nieCodzienność

Jak spędzić idealne wakacje w mieście?

wakacje w mieście

Pan Marek, któremu robię korekty i redakcję tekstów, jest znanym w kraju fotografem krajobrazu. Trudno byłoby pewnie wymienić miejsca na świecie, w których nie był ze swoim aparatem. 

Jako autorytet w dziedzinie fotografii pracował w wielu znanych czasopismach podróżniczych – między innymi w National Geographic. Na warsztaty wyjazdowe coraz trudniej jest się do niego zapisać – chętni wykupują miejsca jak świeże bułeczki, byle tylko móc wyjechać z panem Markiem na kilka dni i uczyć się kadrowania, obsługi skomplikowanego sprzętu i chwytania najpiękniejszych fotograficznych momentów. Czy to o wschodzie słońca gdzieś na biebrzańskich mokradłach, czy o zachodzie, na dzikiej plaży w Chorwacji. Czasem, gdy jako korektorka czytam relacje z podróży po świecie, zazdroszczę panu Markowi: robi w życiu to, co kocha, ma odchowane dzieci, wspierającą żonę i te podróże… Teraz, gdy sama jestem młodą mamą, czasem zdarza mi się tęsknić za wolnością, za wyjazdami, których nie trzeba było wcześniej zbytnio planować, za spontanicznością, za tym uczuciem ulgi, gdy chwilę wcześniej samolot, którym lecę na wakacje, szczęśliwie wylądował na jakiejś obcej ziemi. A dziecko to cud, zdecydowanie! Daje niesamowite spełnienie i radość, trudno byłoby już bez niego żyć, jednak każda mama ma czasem chwile, że chciałaby rzucić wszystko i po prostu uciec. Choćby na godzinę. Gdy mi zdarzają się takie momenty, zostawiam córkę z Karlosem i idę przed siebie. Bez celu. Zatapiając się w myślach, tęskniąc za wakacjami, za piękną ziemią grecką, za wolnością, którą czuć na ulicach Berlina. I wtedy przypominam sobie teksty poradnikowe pana Marka – co prawda o fotografii, ale jakże bliskie także naszemu życiu: „jeśli chcesz robić piękne zdjęcia krajobrazu lub natury, nie myśl, że pomoże ci w tym najdroższy aparat czy wyjazd do Afryki. Jeśli nie potrafisz dostrzec piękna w przyrodzie pod własnym domem, to raczej nie dostrzeżesz go nigdzie. Otwórz oczy, na to, co masz najbliżej, doceń to, a dopiero później szukaj dalej, wyjeżdżaj”. Porada dla młodych fotografów zapadła mi w serce: dlaczego i ja zupełnie nie doceniam piękna Podlasia? Czemu ciągle narzekam, że w tym roku z powodu miliona innych wydatków chyba nie pojedziemy na żadne egzotyczne wakacje? I gdy kilka dni temu raptem otworzyłam się na to, co pięknego mamy tutaj, w Białymstoku, przeżyłam szok. Nagle okazało się, że na Podlasiu są miejsca niemal filmowe, absolutnie magiczne, przy których chowają się nawet hiszpańskie plaże!

wakacje w mieście
OK, ale poznaj jeszcze moją historię: otóż pewnego dnia wyszłam z Oseskiem na bardzo długi spacer: wyprawę bez celu, taką spokojną i beztroską. Nie chodziłyśmy jakoś daleko, bo ciągle z tyłu głowy miałam niepokój, że lepiej być w miarę blisko naszego domu, gdy nagle dziecko rozkrzyczy się, zdenerwuje je coś lub wydarzy się jakaś pieluszkowa niespodzianka. Spacerowałyśmy więc po znanych w Białymstoku Bojarach: dzielnicy urokliwej, bo ze śladami przedwojennej, drewnianej architektury (co w tym mieście niestety jest czyś rzadkim: opuszczone zabytki dość często tu płoną, by w ich miejsce mogło powstać coś nowego – choćby osiedle mieszkalne). I nagle, idąc chodnikiem, którym w zasadzie spacerowałyśmy codziennie, coś skłoniło mnie, by zerknąć w bok, tuż za drewniany płot. Z wrażenia nad tym, co zobaczyłam, aż zaparło mi dech! Moim oczom ukazała się stara drewniana chatka w ogromnym ogrodem… całym porośniętym niezapominajkami, bluszczem i rabarbarem! Prawdziwe morze malutkich, niebieskich kwiatków! W dodatku pośrodku nich szła stara ścieżka, a nad nią – pochylał się jakby dach z gałązek rosnących tu, starych i zapomnianych drzew! Prawdziwy cud natury tuż pod moim nosem! Było to odkrycie na miarę książki „Tajemniczy ogród” – przecudne rośliny zdawały się tu od lat rosnąć dziko, miejsce jakby mówiło: „kiedyś kwitło tu życie, dziś czas o mnie zapomniał”.

