Taki Lajf!

Wyjazd na Blog Conference Poznań 2017 – czy było warto?

Blog Conference Poznań 2017

W ostatni majowy weekend byliśmy w Poznaniu na konferencji twórców internetowych. Dla czytelników, którzy niezbyt orientują się jeszcze w tym blogowym świecie, wyjaśnię: 

Blog Conference Poznań, podobnie jak Blog Forum Gdańsk to takie doroczne zjazdy twórców, na których słucha się wykładów lub paneli dyskusyjnych (gadających mądrych głów), wyciąga wnioski, uczy nowych rzeczy. A w przerwach – poznaje ludzi i poszerza kontakty.

W tym roku wyjazd miałam nieco utrudniony – wiadomo, jak się jest czyimś starym, a szczególnie starym 8-miesięcznego Oseska, trzeba się dobrze zorganizować. Ale nie wyobrażałam sobie, że do Poznania nie pojadę, szczęśliwie udało się jakoś to wszystko rozplanować. Staruszek ogarniał Oseska w hotelu, a ja siedziałam na wykładach. Na scenie Sali Ziemi padały słowa uniwersalne, które mogą się przydać wszystkim – nie tylko ludziom internetów. A słowa te wypowiedziały Ola Budzyńska (Pani Swojego Czasu) i Kasia Czajka (Zwierz Popkulturalny).

Kiedy na scenie mówiła Kasia, odniosłam wrażenie, jakbym przejechała pół Polski właśnie dla niej. Dla tego jednego, pięknego zdania Zwierza: „Wygodnie jest dziś nie mieć opinii w sprawach ważnych”. Te słowa wypowiedziane na prelekcji o etyce blogowania, zapadły we mnie głęboko – bo kurna, to faktycznie jest tak bardzo łatwe i wygodne. Nie mieć kontrowersyjnych opinii, nie bronić ich, nie dyskutować. Po prelekcji Kasi chcę się zmienić, być kimś lepszym – i to jest właśnie wartość tych blogowych zjazdów – czasem usłyszysz coś, co może odmienić Ciebie i Twoje życie.

Co do wystąpienia Oli Budzyńskiej, bezkompromisowej kobiety sukcesu, która na swoich kursach online i książce rocznie zarabia kwoty sześciocyfrowe – tu był prawdziwy kop do działania. Do robienia swojego bez oglądania się za siebie. Bo pewnie wielu z nas ma jakieś marzenie o własnym biznesie (jakimkolwiek, choćby miała to być produkcja broszek z filcu). O niezależności, o byciu szefem samemu sobie, ale w jakimś stopniu boi się krytyki środowiska, krepuje się, co powiedzą inni. Ola dała na takie obawy odpowiedź: „Słuchaj, ty nie potrzebujesz żadnego namaszczenia do spełniania własnych marzeń. Nie potrzebujesz poklepania po pleckach w stylu: tak, oto teraz jesteś znanym w środowisku człowiekiem, masz akceptację innych, możesz założyć biznes, wydać książkę, kurs, otworzyć sklep czy cokolwiek innego. Wcale nie potrzebujesz poklepania po ramieniu. Chrzań to. Możesz robić, co chcesz i kiedy chcesz. Nawet już teraz!”. Kocham tak inspirujących ludzi jak Ola!

Z innych wniosków pokonferencyjnych: blogosfera z jednej strony wydaje się wielka: to tysiące twórców i ich społeczności. Z drugiej zaś strony to ciągle środowisko, o którym przeciętny Kowalski mało wie (choćby moi sympatyczni kierowcy z Ubera nie mieli pojęcia, o co chodzi w tym całym blogowaniu i po co robić o tym wielką konferencję). To też świat, w którym stale jest miejsce na nowe. 

Blog Conference Poznań 2017

Jakiś czas temu na szkoleniu MasterClass Bloger na grupie dyskusyjnej pewien świetnie piszący tata zadał Tomkowi pytanie: „czy obok kogoś takiego jak Blog Ojciec jest jeszcze w ogóle miejsce dla innych piszących w sieci ojców?”. Trochę byłam w szoku, bo ten chłopak jest naprawdę dobrym twórcą, trudno się oderwać od jego tekstów. Ale właśnie – bo w nas jest ciągle ta niewiara, czy coś możemy robić. Potrzebujemy namaszczenia. Co odpowiedział mu wtedy Jason Hunt? Ano że faktycznie, Blog Ojciec jest świetny, temu się nie da zaprzeczyć. Ale też trudno zaprzeczyć temu, że czyta go (powiedzmy, strzelam) milion osób, a Polska liczy przecież 38 milionów mieszkańców, i te pozostałe 37 milionów może pokochać bloga właśnie tego chłopaka.

