Zakazane tematy

Jak mówić, żeby faceci nas słuchali?

W ostatnim czasie miałam dziwną sytuację z mężem. Od lat dogadujemy się świetnie, wypracowaliśmy mnóstwo kompromisów, nie wchodzimy sobie w drogę, gdy drugie realizuje swoje pasje. Ale niedawno coś we mnie pękło. Popełniłam pewien błąd. 

A polegał on na tym, że nie potrafiłam pogodzić się z faktem, że w wielu sytuacjach mój mąż twardo obstaje przy swoim zdaniu i nie zmieni go tylko dlatego, że ja mam taki kaprys. Z jednej strony – za to przecież go kocham, że nie jest pantoflarzem, tylko indywidualistą, a z drugiej – od czasu do czasu byłoby przyjemnie, gdyby po prostu mnie posłuchał. Czasem chyba myli mi się, że facet to nie małe dziecko, od którego w jakichś przypadkach można wymagać posłuszeństwa. Co to, to nie.
Tak było choćby w przypadku wieczoru kawalerskiego u znajomego. Impreza wyjazdowa, na łódkach, w grę wchodził wyjazd: dzień-noc-dzień. Zazwyczaj nie mam żadnych problemów, gdy Karlos wychodzi do znajomych – nie jestem już zazdrosną dziewczyną siedzącą w domu i nerwowo zerkającą na zegarek czy wydzwaniającą z pytaniami. To już nie mój styl – po prostu kładę się spać i odpoczywam, a kiedy mąż wraca, przez sen mówię mu „cześć” i przekręcam się na drugi bok. Poza tym – to też nie te czasy, kiedy mój facet imprezował cztery razy w tygodniu. Teraz zdarza się to naprawdę sporadycznie.
Ale z tym wieczorem kawalerskim miałam jakiś problem: obecnie nie mamy na miejscu żadnych dziadków i po prostu nie chciałam zostać sama z dzieckiem. Gdyby się coś działo, to tatuś byłby na imprezie kilkadziesiąt kilometrów dalej – to mi się jakoś nie podobało. Sama zrezygnowałam z wieczoru panieńskiego koleżanki (jest w tym samym terminie), bo po prostu nie chciałam zostawiać dziecka na noc – jeszcze nie mój czas, nie czuję się na coś takiego gotowa.
Dlatego też wydawało mi się, że Karol solidarnie ze mną, jako młody tatuś zostanie w domu. Robiłam do niego podchody: najpierw mówiąc wprost: „Nie chcę, żebyś jechał, jestem tu z Oseskiem sama i nieraz już działy się różne rzeczy, w której potrzebni byli oboje rodzice. To nie jest obowiązkowa delegacja z pracy, na której musisz być, to jedynie imprezowa opcja, a ty masz niemowlę w domu, man”. Ale potem, gdy nadal obstawał przy swoim, zastosowałam jakiś emocjonalny szantaż w stylu: jak pojedziesz, to ja zrobię to i tamto (w domyślę: ukarzę cię). Nie zadziałało. Pomyślałam więc, ok, do facetów trzeba po dobroci: byłam więc słodką żoną, która spełnia jego zachcianki, powiedziałam też, że jak zostanie z nami, porobimy coś fajnego w weekend.


Ale na nic to wszystko. Wczoraj podjął decyzję, że jednak pojedzie, bo głupio odmawiać koledze. Zrobił przelew na wyjazdową składkę. Okropnie się wkurzyłam. Nie dlatego, że nie lubię naszych znajomych, wprost przeciwnie, to świetni ludzie i fajnie się z nimi spędza czas. Chodziło o to, że czasem wkurza mnie podejście facetów: mam dziecko, ale mogę sobie imprezować, jeśli tylko mam chęć. Karlos bronił się argumentem: „Kochanie, ale czy ja Tobie zabroniłem jechać na wieczór koleżanki? Zaoferowałem się przecież, że ogarnę Oseska, żebyś ty mogła pojechać gdzieś na noc i odpocząć”. Wiadomo, facet nie zrozumie, że młoda mama nie umie ot tak rozstać się z niemowlakiem. Ale skoro „on mi nie robił problemów, to dlaczego ja robię je jemu?”.

