Zakazane tematy

Jak mądrze przeprosić dziecko, gdy chwilę wcześniej poniosły Cię nerwy?

jak przeprosić dziecko

Dla jasności: stanowczo sprzeciwiam się biciu dzieci. Robią to tylko ludzie słabi, którym brak argumentów słownych i którzy myślą, że strach dziecka przed rodzicem jest czymś dobrym. 

Jeśli kiedykolwiek, mimo że też jesteś zdecydowanym przeciwnikiem przemocy, dałeś swojemu dziecku klapsa, tę traumę da się jeszcze mądrze zminimalizować. Koniecznie doczytaj do końca. Tak, nazywam rzeczy po imieniu – TRAUMA, bo przemoc fizyczna, choćby zdarzyła się tylko raz, niszczy kruchą wiarę w siebie, poczucie własnej wartości dzieci. Jedne przeżywają to słabiej, inne mocniej, ale nie ma wątpliwości – przemoc niszczy ducha – osoby bitej i osoby bijącej (!).
Zanim przejdę do meritum, opowiem o dwóch historiach moich czytelników. To już nie pierwszy raz, gdy dostaję od niektórych z Was prywatnego maila z opowieścią o tym, jak bardzo pokiereszowani jesteście, bo ojciec lub matka podnosili na Was rękę. Jak teraz przez to jest Wam trudno – bo ktoś zabił w Was poczucie własnej wartości, wiarę w siebie, wewnętrzne dziecko.
Poznajcie historię Emilki i Marka, którzy jakiś czas temu napisali do mnie. Emilia mówi o tym, jak poukładała sobie życie mimo faktu, że w dzieciństwie ojciec ją lał, a matka… od swoich dzieci bardziej kochała alkohol:
„Pochodzę z patologicznej rodziny. Jedno z moich nielicznych wspomnień z dzieciństwa, to jak mój (przyrodni) brat klęczy na desce do krojenia, a ojciec bije go kablem po plecach. Niestety też dla własnej matki sama musiałam stać się mamą. Ona – w wiecznej depresji, miała problemy z alkoholem i manię wydawania pieniędzy. Ja – ciągłe sprzątanie, gotowanie i słuchanie jej pomysłów na to, jak popełnić samobójstwo. Gdy mama wyjechała za granicę, czekało mnie piekło z ojcem, który potrafił pobić mnie, bo np. nie chcę iść z nim do kina. Ile razy wyrzucał mnie z domu, nie zliczę. Gdy miałam 16 lat, usamodzielniłam się, poszłam do pracy – nie było wyjścia, skoro mnie wyrzucił. Do domu wolałam nie wracać. Stracone marzenia o dobrym życiu i szkole… Ale nie poddałam się i teraz dobrze mi się żyje. Dziś nie mam kontaktu z nikim z mojej rodziny. Od lat nie rozmawiam ani z ojcem, który mnie bił – i który uważa, że to była moja wina, ani z matką, która od nas wolała alkohol. Rodzina od strony ojca mówiła, że w tym całym biciu nas, kilkuletnich dzieci, nie było żadnej patologii, bo nie było przecież żadnego alkoholu (ojciec nie pije)”.

