Zakazane tematy

Dziewczyna z burdelu

Mail, który kilka dni temu dostałam od Moniki, wstrząsnął mną. Był odpowiedzią na blogowy wpis „Czy patologiczne dzieciństwo decyduje o dalszym życiu?”. Jak bardzo ojciec-tyran i jego wychowanie przez przemoc fizyczną i psychiczną wpłynęły na młodą dziewczynę, przeczytacie w dzisiejszej rozmowie. 

A mowa tu o ojcu, który szesnastolatce wydzielał pieniądze na podpaski, który swoją córkę, po tym, jak odkrył jej konto na zwykłym portalu randkowym, nazywał „internetową prostytutką”, ojcu, który bił tak, że blisko było zakatowania na śmierć. Monika szuka ucieczki. Wolność, akceptację i ciszę, której nie ma w domu, odnajduje w burdelu. Jak sama mówi, wcale nie wstydzi się tego słowa, a nawet zastanawia, dlaczego większość dziewczyn boi się go używać. Rozmawiałyśmy mailowo przez kilka dni. Najpierw o własnych życiowych doświadczeniach rodzinnych, potem tworząc ten wywiad. Dziś Monika ma kochającego męża i dwójkę dzieci, pracę na „mieszkaniówce” porzuciła kilka lat temu, gdy poznała swojego faceta.
Monika: Na początku chcę tylko powiedzieć kilka słów do czytelników. Miałam ciężkie dzieciństwo, które w pewien sposób mnie złamało. Wiem, że pewnie wielu ludzi doznało większej krzywdy niż ja, ale pamiętajcie, że nie możecie umniejszać mojej krzywdy dlatego, że wasza była większa. Krzywda to coś niewymiernego, niepoliczalnego. Nie da się jej sklasyfikować. Różni są ludzie i sytuacje, które popychają ich do pewnych rzeczy. Więc proszę, nie hejtujcie i nie osądzajcie mnie przez swój pryzmat.
Żudit: Wierzę, że każda dziewczyna, która trafia do burdelu, wcześniej w swoim życiu przeszła coś bardzo złego – czy to znęcanie się przez ojca, czy to życiową traumę, śmierć kogoś bliskiego, i wydaje mi się, że to niedowartościowanie pcha je w ramiona nawet tych najbardziej obleśnych facetów. A jak Ty to widzisz? Może wcale nie trzeba życiowej traumy, a wystarczy „jedynie kochać seks”?
Ja trafiłam do burdelu (śmieszy mnie, że dziewczyny się oburzają, kiedy ktoś używa tej nazwy), bo nie miałam wyboru. Kiedy ojciec wyrzucił mnie z domu nikt, absolutnie nikt nie podał mi ręki. Nie miałam pieniędzy, ani miejsca, żeby gdziekolwiek przenocować, więc dla mnie wybór był oczywisty. Albo „mieszkaniówka”, albo spanie na klatkach schodowych/dworcu. Oczywiście dalej mogłam pracować na własny rachunek, ale z torbą podróżną rzeczy i moim małym majątkiem ciężko by było złapać klienta. To, że jakaś dziewczyna przeżyje życiową traumę, oczywiście nie znaczy, że na pewno trafi do burdelu. Co do kochania seksu? Nie, raczej nikt nie bierze kasy za swoje usługi, bo lubi to robić. Pracowałam z dziewczyną, która miała pięcioro rodzeństwa (ona była najstarsza, miała 18 lat), rodzice alkoholicy. Chciała się uczyć, ale wiedziała, że rodzeństwo jej potrzebuje. Po szkole przychodziła na 5-6 godzin, dorabiała i wracała do domu. W takiej sytuacji się znalazła i nie widziała dla siebie innego wyjścia, dlatego zaczęła robić to, co robi. Oczywiście mogła iść do MOPS-u czy innej instytucji, ale jaka była szansa na godne życie w bidulu? Inne wyjście to życie na czyjejś łasce albo niełasce. Dla mnie to tak jakby pogodzenie się z byciem ofermą życiową, życie na czyjejś łasce jest gorsze niż praca w burdelu.

