Korki z pisania

Jak na własną rękę znaleźć pracę marzeń?

Ten wpis jest dla Ciebie, jeśli nie widzisz siebie we własnym biznesie, bo np. nie chcesz się martwić taką odpowiedzialnością, ani też każdego miesiąca walczyć o klientów oraz dbać o to, czy przelewy od nich przyjdą na czas. 

Często większą satysfakcję i spokój daje praca u kogoś innego – w przyjaznym miejscu, w firmie o silnej pozycji na rynku. W miejscu z wyrozumiałym szefem i stałymi dochodami. Powiem Ci szczerze – mi ten układ w tej chwili wydaje się najwygodniejszy, bo po prostu nie mam czasu ani nerwów na rozkręcanie czegoś własnego. Ale też – są pewne wymogi, które musi spełniać pracodawca, abym chciała u niego pracować. Kasa kasą, owszem, jest ważna, ale potrzebuję też poczucia, że się rozwijam, że nie stoję w miejscu, a ludzie, z którymi pracuję, są mi przyjaźni. I naprawdę wierzę w to, że zawsze jest inne wyjście – męczenie się w jakiejś firmie nie musi trwać latami – zawsze warto szukać lepszych opcji! Dziś opowiem Ci, jak znaleźć sobie fajną pracę – te metody stosuję od lat i jakoś zawsze wychodzi na to, że to ja rekrutuję sobie pracodawcę, a nie na odwrót;)

Zacznij szukać miejsca dla siebie

Tradycyjne rozsyłanie CV w odpowiedzi na aktualne oferty pracy dostępne w internecie bywa stresujące i przygnębiające, ponieważ masz świadomość, że tych CV w danym momencie wysyła kilkadziesiąt innych osób. Mam dla Ciebie sprawdzone pomysły na to, jak sama możesz sobie zrekrutować wymarzonego pracodawcę. Nie są to jednak sposoby, które świetną pracę zapewnią Ci od ręki – dlatego powinnaś zastosować je już na kilka miesięcy wcześniej – przed dniem, w którym np. planujesz wrócić do życia zawodowego choćby z urlopu macierzyńskiego. Na te działania wystarczy poświęcić jedynie godzinę tygodniowo.

Staraj się ‚bywać.
Sama wiesz, że ten świat opiera się na znajomościach. Daj się więc poznawać! Bardzo często świetne firmy (a pisząc „świetne”, mam na myśli takie z odpowiadającymi Ci zarobkami i przyjazną atmosferą) nie rekrutują przez ogólnodostępne ogłoszenia, ale proszą własnych pracowników, by zarekomendowali zaufanych znajomych. Jeśli masz szczęście, być może trafisz do biura/firmy/pracowni/salonu/kancelarii, w której poleci Cię przyjaciółka. Ale jeśli takiego szczęścia akurat nie masz, warto mu pomóc. Znajomości da się rozwijać, po prostu bywając w bardzo konkretnych miejscach. Zauważ jeszcze, że dziś wszystko zdaje się przenosić do internetu. Niezależnie, czy jesteś grafikiem, prawniczką, lekarką, malarką, coachem, opiekunką do dzieci czy pedagogiem. Cały ten świat zdaje się istnieć przede wszystkim w sieci – nawet lekarze mają dziś swoje kanały na Instagramie czy cieszące się ogromnym zaangażowaniem fanpage’e (zerknij choćby do @mamaginekolog czy @mamalekarzrodzinny).

Dla ludzi otwartych na wirtualną rzeczywistość (choć niekoniecznie tylko na nią) odbywają się również cykliczne spotkania, na których warto bywać. Poświęcisz na nie kilka godzin w miesiącu, odświeżysz umysł, wychodząc z domu i wiele się nauczysz. Sprawdź w swoim mieście np. BNI Polska (i cotygodniowe śniadania biznesowe), Czwartkowe Spotkania Social Media, cykliczne spotkania Geek Girls Carrots, na które przychodzą ludzie prowadzący własne firmy lub startupy z przeróżnych dziedzin. Przydatne mogą się też okazać konferencje naukowe czy biznesowe, na których udział jest często bezpłatny – wystarczy się wcześniej zarejestrować. W trakcie tych wydarzeń wykłady mają np. znani w środowisku prelegenci, a po ich prezentacjach w kuluarach można uprawiać networking. To on może się okazać kluczem do znalezienia Twojej wymarzonej pracy. Już tłumaczę, o co w nim chodzi.

