Mama Żudit

Wizyta u optometrysty, czyli co łączy moją mamę ze znaną gwiazdą TV.

Mama Żudit: dotąd miałam sokoli wzrok – nawet książki czytałam zawsze drobnym maczkiem… ale koło 50-tki wszystko zaczęło się pogarszać. Posypało mi się zdrowie, a razem z nim i jakość widzenia. Przyczyn było kilka: 
nadwerężyłam oczy w pracy na kasie, w której trzeba wbijać małe cyferki kodów; czytałam sporo książek. Doszły jeszcze wszystkie zmiany hormonalne towarzyszące menopauzie. O tym, że powinnam w końcu zadbać o swój wzrok, ostatecznie przekonali mnie znajomi: zaczęli mi mówić, że w ogóle nie poznaję ich na ulicy. Nie było więc rady, musiałam zainwestować w okulary, oraz, oczywiście – w piękne, kolorowe oprawki, które dla mnie są niemal jak biżuteria.

Świetnie się więc złożyło, gdy jakiś czas temu odezwała się do nas marka HOYA, producent soczewek okularowych, z propozycją zadbania o wzrok mojej mamy. Wiedziałam, że Magnolia się ucieszy: po pierwsze, zrobi sobie bardzo szczegółowe badanie wzroku u optometrysty, a po drugie: wybierze nowe oprawki i stanie się trochę jak ta gwiazda telewizyjna:
– Od lat podziwiałam Agatę Młynarską: to prezenterka, która niemal na każdym wystąpieniu lub zdjęciu ma inne oprawki, dobrane idealnie pod kolor ubrania. Przy zakupie moich pierwszych par okularów sama też w ten sposób zaczęłam je wybierać: by pasowały do koloru ulubionych bluzek.

Przy badaniu mamy, na które umówiliśmy się w salonie optycznym (klik) w Augustowie, najbardziej interesowały mnie dwie kwestie: czym właściwie różni się optyk od optometrysty oraz czy prawdą jest, że wzrok pogarsza nam się wraz z wiekiem i przebytymi chorobami. Na moje pytania odpowiedziała Joanna Obrzud, optometrystka z Zakładu Optycznego E. Niezgoda i J. Obrzud:

– Mianem optyka określa się zawód osoby, która wykonuje okulary. Natomiast optometrysta zajmuje się refrakcją, czyli badaniem i korekcją wad wzroku, a także terapią wzrokową. Kiedy np. oczy ustawiają się w nieprawidłowy sposób, może polecić ćwiczenia, które to ustawienie poprawią. Okulista natomiast bada oczy pod kątem ewentualnie występujących chorób, sprawdza, jak wygląda dno oka, nerw wzrokowy, naczynia krwionośne, stawia diagnozę. Jeśli chodzi o wykształcenie potrzebne do wykonywania zawodu optometrysty, niezbędne są studia z zakresu optometrii. Ja najpierw skończyłam inżynierię optyczną, czyli studia techniczne, a potem optometrię na akademii medycznej.
Co dzieje się z naszym wzrokiem w miarę upływu lat? Mama mówi, że jakość jej widzenia zaczęła się pogarszać dopiero koło 50-tki – wcześniej miała sokoli wzrok.

Tak, musimy pamiętać, że cokolwiek dzieje się z naszym zdrowiem, może mieć wpływ również na nasz wzrok. Na przykład u cukrzyków, przy wzroście poziomu cukru we krwi wada wzroku potrafi się bardzo zmienić, a ludzie tych faktów ze sobą nie łączą, nie kojarzą swojej cukrzycy z pogorszeniem ostrości widzenia. Jakiś czas temu miałam w gabinecie taką sytuację: przy wykonywanym badaniu zapytałam pana, czy ma kłopoty z poziomem cukru: nie odpowiedział: „nie wiem”, ale: „nie mam”. Dobraliśmy więc okulary, w których świetnie widział. Ale gdy kilka dni później przyszedł po ich odbiór, powiedział: „Na pewno coś pomyliliście, bo ja w tych okularach nic nie widzę!”. Zaraz okazało się że ma cukier na poziomie 300 mg/dl i w ciągu czterech dni wada wzroku zmieniła mu się o trzy dioptrie! Dlatego wiek i przebyte choroby mają dla wzroku ogromne znaczenie. W tym wieku zaczyna nam słabnąć akomodacja (czyli zdolność soczewki do zmiany mocy; a tym samym dostosowania się oczu do oglądania przedmiotów będących w różnych odległościach).

hoya

hoya

Jak wygląda badanie u optometrysty?