beautiful girl walks in the lush garden dressed in a wreath

Piszesz: „chciałabym prostytucję zrzucić na karby mojego młodego wieku albo problemów z życiem rodzinnym, ale prawda jest taka, że takie życie mi odpowiadało. Teraz nie mogę rzucić wszystkiego i wyjechać, a uwierz, że chciałabym czasami”. Do czego, oprócz dużych pieniędzy, tęskni się w tej pracy najbardziej?
Do niezależności i spokoju. To są dwie rzeczy, które dawała mi praca na mieszkaniówce. Mieszkałam z dziewczynami, które były pokojowo do siebie nastawione i nie było awantur czy bitek (słyszałam, że czasami w innych mieszkaniach tak bywało). Każda z nas wykonywała swoją pracę, sprzątała, prała, gotowała. Kiedy siedziałyśmy w kuchni w oczekiwaniu na klienta, mogłyśmy robić cokolwiek, czytać książkę, „internetować”, pogadać czy chociażby dziergać na drutach. Pieniądze dawały mi poczucie tego, że nie muszę nikogo o nic prosić, mogę sama decydować o sobie, a spokój to było to, czego nie miałam w domu, dlatego tak bardzo ceniłam popołudnia w ciszy. Jedna kobieta, u której pracowałam, poznała moją historię. Rozpłakała się i zapytała, co za matka pozwala na takie traktowanie swojego dziecka i pracę „na ulicy”. A moja matka nigdy nie stanęła w mojej obronie, patrzyła tylko z wyrazem potępienia – nie, nie na katującego mnie ojca, ale na mnie.

O sobie mówisz: „Jestem dzieckiem z patologii, któremu się nie udało. Nie mam domu, nie mam wykształcenia, nie mam dobrej pracy. Po części na swoje życzenie, po części z powodu domu, w jakim się wychowałam”. Ale przecież udało Ci się – mąż, dwójka dzieci – czy to nie jest szczęście? Jak dziś definiujesz szczęście?
Nie definiuję szczęścia ilością urodzonych dzieci. Zamążpójście to też nie był szczyt moich marzeń, powiedziałabym nawet, że była to pozycja ostatnia na mojej liście rzeczy do zrobienia. Szczęście to coś niewymiernego. Nie potrafię powiedzieć, czym dla mnie jest, bo nigdy nie byłam tak bardzo szczęśliwa, żeby wiedzieć, że to właśnie już. Rodzina i małżeństwo daje mi pewną stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, ale nie jest to szczyt moich możliwości jeśli mogę się tak wyrazić. Dziś myślę, że szczęście to po prostu życie bez tajemnic.
Z jednej strony mówisz, że sama może i tęsknisz za tą pracą, bo masz chwile, że chciałabyś wrócić, a z drugiej – że gdyby ktoś zapytał Cię o zdanie, odradziłabyś tej profesji. Dlaczego?
Żeby się prostytuować, trzeba się w pewnej części pozbyć szacunku do siebie. I chociaż w kontekście tego, o czym rozmawiamy może to zabrzmieć komicznie, trzeba mieć „twardą dupę”. Bo nigdy nie wiesz, na kogo trafisz. Zazwyczaj faceci są spoko, ale mogą się zdarzyć tacy, którzy naplują Ci w twarz, będą chcieli czegoś więcej, niż to, co jest ustalone i jeśli im tego nie dasz, wezmą sobie siłą. Jeśli pracujesz na mieszkaniówce masz ten komfort, że w pokoju obok jest ktoś, kto zawsze zareaguje i pomoże w razie problemów. No, ale tak szczerze, naprawdę można się załamać po ciężkim dniu, w którym kumulują się te wszystkie beznadziejne przypadki. Nie każda dziewczyna ma na tyle silną psychikę, żeby na drugi dzień chcieć robić to znów. A ja nie chciałabym mieć takiej dziewczyny na sumieniu. Jeśli pozbywasz się pewnego szacunku do siebie, zawsze umiera jakaś twoja część, bezpowrotnie. Nie każdy potrafi tak żyć, czasami świadomość sprzedania się ciąży przez całe życie i siada na psychikę.

