Zakazane tematy

Karmienie piersią. Pokaż mi swój biust, a powiem ci, jaką jesteś matką

karmienie piersią

Dobra mama biust ma sflaczały i „obwisły”, zaś zła: pełny i jędrny. Tutaj oczywiście żartuję, zaczęłam tak, by przyciągnąć waszą uwagę. Do rzeczy więc: karmienie piersią: TAK czy NIE?

Ten tekst ma na celu pokazanie dwóch toksycznych skrajności w powyższym temacie – zaraz przekonacie się, co mam na myśli.

Odkąd jestem „w targacie”, widzę wszystko dokładniej. Wszystko, to znaczy tak modny powrót do natury, jeśli chodzi m.in. o poród (najlepiej domowy, żadnych znieczuleń ani sztucznej oksytocyny) i karmienie piersią – oczywiście jak najdłużej. Owszem, to wszystko jest fajną wizją, sama się na nią nastawiałam, ale wyszło jak wyszło. Czy gorzej? Pewnie nie, bo moja córka urodziła się zdrowa i od razu dostała tony miłości i ciepła od rodziców, co dla niej było najważniejsze. Urodziłam jednak przez cesarskie cięcie, a moje dziecko w drugiej dobie życia dokarmiono mlekiem sztucznym, bo w szpitalu nie było banku mleka, a ja w tym czasie walczyłam o laktację. Dziś nie mogę więc powiedzieć, że córeczka była karmiona wyłącznie piersią, ponieważ ten incydent w szpitalu niestety miał miejsce i nic tego nie zmieni.

Tylko że chciałam tu Wam napisać o dwóch skrajnościach, w których tkwi wiele współczesnych mam: mianowicie o psychicznym terrorze, jaki czułam, i który w szpitalu wpędził mnie niemal w depresję (wypłakiwałam oczy z myślą w głowie: „koniecznie karm piersią, w przeciwnym razie będziesz złą matką, przegrańcem!”) oraz skrajności w drugą stronę, nastawieniu: „nie chcę karmić piersią, bo to jest takie <<fe!>>”.
Jestem po stronie promotorów karmienia mlekiem mamy i uwierzcie, były dni, że wypłakiwałam oczy i zaciskałam zęby, starając się, by to mleko w końcu się pojawiło. Walkę wygrałam. Tylko do dziś zastanawiam się, co działoby się w mojej głowie, gdybym jednak musiała karmić mlekiem sztucznym. Czy miesiącami czułabym się gorsza/przegrana?

(A tu poniżej w roli miłego przerywnika nasza Magnolia, promująca karmienie piersią, mama czwórki:)

karmienie piersią

Ostatnio coraz silniej dostrzegam w zjawisku ciąży i macierzyństwa psychiczny terror – parcie społeczeństwa, by kobieta przyjmowała pewne wzorce. Dopiero „po wszystkim” (czytaj: po porodzie) widzę, że też płynęłam z tą falą. „Przyszła mama ma urodzić naturalnie, bo to jest najzdrowsze dla dziecka”. „Ma karmić piersią, bo to najlepszy dla niego prezent”. Pełna zgoda! Bardzo tego wszystkiego chciałam, a chęci te pogłębiały kolejne mądre lektury pisane przez światowych guru położnictwa. Ale gdy się nie udało, zaczęłam intensywnie myśleć, czy moja córka faktycznie jest przez to nieszczęśliwa. Raczej nie, bo dostaje ode mnie tony ciepłych emocji i czułości – jest widocznie radosna i ukontentowana – codziennie manifestuje to głośno.

Tylko że ten psychiczny terror, to parcie społeczeństwa sprawiły, że pierwsze dwa tygodnie z dzieckiem, nic, tylko płakałam i obwiniałam się – „za wyciągnięcie Jej z brzucha” przez lekarzy, za tę butelkę z „mlecznego pokoju”.

Dziś pora, bym powiedziała temu wszystkiemu: „dość!”. Na świecie jest zbyt wiele wrażliwych kobiet, które obwiniają się o sposób urodzenia dziecka („bo cesarka to nie prawdziwy poród”) czy o brak laktacji. Moja doula, Zuza, powiedziała mi, że złą matką wcale nie jest kobieta, która próbuje, stara się i mimo to coś jej przy dziecku nie wychodzi, ale ta, która szkodzi maleństwu w sposób umyślny.

Drugi niebezpieczny kierunek w laktacyjnym świecie: zadziwiająca ignorancja wśród wielu współczesnych matek. 