Z pacjentem w pierwszej kolejności przeprowadzany jest szczegółowy wywiad – tak było i w przypadku mojej mamy: została wypytana o przebyte choroby, skłonność do nadciśnienia; poziom cukru, o ostatnie badanie wzroku i dobrane wcześniej okulary. Punktem wyjścia w badaniach było sprawdzenie ostrości wzroku, polegające na czytaniu z odległości symboli na tablicy. Kolejnym etapem był autorefraktometr (potocznie: komputerowe badanie wzroku). Następnie pani optometrystka wykonała jeszcze mnóstwo innych testów (np. widzenia obuocznego oraz akomodacji – czyli zdolności wyostrzania obrazu z różnych odległości). Kiedy mama wróciła do salonu (badania były wykonywane piętro wyżej), była pod wrażeniem:

„Nikt jeszcze tak dokładnie nie przyglądał się moim oczom – pod każdym kątem, w różnych pozycjach, zadając miliony pytań”. Badanie u optometrysty powinno trwać przynajmniej 30-40 minut (a nawet więcej). Jest długie i szczegółowe, ale takie też powinno być: w końcu na dobre okulary wydajemy od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych!

hoya

hoya

Mama zdecydowała się na okulary progresywne (w których widzi się dobrze zarówno z bliska, jak i z daleka). W pracy na kasie często zdarza się, że kody towarów nie wskakują, bo cyferki są niewyraźne lub zbyt małe. Do ich odczytania musiałaby co chwilę zmieniać okulary na te do czytania, a następnie zdejmować je i zakładać te z korekcją do dali.  Dlatego dla własnej wygody, wraz z optykiem wybrała soczewki progresywne Hoyalux ID MyStyle V+  dodatkowo też w wersji  fotochromowej (światłoczułe soczewki Sensity, które reagują na światło słoneczne i promieniowanie UV, powodując zabarwienie soczewki  na zewnątrz nawet do 85% i szybko rozjaśniają się wewnątrz pomieszczenia). Soczewki progresywne, które dla mojej Mamy wybrał optyk, zapewnią jej krystalicznie wyraźny obraz w każdej sytuacji oraz w każdym kierunku spojrzenia i na wszystkie odległości. A dzięki temu, że są to jednocześnie soczewki fotochromowe Sensity, nie będzie musiała zmieniać okularów na przeciwsłoneczne, wychodząc z pracy, z domu, czy z jakiegokolwiek innego pomieszczenia. Technologia Stabilight, w której wykonywane są soczewki światłoczułe firmy Hoya gwarantuje, że okulary bardzo szybko przyciemniają się do poziomu pełnej ochrony przeciwsłonecznej, ale również rozjaśniają się znacznie szybciej niż inne, podobne im produkty dostępne na rynku. Ochrona oczu przed szkodliwym promieniowaniem UV jest bardzo ważna – może ono uszkadzać delikatne struktury oka oraz powieki, a nawet – skórę dookoła oczu.

Kolejnym z przyjemnych etapów wizyty u optometrysty był oczywiście wybór najładniejszych oprawek, który mama podsumowała tak:

– Wiecie, co jeszcze w noszeniu okularów jest fajne? Ten fakt, że dziś są ozdobą, a nie jak kiedyś: czymś oszpecającym. Dawniej pokutował mit brzydkiej okularnicy, dziewczyny nieatrakcyjnej, która nikomu się nie podoba. Teraz to właśnie dzięki ładnym oprawkom czuję się elegancka, a za sprawą dobrze dobranych soczewek okularowych widzę nawet malutkie wiosenne listki na drzewach!

Kilka dni temu mama odebrała swoje okulary:

– Wiecie co, jestem zachwycona, bo jakość szkieł jest chyba najlepsza z możliwych… to taki mały mercedes na nosie!

Zdjęcia: Pikolina

hoya

hoya

hoya