beautiful girl walks in the lush garden dressed in a wreath

„Wielu ludzi nie rozumie, dlaczego ktoś robi to, co robi. Uważają, że te dziewczyny są głupie, nie mają ambicji, nie szanują się. Tak nie jest. Prawda jest z goła inna”. Opowiedz o niej, proszę.
Ludziom się wydaje, że tak pracują tylko głupie puste lale, które potrafią kręcić tyłkiem i nic poza tym, ale praktycznie wszystkie dziewczyny, które spotkałam, miały większe aspiracje niż seks za kasę. Niektóre dorabiały na studia, inne pomagały rodzinie. Ja też miałam ambicje, by pójść na studia. Marzyłam, by zostać ekspertem w jakiejś wąskiej dziedzinie prawa i być naprawdę najlepsza. Dziewczyny pracujące w burdelach często miały trudny start i brak możliwości innej pracy. Oczywiście ktoś może powiedzieć: idź „na kasę” pracować. Ale, jeśli jak ja, dosłownie zostajesz na ulicy bez pieniędzy, nie masz za co wynająć pokoju czy chociażby łóżka w jakimś schronisku młodzieżowym, nie masz nikogo, kto by Ci pomógł, to co masz zrobić? Żyć na ulicy? Dla mnie lepszą opcją był burdel. Co powstrzymało mnie, by w tamtym czasie zacząć studia? Szczerze? Nie wiem. Może strach, że ktoś się dowie, jak pracuję i już nigdy nie skończy się to upokarzanie mnie? A może żyło mi się na tyle wygodnie, że na chwilę odechciało mi się starać. Nie oszukujmy się, zarabiałam więcej niż średnia krajowa.
Gdy czytam, jak okrutny był dla Ciebie rodzony ojciec, widzę chorego z nienawiści faceta, który własną córkę każdego dnia poniża, obraża, wyśmiewa, bije i wydziela każdą złotówkę. Co typowe w takich sytuacjach, on nawet nie widzi, że Cię krzywdzi. Najpierw ojciec, potem „obleśni klienci” – nie miałaś nigdy dobrego wzorca relacji z facetami – jak więc wybrałaś dla siebie męża i ojca dla swoich dzieci? Jaki on jest?
Żeby zrozumieć, jak bardzo upokarzana byłam w domu, przytoczę tu jedną z wielu sytuacji: pewnego razu nie chciałam posprzątać toalety. Nie dlatego, że się brzydziłam, ale dlatego, że poza mną w domu mieszkało jeszcze pięć osób i to było niesprawiedliwe. Ojciec zabronił mi więc korzystać z toalety i skrupulatnie tego pilnował. Niby nic wielkiego, ale płakać mi się chciało, jak zimą przy -20 stopniach musiałam iść załatwić się na dwór. W XXI wieku. Fakt, klienci byli obleśni, bo byli starzy i nie grzeszyli urodą, ale oni płacili, robili to, co mieli robić i wychodzili. Nie robili mi krzywdy. Co do mojego męża. On jest zgoła inny od ojca. Troskliwy, pracowity, nie wyrzuca mi ”gorszych” dni, nie wydziela pieniędzy. To jest taki mężczyzna, o jakim marzyłam. Spotkaliśmy się przypadkiem i tak zostaliśmy. To nie ja wybrałam go. To on wybrał mnie. Mój ojciec, jak każdy tyran, dziś powiedziałby, że nic nie zrobił, poza wprowadzeniem w życie swoich zasad, a skoro byłam jego dzieckiem, mógł mnie karać jak mu się podobało. Pytasz, czy mój mąż wie o przeszłości…. Nie, ale przypadkiem prawie się dowiedział, jak pracowałam na mieszkaniówce w Anglii. Wiem jednak doskonale, że na pewno by mnie zostawił, bo zdrada to dla niego najgorsze, co można zrobić swojemu partnerowi. Ja jednak nie uważam takiej pracy za zdradę. Podchodzę do tego na zasadzie „praca to praca”, jak ją kończę (czyli kończę dzień) odcinam się bardzo grubą linią od tego, co tam jest.