To nie są już czasy naszych mam i babć, gdy z braku dostępu choćby do książek, wszystko robiło się „na czuja”, kierując się tylko i wyłącznie macierzyńskim instynktem lub czyimiś radami. Dlatego do stwierdzenia mojej douli dodałabym jeszcze zdanie: dziś złą matka jest ta, która w czasach nieograniczonego dostępu do wiedzy – czy to o wychowaniu, czy o pielęgnacji itp., nie czyta, nie chce się dowiadywać, szukać informacji, po prostu wszystko to ignoruje. (Nie kwestionuję tu instynktu macierzyńskiego, który oczywiście bywa nieomylny; chcę napisać o mleku mamy).

karmienie piersią

Otóż ostatnio na Facebooku trafiłam  do pewnej grupy matek, które codziennie dyskutują na różne tematy. Zazwyczaj ich rozmowy są ciekawe, zawsze kulturalne i dowcipne. Ale kilka dni temu jeden wątek wprost powalił mnie na kolana… mianowicie pewna młoda mama napisała:

-Dziewczyny, pomóżcie, powiedzcie, czy to ja jestem taka dziwna, czy jest was więcej… otóż jestem w ciąży i brzydzę się karmić piersią, dla mnie sama myśl i widok tego są obleśne, chcę od razu zrezygnować z kp na rzecz butelki.
Wątek bardzo mnie zaciekawił – już szykowałam popcorn na lekturę dziesiątek komentarzy „laktacyjnych terrorystek” w stylu: „jak śmiesz tak mówić, mleko matki to najlepszy prezent dla dziecka!” itd. W tym sporze byłabym raczej po ich stronie.

Tymczasem… co najmniej się zdziwiłam. Oto, jakie w tej rozmowie padały odpowiedzi:
– Normalka, mnie też to brzydziło, więc przestawiłam się na bardziej estetyczną butelkę, nie trzeba się zakrywać, chować po kątach – pisała, powiedzmy, Małgosia.
– Daj spokój, ja od razu postanowiłam nie karmić piersią, bo mój partner już w ciąży nie chciał uprawiać ze mną seksu, bo miałam ten wielki brzuch, toteż nie chciałam mieć dodatkowo obleśnych, wiszących cycek, które by go odrzucały, więc od razu szła butla – stwierdziła Magda.
– Mi się nie chciało męczyć, bo w nocy przy kp wstawałabym sama, a tak, na zmianę z mężem robiliśmy butelkę. Dzieci mają już po kilka latek i jakoś specjalnie nie chorowały, BEZ PRZESADY, są zdrowe – zauważyła Iwona.
I tu się zatrzymałam.
Bo naraz przypomniały mi się smutne opowieści koleżanek, które wszystkimi wskazywanymi przez doradców laktacyjnych sposobami walczyły o mleko, a mimo wszystko kp się nie udawało. Pamiętam załamanie i łzy, że „to czyni je złymi matkami”. I teraz ta druga skrajność: są kobiety, które z laktacją problemu nie mają, ale po prostu: nie chce im się w nocy wstawać, albo boją się o wygląd swoich cycek.

Kiedyś, jako bezdzietna, liberalna dziewczyna powiedziałabym: „to ich prawo i nikt nie może się wtrącać do takiego wychowania”. Dziś, – wybaczcie mi – jako totalnie zakochana matka ufnej i bezbronnej dziewczynki, stoję po stronie wszystkich niemowląt: chciałabym, aby żadnemu z nich nie zabrakło tego najlepszego z możliwych pokarmu. Oksytocyna i tkliwość sprawiają, że mogłabym, jak Hafija, „wykarmić piersią tysiące dzieci”.

To pojawiające się w dyskusji zdanie: „karmiłam sztucznym mlekiem i jakoś nic się dzieciom nie stało” pokazuje pewną ignorancję. Mamy, które mogą karmić, ale nie chcą, powinny przeczytać chociażby ten tekst: Mleko modyfikowane – bomba z opóźnionym zapłonem. (Wycinek z owego artykułu poniżej:)

karmienie piersią
Wydaje mi się oczywiste, że dziewczyny z tej grupy dyskusyjnej z jakiegoś powodu zignorowały lekturę choćby tekstów w Internecie, nie mają podstawowej wiedzy o mleku matki, które w cudowny sposób ich inteligentne ciała produkują. Wielka szkoda, serio!

Dlatego, Mamy karmiące, w tym świecie laktacyjnych skrajności proszę Was o znalezienie złotego środka. Nie dajcie sobie wmówić, że karmienie mlekiem sztucznym (bo niestety nie udało się inaczej) sprawia, że jesteście gorsze – na pewno nadrabiacie to miłością. Ale też, gdy są możliwości – w tej krótkiej przygodzie z niemowlęctwem dziecka nie ignorujcie cudownych właściwości, które ma Wasze mleko. Karmcie, bo żadne dobre i „estetyczne” seksy z facetem nie są warte zdrowia Waszych dzieci!

A pisałam to ja, umiarkowana laktacyjna terrorystka!;)

Zdjęcia: Pikolina