruch staje się czynem bohaterskim, a nie czymś prostym i normalnym. 

Zdarza mi się czasem w telewizji obejrzeć relacje z odznaczania bohatera, który uratował komuś życie w jakiejś dramatycznej sytuacji. Później ta osoba skromnie mówi, że ona nic takiego nie zrobiła, bo każdy na jej miejscu zachowałby się tak samo. OTÓŻ NIE, NIE KAŻDY.

Życie pokazuje nam, że ktoś na oczach tłumu może się utopić, wykrwawić po wypadku czy urodzić dziecko na ulicy, a w tym samym czasie przechodnie jedynie stoją i się gapią… bo „coś ciekawego się dzieje”. Nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby pomóc, albo po prostu wezwać pogotowie, a co gorsza, wyciągają smartfony i kręcą filmiki, bo przecież „trzeba wrzucić coś ciekawego do sieci”.

O ile myślę, że zwierzęta i małe dzieci mają w sobie te naturalne odruchy pomagania czy przytulania, gdy ktoś płacze lub coś się złego dzieje, o tyle u wielu dorosłych ta cecha zanika. Każdy pilnuje tylko siebie. Boją się, bo albo nie potrafią pomóc, albo zwyczajnie mówią, że to nie ich sprawa. Mówię tu o tzw. zwykłych Kowalskich, a nie o ludziach, którzy zajmują się ratownictwem profesjonalnie.

Kiedy wyciągam gdzieś swój prywatny telefon, niektórzy śmieją się ironicznie, bo to maleńka komóreczka starego typu, a nie supernowoczesny smartfon z wieloma bajerami. Nikt chyba nie wie, że to moja świadoma decyzja. Nie chcę się uzależniać od kolejnego gadżetu jak te wielkie tłumy młodzieży… Internet mam w laptopie i to mi wystarczy.

Ostatnio trafiłam na program o ekstremalnych porodach w różnych najdziwniejszych miejscach świata. Tylko że tu nie samo rodzenie mnie zszokowało, ale reakcja otoczenia. Być może to zdarzenie jest nieprawdziwe, być może zmyślone na potrzeby programu, który ma po prostu wzbudzać silne emocje – nie wiem, nie wykluczam tego. Ale sądząc po mojej reakcji, twórcom tego odcinka udało się – byłam bardzo zbulwersowana!

IMG_2320

Młode kobiety mające urodzić twierdzą, akt narodzin jest zbyt intymny i wstydliwy, żeby tak po prostu wiele osób mogło go oglądać. Życie często pisze jednak własny scenariusz – nie taki, jak zaplanowaliśmy. Kiedy zaczyna się akcja porodowa, która szybko postępuje, może kobietę zaskoczyć w najdziwniejszych miejscach. Natura robi swoje i nie ma już czasu na wstyd i intymność. Dziecko pcha się na świat i nic go nie obchodzi. Podobnie było z kobietą z obejrzanego przeze mnie filmu.
Amerykańskie miasto w styczniowy dzień…. ZACZĘŁO SIĘ! Dwa tygodnie przed terminem. Dziewczyna była sama w domu, bo mąż daleko w pracy, a tu rozdzierające bóle zaczynają przeszywać jej brzuch. Zdążyła do niego zadzwonić i bach, telefon padł, a ładowarkę gdzieś wcięło. Jak tu zadzwonić po pomoc albo taksówkę? Wyszła więc na ulicę i przysiadając z bólu, co jakiś czas zaczęła wołać o pomoc. Przechodnie początkowo ją mijali i odwracali głowę. Odeszły wody, a kobieta aż przysiadła przy murku na zimnym chodniku przy kolejnym skurczu. Rozpaczliwie wołała o pomoc… a tu nic! Reakcja otoczenia była szokująca – wokół niej zebrał się spory tłumek i wszyscy jak jeden mąż wyciągnęli smartfony, ale nie po to, by wezwać pomoc, ale by kręcić filmiki. Stali jak zahipnotyzowani nad krzyczącą kobietą i nikt nie zareagował. Jakby ktoś na chwilę im mózgi wyłączył. Zawiesili się jak cyborgi. W środku miasta na zimnym chodniku i do tego w tłumie ludzi kobieta rodziła dziecko. Błagała o pomoc, ale oni wszyscy z wyciągniętymi smartfonami kręcili film do wrzucenia w sieć. Wyglądało to tak jakby rzeczywiście ktoś im telefonem mózgi wyłączył i pozbawił ludzkich uczuć.

W tym momencie dla tych ludzi filmik puszczany life do Internetu był najważniejszy. Taka tam gratka, coś się przecież działo. Gdyby nie fakt, że kobieta była w rajtuzach, rodzący się noworodek chyba uderzyłby w zimny beton miejskiego chodnika. Kilkadziesiąt osób miało telefon, a nikt nie wezwał pogotowia. Dla mnie to szok. Wyobraziłam sobie swoją córkę rodzącą na ulicy i te wielkie smartfony wiszące nad nią – aż mną zatrzęsło. Absurdalna sytuacja z telewizji z jednej strony mogła być śmieszna, ale i tragiczna w skutkach. Dopiero jakaś przypadkowa dziewczyna zareagowała po ludzku. Owinęła dziecko w swoją kurtkę i zadzwoniła po karetkę. Tamci dalej stali jak zaklęci z telefonami w ręku…
,,Taka akcja, będzie co puścić na Fejsie!”, Ktoś powiedział jeszcze: ,,Szkoda tylko, że jakaś wariatka wlazła mi w kadr”. Tymczasem ta wariatka uratowała życie dziecku, bo mogło umrzeć z hipotermii. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

IMG_2308
Ostatecznie młodą mamę i zdrowe dziecko odwieziono do szpitala.
Przedstawiona sytuacja była dość drastyczna, ale dzieci faktycznie rodzą się czasem w najróżniejszych miejscach i kobieta nie ma czasu na wstyd, skrępowanie czy intymność. Natura zadziałała błyskawicznie. Może teraz zbyt emocjonalnie zareagowałam, ale nie porody mnie szokują, tylko reakcje otoczenia. Wiem, że nieczęsto coś takiego się zdarza, bo to był skrajny przypadek, ale niestety coraz częściej zauważam, jak młode pokolenie „odczłowiecza się” pod wpływem nadmiaru technologii – zwykłe ludzkie odruchy stają się ostatnio bohaterstwem. Czy to normalne? DLA MNIE NIE!

Tekst: mama Żudit

Zdjęcia: Pikolina

1