beautiful girl walks in the lush garden dressed in a wreath

Wiesz, mam jakąś irracjonalną potrzebę chronienia innych – kiedy na trasie w okolicach Warszawy, lub będąc w Holandii, widziałam kuso ubrane dziewczyny zaczepiające kierowców, chciałam się zatrzymać, przytulić je, zabrać ze sobą. Tylko że tym dziewczynom wcale nie trzeba litości jakiejś paniusi z auta. Jak myślisz, czego potrzebowałyby, jeśli chodzi o wsparcie psychologiczne, co podniosłoby je na duchu?
Nigdy nie pracowałam na ulicy – dla mnie to było dno dna. Podejrzewam, że gdybyś się zatrzymała i chciała im pomóc, naplułyby Ci w twarz i zwyzywały. W 90% przypadków dziewczyn nikt nie zmusza do pracowania w ten sposób, one same wybierają taką, a nie inną drogę. Jeśli chodzi o mnie w tamtym czasie… Może gdyby ktoś mi pomógł albo chciał wyciągnąć pomocną dłoń, pewnie bym skorzystała. Mimo że byłam pełnoletnia, wciąż byłam jeszcze zagubionym dzieckiem. Myślę, że dziewczynom z burdeli nie trzeba psychologa ani innej pomocy. Im zazwyczaj potrzeba po prostu pieniędzy, więc ja bym przejechała obok nich obojętnie, bo Ty sama nic byś nie zmieniła.

 

„Żeby robić to, co robiłam ja, trzeba mieć mocną psychikę. Kiedyś przyszła do nas na mieszkanie dziewczyna, która po pierwszym kliencie się popłakała i uciekła. Nigdy nie wróciła. A my, które byłyśmy tam na stałe? Załatwiałyśmy sprawę i wracałyśmy kończyć np. obiad”. Opiszesz taki zwykły dzień z życia na „mieszkaniówce”?
Wstawałyśmy około 8-9. Sprzątałyśmy „spanie”, szłyśmy się myć. Do tej pory śmieszy mnie jak ktoś mówi, że prostytutki są brudne. Tam gdzie ja byłam, dziewczyny myły się przed i po kliencie, a i badania robiło się raz w miesiącu. Żadna z nas nie chciała mieć syfa. Po prysznicu ubierałyśmy się w roboczy strój, na to zazwyczaj jakiś dres. Jadłyśmy śniadanie, sprawdzałyśmy telefony, maila, portale, na których były oferowane nasze usługi. Jeśli rano nie było klientów, zajmowałyśmy się porządkami w mieszkaniu, robieniem paznokci czy przedłużeniem rzęs. Niektóre dziewczyny ćwiczyły, inne zajmowały się swoimi sprawami. Kiedy przychodził klient, zrzucałyśmy dresy i wychodziłyśmy do niego. Jeśli wybierał mnie, szłam z nim do pokoju, brałam pieniądze i wysyłałam go pod prysznic, żeby się umył. Ja w tym czasie zanosiłam kasę do kuchni, zapisywałam, ile wzięłam (na koniec dnia było rozliczenie, pieniądze dzieliło się pół na pół). Kiedy gość się umył, wykonywałam swoje obowiązki i odprawiałam go z kwitkiem. Później szłam się umyć i sprzątałam po sobie pokój. Trzeba było uważać, żeby klienci się przypadkiem ze sobą nie spotkali. I tak w kółko do wieczora. W międzyczasie jadłam obiad, czytałam książkę albo siedziałam bezczynnie. Wieczorem rozliczałam się z dziewczyną, która to ogarniała. Czasami piłyśmy piwko, gadając do późnych godzin, a czasami szłyśmy od razu spać. Praca w burdelu to w zasadzie rutyna. Czasami któraś z dziewczyn jechała na noc i wracała nad ranem. A następnego dnia cały ten cyrk jechał od nowa. Łączny czas, jaki spędziłam na mieszkaniówkach to około pół roku. Pieniądze wydawałam na głupoty. Drogie jedzenie, ubrania, drogie kosmetyki, gadżety. Kupowałam to wszystko, czego nigdy nie miałam w domu.

beautiful girl walks in the lush garden dressed in a wreath

Na koniec Monika przyznaje:

 

dziś z rodzicami praktycznie nie mam kontaktu. „Na początku dzieci kochają swoich rodziców, potem ich osądzają i – bardzo rzadko lub wcale – wybaczają im”, ja jestem gdzieś między wybaczeniem a nienawiścią. Chciałabym kiedyś usłyszeć, że popełnili błąd i przepraszają, ale wiem, że to się nigdy nie stanie. Co ciekawsze, mój ojciec dziś (jakby to w ogóle było jego zasługą) chwali się innym, że mam męża, dzieci, skończyłam szkołę i niedługo zaczynam kolejną, choć sam nic dla mnie nie zrobił. Nie wiem, czy kiedyś będę miała z nimi dobre relacje i czy w ogóle chciałabym tego.

Zdjęcia: Freepik