jak przeprosić dziecko

Marek  to student AGH, napisał do mnie kilka tygodni temu –  przeżył prawdziwą gehennę z rodzoną matką:
Od dziecka żyłem w pozornie normalnej rodzinie. Ojciec siedział w USA, w domu byłem ja plus ktoś… kto nazywał się moją matką. Mówię „nazywał”, bo nawet obca kobieta czy najgorszy wróg nie był dla mnie tak okrutny, jak ona. Matka tylko z nazwy. Od najmłodszych lat byłem bity, a do tego znęcała się nade mną psychiczne. Jako 6-letnie dziecko dostałem takie manto, że zemdlałem i całym ciałem uderzyłem w ścianę. Nieraz przy pracach domowych, jak coś źle zrobiłem, obrywałem kijem od grabek. Słyszałem miliardy obelg. Zawsze to w sobie widziałem tą winę: może moja MAMUSIA mnie bije, bo pewnie ma racje. Miałem tylko ją, więc czułem, że powinienem to akceptować. W wieku 13 lat, po kolejnym skatowaniu przez matkę, nie wytrzymywałem, znalazłem swoje błogosławieństwo. Coś, co mi pomagało aż do 21 roku życia. Narkotyki. Brałem dosłownie wszystko. Nie tykałem jedynie heroiny, bo nie byłem w stanie uzbierać aż tyle kasy, by się jej tykać.
Głównie leciały więc dopalacze, klej, trawka i hasz oraz rozpuszczalniki. Wtedy to narkotykowe towarzystwo było dla mnie po części rodziną. Pamiętam też, że jako 10-letnie dziecko tak dostałem wpierdol, że uciekłem z domu i spałem na dworcu. Wyszedłem jakoś wieczorem, jak ona poszła spać i uciekłem……biorąc trochę jedzenia i mojego misia, którego mam do dzisiaj. Jedyna istota, walić to, że martwa, ale przynajmniej zawsze do niego mogłem się przytulić”.
Zakładam oczywiście, że żaden z moich czytelników nie jest rodzicem jak z dziecięcego horroru. Te dwie opowieści przedstawiłam Wam w jednym konkretnym celu – zauważcie, co łączy historię Emilki i Marka.  Ano to, że jak w klasycznym modelu przemocy opisywanym przez wybitnego pedagoga, Jespera Juula – są dziećmi, które fakt bycia bitym odbierają wyłącznie jako własną winę.

Niestety. Jeśli kiedykolwiek któreś z rodziców uderzyło Cię, jest niemal pewne (nieważne, czy masz dziś 13, 24 czy 40 lat), że Twój umysł podpowiada Ci: to była moja wina, zasłużyłem. To straszne. Bo wina leży przecież po stronie rodzica-kata. Nic nie usprawiedliwia bicia kogoś wielokrotnie słabszego od siebie:

„Z punktu widzenia kata tortura odnosi skutek, gdy ofiara czuje się całkowicie winna tego, co się stało (…) podobnie jest z dziećmi, które zabrano do zakładów opiekuńczych z powodu agresji ze strony rodziców: Dzieci te cierpią na skrajny brak poczucia własnej wartości i ogromne poczucie winy. Przejawiają również lojalność wobec rodziców i często czują się zobowiązane wracać do domu na weekendy i wakacje, mimo że wiedzą, iż może je tam spotkać tylko krzywda”*.
Obwinianie dzieci, że dało im się klapsa, jest dość powszechne. „Bo sobie zasłużyło, bo było nie do zniesienia, bo nie słuchało się!”. Wiem, że dwie opisane w tym tekście historie to przypadki skrajne, patologiczne. Wiem także, że są wśród nas rodzice normalni, kochający i przeciwni agresji. Ale nie oszukujmy się – każdemu czasem puszczają nerwy. Krzyk, wykręcenie ucha, klaps w pieluchę – niektórzy robią to dziecku w akcie własnej desperacji, potem oczywiście żalując.

Istnieje na szczęście pewna forma przeprosin, która daje szansę zminimalizować skutki przemocy. Tylko pamiętaj – to rodzic powinien wziąć za nią odpowiedzialność na siebie (zwykłe przepraszam i tak utrwala w dziecku poczucie, że to ono zrobiło coś źle, że to ono zasłużyło na przemoc). Jak więc przeprosić mądrze? Biorąc winę na siebie:

„Przepraszam, że cię uderzyłem. Kiedy to robiłem, myślałem, że to twoja wina. Ale tak nie jest. To moja wina i chciałbym cię za to przeprosić”.


PS Jeśli spodobał Ci się tekst, puść go w świat! :*

*Twoje kompetentne dziecko. Dlaczego powinniśmy traktować dzieci poważniej?, Jesper Juul

fot. Pikolina