No weźmy genialną Janinę, której teksty uwielbiają i udostępniają tysiące osób. Czy jeszcze dwa lata temu na Blog Conference Poznań ktokolwiek o niej słyszał? A dziś najbardziej znani internetowi twórcy, marketerzy i zwykła Kowalska z supermarketu Janinę kochają i ustawiają się w kolejkę do zrobienia z nią selfie. Ktoś nawet zażartował, że organizator konferencji powinien ustawić przy ściance sylwetkę Janiny z kartonu – tak wiele chętnych było do robienia z nią zdjęć. Sekret jej sukcesu? Jest sobą i dostarcza czytelnikom niebywałej rozrywki – czegoś, co najbardziej w internetach kochamy.

Być może i na Ciebie ten wirtualny świat ciągle jeszcze czeka!

Kilka słów o samej konferencji: Międzynarodowe Targi Poznańskie mają jeden minus: są jak dla mnie nazbyt potężne. Tam to trzeba się było zdrowo nadreptać, żeby dojść do właściwego budynku. Trochę się gubiłam na początku, trochę odcisków sobie narobiłam, sporo czasu trwało, by się z nich wydostać i pójść na tramwaj lub taksówkę. Ale wiem też, że Sala Ziemi to chyba jedyne takie miejsce, które mogło pomieścić aż tylu (1000?) uczestników, i które wreszcie miało klimatyzację (kto był na poprzednich edycjach BCP, ten wie, o czym mówię). Kolejna kwestia: informowanie o internetowej rejestracji na warsztaty (było ich wiele, np. o fotografii produktowej) – tylko zapisy niestety trwały króciutko. Nieraz było tak, że w kilka minut chętni zajmowali wszystkie miejsca. Ja nie zdążyłam zapisać się na żaden warsztat, podobnie jak kilka moich znajomych – po prostu o tym nie wiedziałyśmy, lub za późno odczytałyśmy maila, że jakaś rejestracja rusza. Tu zastosowałabym bardziej nachalny system informowania i przypominania.

Na kanałach social media BCP przed imprezą trochę brakowało mi jeszcze pokazywania backstage’u – chwalenia się, jak praca wre, że roboty przy tym wydarzeniu jest naprawdę w huk. Takiego intensywnego podgrzewania atmosfery. Być może coś takiego się pojawiło, ale zdecydowanie za mało. Na afterparty rozmawiałam z głównym organizatorem, Piotrem Kosteckim i wiem, ile to wszystko kosztowało jego i jego żonę (ofc resztę ekipy organizatorskiej także!). Wielki szacun – myślę, że pewnie przez skromność nie chwalili się zbytnio, jak wiele poświęcają (choćby kosztem czasu dla własnych, malutkich dzieci), by ta impreza wypaliła. Za rok, mam nadzieję, ten backstage choćby na fotkach będzie się intensywniej pojawiał – żeby nikt sobie nie myślał, że tak potężną konferencję zorganizowały krasnoludki lub niewidzialna ręka Boga.

OK, to teraz jeszcze pochwały. Kocham tę imprezę za atmosferę – a tę „narzucają” głównie osoby organizatorów. Zdążyłam zamienić słowo prawie z każdym z nich i są to ludzie, z którymi w „normalnym”, nieinternetowym świecie z przyjemnością usiadłbyś przy stole, napił się wódki i pogadał o życiu. Zero w nich nadęcia, wybujałej miłości własnej, jest za to fajna energia i dużo wiedzy. Podobny duch panuje na BCP. Co do afterparty: fajny klimat, taneczna muzyka, ogrom uśmiechniętych ludzi. Zastosowałam się do słów Konrada Kruczkowskiego, który kiedyś właśnie na jakimś afterze powiedział: „dobry networking nie jest wtedy, gdy cały wieczór spędzasz ze swoimi dobrymi znajomymi, w swoim zamkniętym kółeczku. Dobry networking, to kiedy jednego wieczoru otworzysz się na poznanie jak największej liczby nowych ludzi, na wysłuchane ich historii, na wymianę kontaktów”. A w tym roku na Blog Conference Poznań przyjechało jakiś tysiąc ludzi z internetów. Wielu z nich po raz pierwszy. Nie wiem, czy czuli się równie zagubieni, jak ja przed kilkoma laty, nie znając nikogo – mam nadzieję, że nie:) Na wykładach byłam sama – moje przyjaciółki nie dojechały, musiałam więc schować wrodzoną wstydliwość do kieszeni i poznawać obcych mi ludzi – uwierzcie, to było świetnie!

Najważniejsze wnioski z konferencji? Nieważne, co chcesz robić – czy to wypuścić swój kurs o jodze lub hodowli szynszyli, czy to wydać książkę, czy sprzedawać online ubrania dla dzieci. Jeśli marzysz o własnym biznesie, masz pomysł i wiesz, że swoim produktem pomożesz innym – zacznij to robić. Nie czekaj, aż ktoś ważny ze środowiska, w które wchodzisz, w geście przyzwolenia poklepie cię po pleckach. Miej swoje zdanie (także w sprawach trudnych) i bądź sobą – niezależnie, w jakim środowisku się obracasz. To zostanie docenione. I kto wie, czy to do Ciebie nie będą się zaraz ustawiać tłumy z prośbą o receptę na sukces.

Fot. Ania Gołębiewska