nieCodzienność

Fakty o rozwoju dziecka, o których warto wiedzieć – punkt 10 Cię wzruszy!

Przed urodzeniem dziecka oczytałam się i byłam po prostu specem. I tak jakim! Poznałam współczesne teorie takich guru psychologii dziecięcej jak choćby Jesper Juul czy Adele Faber. Już nawet mianowałam się najmądrzejszą wśród wszystkich matek… 

 

wiesz, taką najbardziej cierpliwą, która z oburzeniem patrzy na rodziców, którzy krzyczą na swoje dzieci w sklepie czy podnoszą głos na placu zabaw. Ja to taka nigdy nie będę! – mówiłam i tak sobie tkwiłam w tym przekonaniu o byciu najlepszym rodzicem świata – oczywiście do momentu, gdy urodził się Osesek. To taki klasyczny scenariusz – jesteś najlepszym doradcą od wychowania, dopóki sam nie zostajesz rodzicem.

Życie, sytuacje stresowe, choroby, niedospanie i ząbkujące dziecko z himerycznym nastrojem wszystko weryfikują. Na nic najmądrzejsze teorie, gdy masz ochotę wyjść z domu i nie wrócić. Albo osunąć się po ścianie i zapłakać w jakimś kątku – tak po prostu, bez żadnej wyraźnej przyczyny. Albo gdy próbujesz szukać winnych (najlepiej męża), bo to jego wina, że dziecko płacze. Na mężu można się choć trochę werbalnie powyżywać.

I tak sobie dziś patrzę na moje 9 miesięcy „uwięzienia” w domu, i powiem Ci szczerze – były zaskakująco dobre. Może to dlatego, że trafiło nam się złote dziecko – bez kolek, problemów z ulewaniem, śpiące niemal idealnie, kochające chustonoszenie, towarzystwo babć i cioć, spokojne i radosne. Odnalazłam się w tym byciu z nim non stop, nie tęskniłam za dawnym życiem pełnym pracy, wyjazdów czy nauki. Zaczęła mnie napędzać nowa miłość. Autentycznie byłam i jestem bardzo szczęśliwa – nawet przypadkowo spotkani znajomi mówią mi, że widać gołym okiem, że w tym byciu z dzieckiem jestem spełniona. A kryzysy, czyli takie dni, w których wieczorem błagałam Karlosa, by odwiózł mnie do jakiegoś ustronnego domu wariatów, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Były to dni, kiedy faktycznie czułam się bezsilna, obwiniałam się, że moja córeczka dużo płacze, nie dawałam rady z powodu bólu kręgosłupa itd. Chwała Bogu, że na kilkaset dobrych dni to tych okropnych, autentycznie kryzysowych, w których chciałam wyć do księżyca, było może cztery. Nie polecam tego stanu;/

Wiem, że do pierwszego roku życia rola rodzica to i tak tylko opieka i pielęgnacja, a dopiero później zaczyna się prawdziwe”wychowywanie”. Pewnie nieraz będzie nam ciężko, może poczujemy się bezsilni, gdy pewnego dnia Osesek rozkrzyczy się w sklepie i będzie domagał się kupienia jakiejś kiczowatej różowej zabawki, bo jak nie, to włączy ten swój płacz pt. „ZNISZCZYLIŚCIE MI ŻYCIEEEEE!!!”. A my będziemy marzyć tylko o tym, by ludzie wreszcie przestali się na nas gapić. Na różnorakie kryzysy już się szykuję – ciągle czytam, poszukuję. Mam nadzieję, że coś zostanie mi w głowie np. po lekturze „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” – jest genialna, polecam Ci! Moja szwagierka prowadzi w Warszawie warsztaty dla rodziców właśnie tą metodą. To cudowne, że dziś można mieć taką pomoc – zapisać się na warsztaty, które zrobią z Ciebie bardziej uważnego i cierpliwego rodzica, zadzwonić do doradcy laktacyjnego, zamówić do domu wizytę instruktorki chustonoszenia, wygooglować tabelę rozszerzania diety niemowląt. Wbrew pozorom to bardzo fajne czasy na wychowywanie dzieci – informacje są w zasięgu ręki, trzeba tylko chcieć je wyszukać. Ostatnio, gdy znów dopadła mnie chandra, wygooglowałam sobie najlepsze myśli o dzieciach z książek Janusza Korczaka – one autentycznie robią robotę – czytasz i jakby z automatu stajesz się kimś lepszym dla swojego oseska. A przynajmniej… chcesz się poprawić;)

Zobacz sobie, są piękne:

1. Dziecko ma prawo być sobą. Ma prawo do popełniania błędów. Ma prawo do posiadania własnego zdania. Ma prawo do szacunku. Nie ma dzieci – są ludzie.

2. W obawie, by śmierć nie wydarła dziecka, wydzieramy dziecko życiu; nie chcąc, by umarło, nie pozwalamy żyć.

3. Im mizerniejszy poziom duchowy, bezbarwniejsze moralne oblicze, większa troska o własny spokój i wygodę, tym więcej zakazów i nakazów, dyktowanych pozorną troską o dobro dziecka.

4. Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat.

5. Dziecko jest cudzoziemcem, nie rozumie języka, nie zna kierunku ulic, nie zna praw i zwyczajów. […] Potrzebny przewodnik, który grzecznie odpowie na pytanie.

6. Nie zabiegajmy o to, by każdy czyn uprzedzić, w każdym zawahaniu się natychmiast drogę wskazać, przy każdym pochyleniu biec z pomocą. Pamiętajmy, że w momencie silnych zmagań może nas zabraknąć.

7. Całe wychowanie współczesne pragnie, by dziecko było wygodne, konsekwentnie krok za krokiem dąży, by uśpić, stłumić, zniszczyć wszystko, co jest wolą i wolnością dziecka, hartem jego ducha, siłą jego żądań i zamierzeń.

8. Dziecko chce być dobre. Jeśli nie umie – naucz. Jeśli nie wie – wytłumacz. Jeśli nie może – pomóż.

9. Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższą jest radość pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy. Radość tryumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania.

10. Niemowlę bada swe ręce. Prostuje, wodzi w prawo i w lewo, oddala, zbliża, rozstawia palce, zaciska w pięść, mówi do nich i czeka na odpowiedź, prawą chwyta lewą rękę i ciągnie, bierze grzechotkę i patrzy na dziwnie zmieniony obraz ręki, przekłada ją z jednej do drugiej, bada ustami, natychmiast wyjmuje i znów patrzy powoli, uważnie. […] Ono nie bawi się: miejcież do licha oczy i dostrzeżcie wysiłek woli, by zrozumieć. To uczony w laboratorium, wmyślony w zagadnienie najwyższej wagi, a które wyślizguje się jego rozumieniu.

Przytulcie dziś mocniej swoich małych uczonych w laboratorium! <3

Zdjęcia: Pikolina