Mama Żudit

CHOINKA Z KIEŁBASĄ I OWOCAMI – wesołe niech będą święta!

Mama Żudit: Pewnie pomyślicie, co ja znowu wymyśliłam z tą kiełbasą na choince. To nie jest mój wymysł, ale bardzo stara historia, a właściwie… być może pierwsza tradycja związana z choinką. 

Nie wiem, czy ktokolwiek z Was wie, skąd się to wzięło, że przed świętami wszyscy hurtem ubierają sosny, świerki i inne iglaki. W miastach i galeriach handlowych jest totalne szaleństwo świątecznych iluminacji. Nawet prywatne domy są ubierane w światełka. Nieważne, ile to prądu żre, w święta trzeba się pokazać. Im więcej wymyślnych ozdób, tym lepiej. Tak jest teraz przeważnie w miastach, ale ta prawdziwa tradycja wywodzi się ze wsi i początkowo drzewko świąteczne spełniało zupełnie inną rolę. Otóż jest to historia, na którą trafiłam w jakiejś starej książce i wywodzi się z przełomu XVIII i XIX wieku, kiedy to polska wieś to były wielkie folwarki należące do właścicieli ziemskich. Oczywiście na tych wszystkich hektarach pól pracowali chłopi pańszczyźniani, którzy mieli swojego pana i zarządcę. Szlachcie się dobrze wiodło, a chłopi klepali biedę, jak to zwykle bywało. Jednakże zawsze w święta Bożego Narodzenia był zwyczaj zapraszania przez właściciela folwarku wszystkich swoich chłopów na poczęstunek. Nie zmieścili by się wszyscy w dworku, więc ktoś postanowił ubrać drzewo na placu, a na nim powiesić wszelkie jadło, jakie wtedy było, czyli mięsiwo (także kiełbasy), owoce, pieczywo i coś słodkiego dla dzieci. Chłopi mieli więc swój świąteczny poczęstunek. Chyba to właśnie wtedy powstało powiedzenie: ,,POZNAJ CHAMIE ŁASKĘ PAŃSKĄ”.

zudit1

Po wielu latach ta tradycja zanikła, a na choince zaczęto wieszać samodzielnie zrobione ozdoby ze słomy, kolorowego papieru, łańcuchy klejone przez dzieci i słodkie pierniki. Dmuchane, szklane bombki ręcznie malowane powstały wiele lat później. To tyle starych historii. Teraz są różne mody na ozdoby choinkowe, ale mnie najbardziej się podobają kolorowe oryginalne figurki, a nawet włochate bombki, których mam parę sztuk. Tylko co zrobić, jeśli nie mamy ładnych ozdób, a czymś to drzewko trzeba przybrać? Potrzeba jest matką wynalazku. Pamiętam, że ubrałam kiedyś pięknie drzewko bez użycia ani jednej bombki – to było w takim małym sklepie, w którym wiele lat temu pracowałam. Nie dosyć, że było ładnie, to jeszcze pachnąco i każdy klient mówił: „łaaaał”. Wzięłam wtedy maleńkie mandarynki, ponawlekałam na nitki i w każdą wbiłam kilka pachnących goździków. Do tego parę starych szyszek pomalowanych lakierem do paznokci, kilka cukierków, trochę waty zamiast śniegu i orzechy włoskie oblepione złotkiem. Całość spryskałam brokatem z lakierem do włosów i gotowe. NIBY NIC, A OKO CIESZY.

file000187323947

W naszym domu natomiast od wielu lat choinkę ubieramy dzień przed Wigilią, wieczorem. Stawiam drzewko na środku pokoju, żeby wszyscy mieli do niej dojście. Koniecznie włączamy kolędy i wspólnie wieszamy ozdoby. Mamy taki zwyczaj, żeby w tym czasie wspominać jakieś dawne rodzinne historie. Jeden przez drugiego coś opowiadamy i się śmiejemy, a między nami plączą się zwierzaki – 3 koty i pies, bo one też polują na ładniejsze bombki.

file1631240703910

Ostatnio moje dorosłe dzieci kompletnie mnie zaskoczyły, że aż siadłam z wrażenia i się wsłuchiwałam w ich opowieści, których dotąd nie znałam. Opowiadały, jak to się kiedyś rozrabiało i jakie numery robiło, a mama o tym nie miała pojęcia. W tym zamieszaniu zawsze się zdarzy, że coś z ozdób spadnie i ktoś to podepcze albo kot w zębach ukradnie. Wtedy się na ogół mówi: „EEEE, TO NIC, STARA BYŁA”. Później drzewko się przesuwało w kąt pokoju, gasiło światło i włączały lampki. Raptem wszyscy milkną i pierwsze świąteczne: „ŁAŁ, ALE PIĘKNA”, aż trudno oko oderwać. Mnie się wtym momencie raptem przypomina, że sernik mam w piekarniku i galopem gonię do kuchni, żeby się nie spaliło. Takie to nasze świąteczne zamieszanie…

Ciąg dalszy nastąpi już wkrótce.

Tekst: Mama Żudit

Zdjęcia: Pikolina, Morguefile