„Według teorii Milgrama, od każdej osoby na świecie dzieli nas tylko sześć innych. To oznacza, że nawet jeśli Ty nie znasz pana X czy pani Y, z którymi chciałbyś pracować, to z dużym prawdopodobieństwem zna ich znajomy lub znajomy znajomego. Skąd brać te kontakty? Jak je nawiązywać? To jest właśnie networking” (źródło).

Tylko pamiętaj, że networking nie polega jedynie na wymianie wizytówek. To też sztuka budowania przypadkowych relacji. Nigdy nie wiesz, kiedy niepozorny znajomy okaże się Twoim kluczowym kontaktem np. w firmie, w której chciałbyś dostać posadę. Pojawiaj się więc na konferencjach i spotkaniach dotyczących tematyki, która Cię interesuje. Daj się zapamiętać prelegentom, zadając im pytania lub wyrażając opinie czy wątpliwości dotyczące np. ich wcześniejszego wystąpienia. Zbieraj informacje, ale też – sama bądź pomocna, gdy ktoś pyta o poradę. Networking działa dwustronnie. Jedyne, co może Cię na początku przerażać, to tłum obcych ludzi, te zamknięte kółeczka znajomych, których Ty jeszcze nie znasz. Czasem pomaga zabranie koleżanki, która jest otwarta na rozmowy z obcymi. Można też pokonać swój strach, podchodząc do kogoś z pytaniem: „Cześć, czy mogę dołączyć? Jestem po raz pierwszy na takim spotkaniu, nie znam tu zbyt wielu osób”.
Zaznaczę też, że to całkowicie normalne, że po niektórych spotkaniach networkingowych wrócisz do domu z poczuciem rezygnacji – bo nie udało się nikogo poznać. Bo odnosisz wrażenie, że ludzie zamykają się w swoich kółeczkach. Koniecznie spróbuj następnym razem – poradzisz sobie! Mówi Ci to osoba, która potrafiła pojechać na konferencję dla blogerów na drugi koniec Polski i wrócić do domu z poczuciem beznadziei – „bo to takie zamknięte środowisko jest, nikt nie chciał ze mną gadać”. A potem, gdy się przełamałam, z bycia całkowicie anonimową i nieśmiałą dziewczyną, wracałam do domu z gronem nowych znajomych. Pierwsze takie spotkania zawsze są trudne – trzeba podejść, przedstawić się, zagaić rozmowę. Teraz, gdy wyjeżdżam na konferencje, znajomi sami podchodzą, a mi nie wystarcza czasu, by z każdym z nich porozmawiać tak długo, jak bym chciała.

Zrób własny przegląd miejsc, w których chciałabyś pracować i… uderzaj.
W ten sposób też możesz zrekrutować pracodawcę, wystarczy, że z odpowiednim uprzedzeniem (np. na kilka miesięcy wstecz) poświęcisz na to kwadrans dziennie, wysyłając swoje aplikacje. Jako że sama nie jestem typem osoby, która jest w stanie być szefem sama sobie i potrzebuje takiego „wyjścia do ludzi”, też zaczęłam w ten sposób szukać firm, których profil mi odpowiada. Poszukiwania na pracuj.pl czy money.pl były dołujące, bo czasem nawet najlepszym trudno jest się przebić wśród setek innych nadsyłanych CV;)

Poszukiwania zaczęłam od tych miejsc, o których moi znajomi wyrażali dobre opinie. Oprócz oczywiście warunków finansowych, najbardziej interesowała mnie atmosfera – bo to ma być praca, do której chce się chodzić! Jak sprawdzić, czy w danej firmie pracuje się fajnie? Znam dwa sposoby – opowiedzą Ci o tym albo znajomi, albo kanały społecznościowe tych firm. Wiele marek, niezależnie, czym się zajmuje, prowadzi swoje strony internetowe, fanpage’e, konta na Instagramie czy Twitterze. Często własnie po wrzucanych na nie publikacjach można poznać ducha firmy. Jeśli na zdjęciach zobaczysz, że cała ekipa właśnie obchodzi urodziny pracownika, świętuje na jego weselu lub zajada się muffinkami z okazji jakiegoś małego wspólnego sukcesu – możesz przyjąć, że w tym miejscu po prostu dobrze się pracuje. Takie drobiazgi są znaczące – je także bierz pod uwagę. Zawsze się temu przyglądam i dotąd pozory mnie nie zwiodły.

