nieCodzienność

Dopóki mamy plany, żyjemy!

W każdej udanej przyjaźni najważniejsza jest rozmowa. Tylko właśnie… są ludzie, z którymi łączy cię bliska więź, ale jednocześnie gdzieś z tyłu głowy masz tę myśl, że pewnych granic przekroczyć nie możecie. 
Miałam przyjaciółki od koncertów i Woodstocku, ale nie rozmawiałam z nimi np. o swoich marzeniach dotyczących kariery; miałam też takie, z którymi wesoło spędziłam całe studia, ale nie dzieliłyśmy się problemami rodzinnymi. Tak, jak zmieniały się wspólne etapy życia, kolejne koleżanki zbliżały się i oddalały. Z nielicznymi spotykam się po latach.
To jednak naturalne, bo z żadną z nich nie mam… wspólnego dziecka. Bycie rodzicami to relacja, w której nie ma miejsca na wstyd, krępowanie się, ukrywanie przed sobą czegokolwiek. Moje pierwsze dziecko pojawiło się na świecie 28. sierpnia 2014 roku. Jego drugą mamą jest oczywiście Kasia, znana Wam jako Pikolina. Wspólnego bloga prowadzimy już dwa lata, czasem wlewając weń 100% miłości i energii, innym razem, jak to zmęczeni życiem i pracą zawodową rodzice, wrzucając na luz, pozwalając sobie nieco odetchnąć. Jedno wydaje mi się jednak pewne – wspólnej strony internetowej nie mogłabym prowadzić bez dobrej relacji z drugą osobą. Tylko właśnie, nawet i przyjaźni jest tak wiele rodzajów – nie każda sprzyja codziennej pracy razem. Mimo że jestem w bliskiej relacji z młodszym bratem, z babcią, z koleżanką poznaną na zjeździe blogowym, to nie wiem, czy wytrzymałabym z nimi w zwykłym życiu, w sytuacjach, w których jestem od kogoś uzależniona. Jaka jest więc przyjaźń z Kasią? Mówiąc wprost – piękna i brutalna zarazem.

 

spotkanie-po-latach

Bez pardonu
Czasem czujemy, że pewnych kwestii lepiej byłoby z przyjaciółką nie poruszać. Na przykład przy koleżance, która od kilku lat stara się o dziecko lepiej nie żartować, że „u mnie zajście w ciążę poszło jak z płatka”. Przy takiej, która ledwo wiąże koniec końcem może lepiej nie chwalić się czwartą w tym roku wycieczką zagraniczną – chodzi o empatię – nie chciałabym takim gadaniem sprawić bliskiej osobie przykrości. Zupełnie inaczej jest w relacji z Pikoliną – to jedyna osoba w moim życiu, przy której mogę być do granic możliwości szczera, chwalić się głupotami, smucić, skakać z irracjonalnej radości, czasem docinać jej, a innym razem wysłuchiwać przytyków, ale zawsze być sobą. Nigdy nie stworzyła atmosfery rozmowy, w której czegoś nie wypada, w której za coś się obraża i nie wybacza. Rozmawiamy o tematach najbardziej drażliwych – jej małym wzroście, którego nie znosi, moim krzywym nosie, seksie, o tym, jak dzielimy blogowe pieniądze, polityce, kościele, ludziach, których ja lubię, a ona nie. Pozwala mi na tak brutalną szczerość, że nie ma w naszej relacji miejsca na tłumienie złych myśli.
Wspólnicy, w szczególności kobiety (które mają skłonność do ukrywania żalu) powinni sobie walić prawdę prosto z mostu. Tak dla oczyszczenia atmosfery. Do dziś pamiętam, stałyśmy na jakiejś blogowej imprezie. Ja z kimś rozmawiałam, a Kasia chciała już wracać, była zmęczona i sygnalizowała mi to. Mimo wszystko beztrosko jeszcze przeciągałam rozmowę. Po powrocie do hotelu usłyszałam: „Judyta, naprawdę mnie wkurzyłaś! Chciałam już kończyć imprezę, a ty i tak gadałaś sobie z tymi ludźmi w najlepsze. Ale już ci to powiedziałam i jest mi lżej. Kocham cię”. Tak właśnie rozmawiamy z Kasią. Czasem ona ma coś ze świetnego faceta. Nie daje miejsca na męczące niedopowiedzenia.