Chwyciłam za komórkę, by zrobić zdjęcia. Pewnie nic nie odda piękna tego miejsca, ale zerknijcie, choć na taką namiastkę:
wakacje w mieście

wakacje w mieście

Wyprawa przedłużyła nam się, na dworze panował majowy upał, a ja zdałam sobie sprawę, że nawet nie wzięłam dla nas żadnego picia. W głowie miałam tylko to morze niezapominajek i wyrzuty sumienia: jak mogłaś być tak ślepa i nigdy nie dostrzec tego starego ogrodu? Trzeba było jednak wracać do domu. Kolejnym razem – oczywiście wróciłyśmy tam z Małą Coco chyba jeszcze trzykrotnie, wzięłam już ze sobą ekwipunek na wyprawy w nieznane, w tym najważniejsze: coś do picia, ofc wodę i całkiem orzeźwiające, mało słodkie odkrycie: Hortex Bubbles o smaku jabłkowo-rabarbarowym. Smak jakby idealnie skomponowany pod ten nasz tajemniczy ogród. Poszłyśmy z malutką pod drewniany płot, by znów patrzeć się w niezapominajki jak zaczarowane.

Ale to odkrywanie piękna bliskich miejsc za radą pana Marka nie skończyło się tylko na ogrodzie niezapominajek. Ostatniej niedzieli wybrałyśmy się z Kasią, by zrobić kilka zdjęć do sesji z sokami Hortex właśnie do tego wpisu. Przyznam szczerze, że mimo chęci nie udało nam się przeskoczyć wysokiego płotu i włamać do zapomnianego ogrodu. Dookoła kręciło się zbyt wielu przechodniów, dlatego zrezygnowałyśmy. Pojechałyśmy więc szukać niezapominajek gdzie indziej.

– A może zahaczymy o ogródki działkowe przy osiedlu Antoniuk? – zapytałam, gdy Kasia, zrezygnowana, kręciła kolejne już kółko po którymś z tutejszych osiedli.

To był strzał w dziesiątkę! Bo okazało się, że nieopodal głośnego i skwarnego centrum jest miejsce magiczne: ogródki działkowe – tylko z pozoru zwyczajne. Bo obok nich zaskoczyła nas kręcąca się zakolami, połyskliwa rzeka, nad którą w dodatku… romantycznie kładły się pnie starych drzew. Czy czegoś jeszcze potrzeba do szczęścia fotografowi i jego modelce? Ach tak, romantycznego mostku, na którym można usiąść i pozować. Oczywiście – on też się po chwili nam ukazał! Z wyprawy wróciłyśmy szczęśliwe – były kwiatowe kadry dla orzeźwiających owocowych napojów Hortex, były i krajobrazy jakby wycięte z pulpitu komputera.

A tak na koniec tej historii… powiedz szczerze, czy Ciebie też czasem martwi, że z powodu braku kasy, czasu, urlopu w pracy, nie wyjedziesz na wakacje gdzieś do tropikalnych krajów? Pójdź za poradą wybitnego fotografa krajobrazu, pana Marka oraz moją – otwórz oczy na to niesamowite piękno, które czai się dosłownie za rogiem, na skraju twojego osiedla, za płotem. A gdy zatopisz się w jakimś morzu niezapominajek, nie zapomnij też o nawadnianiu się czymś orzeźwiającym!

wakacje w mieście

wakacje w mieście

wakacje w mieście wakacje w mieście wakacje w mieście wakacje w mieście

Zdjęcia: Pikolina