A, i oto przykład niezobowiązującego maila, którego możesz wysłać do szefa danej firmy:

Dzień dobry,

aktualnie robię przegląd ciekawych i wartościowych miejsc, w których chciałabym pracować – w załączeniu przesyłam Pani/Panu swoje CV oraz link do mojego profilu na LinkedIn – proszę mieć mnie na uwadze, gdy rozpoczną Państwo rekrutację.

Z pozdrowieniami,

Ania Kowalska

Ach tak – bo jeśli nie masz swojego konta na LinkedIn, koniecznie je załóż – jeszcze chwila i mam wrażenie, że nikt nie będzie wysyłał do firm zwykłych CV, tylko własnie linki do swojego LinkedIna, bo na nim wszystko jest dokładnie opisane. Uwierz, rozmawiałam z wieloma szefami firm – takie maile, przesłane niespodziewanie na ich skrzynkę (wyszukaj sobie adresy mailowe osób decyzyjnych, bo mail w stylu: rekrutacja@halinex.com.pl tworzony jest akurat na potrzeby rekrutacji i potem mało kto na niego zagląda), bez ogłoszenia, budzą ciekawość – znajomi choćby z ciekawości je czytali i oczywiście otwierali załączone CV. Takie rozwiązanie daje Ci przewagę – Twoja aplikacja nie ginie w tłumie dziesiątek innych wysyłanych hurtowo.

Pokaż, na co Cię stać

Istnieje jeszcze inny sposób na znalezienie pracy marzeń. Możesz po prostu wysłać próbkę swoich umiejętności lub unikalny pomysł idealnie wpisujący się w projekt, który prowadzi dany przedsiębiorca. Podam Ci to na przykładzie mojej znajomej, Oli Budzyńskiej, czyli Pani Swojego Czasu. Pewnego dnia napisała do niej Elka Korektelka (która robi korekty i redakcję tekstów) z komunikatem, że bardzo lubi czytać artykuły Oli i w ogóle jest pod wrażeniem tego, co robi. Po miłych zdaniach wstępu napisała też, że publikacje Pani Swojego Czasu byłyby jeszcze lepsze, gdyby zrobić im redakcję i nieco językowo poprawić. W pierwszej chwili Ola poczuła się dotknięta i obrażona taką uwagą. Później jednak zerknęła w załącznik maila – Elka Korektelka wysłała w nim dwa teksty: artykuł Oli przed i po korekcie językowej, którą sama zrobiła. To był strzał w dziesiątkę – Ola dostrzegła po tej próbce, jak kolosalna jest różnica. Zrozumiała też, że pomocy korektora będzie potrzebowała już na stałe – w te sposób Elka dostała u niej pracę.
Taki sposób zjednania sobie pracodawcy jest korzystny dla obu stron – Ty aplikujesz do miejsca, które sama sobie wybierasz, pracodawca natomiast na start otrzymuje próbkę Twoich możliwości i ocenia, czy potrzebuje kogoś takiego jak Ty. Nikt tu nie dostanie kota w worku. W ten sposób możesz aplikować do wielu firm: redakcji (wysyłając jako próbkę np. swój reportaż), wydawnictw (robiąc choćby projekt okładki książki lub korektę tekstu, który mają na stronie internetowej), agencji reklamowych (wymyślając slogan reklamowy dla firm, które ta agencja reprezentuje – znajdziesz je na ich stronie) i tak dalej – zasady są tu proste.

I uwaga na sam koniec: czasem warto też skorzystać z usług agencji zatrudnienia (wyszukasz je łatwo w swoim mieście, wpisując np. „Warszawa agencje zatrudnienia” – jest ich bardzo dużo). Dla osób szukających pracy jest to bezpłatne. Takie miejsca łatwo i szybko dadzą Ci opcję konsultacji ze specjalistą oraz dostęp do wielu ofert.

Co o tych pomysłach myślisz? Nadają się dla każdego, czy raczej nie? Koniecznie mi napisz, bo zastanawiam się, czy te sposoby faktycznie mi w życiu pomagały, czy jestem po prostu jakimś dzieckiem szczęścia, że wyszukuję sobie firmy, piszę do nich, a one mnie potem zapraszają na rozmowy:)

Fot. Pikolina