spotkanie-po-latach-gif (1)
Za taką właśnie, podobną szczerość i bezkompromisowy charakter cała Polska kocha przecież Dorotę Wellman. Dziennikarka, która nie boi się walić prawdy prosto z mostu, odbierana jest jako kobieta silna, a jednocześnie wyczulona na krzywdę ludzi i zwierząt. Kiedy więc dostałam propozycję zrecenzowania wywiadu rzeki z jej przyjacielem, w ciemno zgodziłam się, wiedząc, że się nie zawiodę.
„7 lat później” to książka podobnie, jak jej bohaterowie – dowcipna, inteligentna, nieprzebierająca w słowach. Dorota Wellman po siedmiu latach ponownie spotyka się z przyjacielem, profesorem chemii i znanym w wielu krajach pisarzem, Januszem L. Wiśniewskim. Tych dwoje łączy błyskotliwy humor, inteligencja i podobne patrzenie na sprawy polityczne. Twórca „S@motności w sieci” nie ugina się pod gradobiciem jej pytań – Dorota pyta o rzeczy dość niewygodne, kontrowersyjne, np. czy i dlaczego ten twórca bestsellerów wchodzi na portale erotyczne, czy pożądał kiedyś czyjejś żony, albo co jako naukowiec sądzi o in vitro. Są ze sobą szczerzy i nieskrępowani, łączy ich błyskotliwy humor.

spotkanie-po-latach2
Rozmówczyni wypytuje o kolejne sekrety pisarza – a to o pierwsze miłości, a to o rozwód i życie w Niemczech, a to o fanki na spotkaniach autorskich. Ale i on demaskuje kolejne nieznane fakty z życia uwielbianej przez wielu Doroty Wellman – np. zdradzając czytelnikom, jak „wykurzyła” pewnego księdza z kościoła na Ursynowie…
Dorota: „Ksiądz chciał w kościele robić alabastrowe okna. Jedno okno, a było ich sześć, kosztuje 200 tysięcy. Ilu osobom mógłby pomóc, zamiast wstawiać alabastrowe okna? Mam pod opieką w tej chwili 40 osób i to wszystko jest z moich i Krzysia [męża Doroty – przyp. Żudit] pieniędzy. W sklepie wiejskim jest puszka, w puszce moje pieniądze. Przychodzą bezdomni, przychodzą alkoholicy, którzy nie pracują, a coś jeść muszą, przychodzą wielodzietne rodziny. I teraz wyobraź sobie, że z naszej puszki żyje 40 osób, pod warunkiem, że nie kupią papierosów i alkoholu. Pani Wanda, która jest właścicielką sklepu, to kontroluje. Oni zamawiają, a pani Wanda odlicza sobie z tej puszki należność. Oni pieniędzy nie dotykają (…). Z tej pomocy korzystają np. wielodzietne rodziny, ale spośród nich tylko niektóre osoby znam z widzenia. Nie chcę wchodzić w relacje. Nie chcę, żeby oni byli uzależnieni, żeby mi musieli dziękować”.
„(…) na Ursynowie prosiłam księdza o pomoc w sprawie bezdomnych. Ksiądz powiedział, że on wszy sobie na parafię sprowadzać nie będzie. To ja powiedziałam: Wiesz chuju, gdzie są drzwi? Tam. A jeśli nie ruszysz się w tej chwili, to cię psem poszczuję”.

spotkanie-po-latach4
To jeden z moich ulubionych fragmentów, sto procent Doroty Wellman!
Drugim ukochanym cytatem z „7 lat później” jest ten: „Dopóki mamy plany, żyjemy” – bardzo pasuje także do mojej i Kasi relacji, bo zawsze patrzymy w przyszłość, planując, co jeszcze dobrego razem wymyślimy.

Oficjalna premiera książki dopiero 31.września, ale przedsprzedaż już wystartowała; możecie ją kupić na stronie wydawnictwa Znak literanova.

Zdjęcia: Pikolina

spotkanie-po-latach3

1