Po tej sytuacji zrozumiałam, że albo mam słabe argumenty, albo nie dogaduję się z własnym mężem, albo… traktuję go jak dziecko i głupio wymagam posłuszeństwa, a on to czuje i podświadomie robi mi na przekór. Poczułam się z tym wszystkim jakaś bezsilna. Sięgnęłam więc po ukochaną książkę, która idealnie odnosi się  do wszystkich ludzi – w tym facetów: „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły”. Nie obraźcie się, kochani panowie, jeśli to czytacie. Nie chodzi o to, że porównuję Was do dzieci. Równie dobrze te wskazówki można odnieść do kobiet – w każdym z nas siedzi bowiem dziecko, które chce być traktowane z szacunkiem, empatią i miłością!

Może pomogą Wam te mądrości w relacjach damsko-męskich:) W cytatach słowo dziecko zmieniłam na „facet”, a rodzic na „kobieta”.

1. Zamiast narzekania: „Ty zawsze” i „Ty nigdy”: nie wypowiadaj się na temat charakteru czy osobowości faceta – lepiej porozmawiaj o swoich uczuciach. Faceci nie lubią słuchać wykładów, kazań i długich tłumaczeń. Dla nich im krótsze przypomnienie, tym lepsze, zobacz:

Źle: Nigdy nie przyjdzie ci do głowy, żeby mi pomóc w pracach domowych, prawda?
Dobrze: Bardzo byś mi pomógł, gdybyś uszykował stół do obiadu.

Źle: Jesteś taki nieodpowiedzialny. Zawsze zapominasz zakręcić wodę. Chcesz, żebyśmy mieli powódź?
Dobrze: Kochanie, woda w wannie za chwilę się przeleje.

Źle: Co się z tobą dzieje? Zawsze zostawiasz otwarte drzwi!
Dobrze: Przeszkadza mi, gdy zostawiasz otwarte drzwi. Nie chcę, żeby muchy wleciały do kuchni.

Idąc tym tokiem, chyba zamiast: „Ty nigdy nie liczysz się z moimi uczuciami, chodzisz na imprezy, kiedy ci się podoba”, powinnam powiedzieć: „Kochanie, czasami jest mi przykro, kiedy zostaję na wieczór sama”.

2. O karach (które są głupie, bo prowadzą do uczucia bezwartościowości, oporu i użalania się nad samym sobą!):
„Ja nie stosuję kar. Teraz, gdy upominam męża, że zrobił coś źle, mówi: przepraszam. Ale następnego dnia znowu robi to samo. Co robić?
– Niektórzy faceci traktują -przepraszam- jako sposób na udobruchanie rozeźlonej kobiety. Natychmiast przepraszają i równie szybko wracają do złych nawyków. W takim przypadku powinnyśmy ich uświadomić, że gdy przeprosiny są szczere, to muszą przełożyć się na działanie. Temu recydywiście można powiedzieć: „Przepraszam oznacza wprowadzenie zmian”, „Cieszę się, że przepraszasz. To pierwszy krok. Kolejny to zastanów się, co z tym zrobić”.

3. Porozmawiaj z facetem o swoich uczuciach (”Powiem ci, jak ja to czuję”). Tylko niech ta rozmowa będzie krótka i jasna. Facetowi trudno jest słuchać kobiety, który MÓWI I MÓWI o swoich obawach, złościach czy urazach”.

4. Porozmawiaj o tym, co on czuje, gdy np. chce bez ciebie iść na imprezę („Naprawdę staram się zrozumieć, jak ty to widzisz…”). Tylko wtedy, gdy facet czuje się słuchany i zrozumiany, będzie zdolny zrozumieć twoje uczucia.

5. Wyraź swoje emocje, ale NIE ATAKUJĄC charakteru faceta:
„Jestem zła, gdy mój mąż wraca późno do domu”.
„Czasem czuję się samotna, gdy długo nie ma cię w domu”.

„Przykro mi, gdy wychodzisz gdzieś beze mnie”.

6. Kiedy chciałabyś, żeby pomagał w domu, nie narzekaj, że nigdy tego nie robi. Faceci, jak dzieci, lubią mieć wybór – daj go swojemu partnerowi:
– Potrzebuję pomocy w sprzątaniu. Wolisz umyć naczynia czy wywiesić pranie?
– Co ci bardziej odpowiada? Sprzątanie w łazience czy prasowanie?

– Wyprowadzisz psa, czy zrobisz zakupy?

7. Nie zadawaj zbyt wielu pytań. Nadmierna kontrola niszczy!

Oto, na czym polega problem: „Nasze polskie społeczeństwo cechuje nadmierna potrzeba kontrolowania i podporządkowywania sobie innych, wskutek czego niepowtarzalne piękno i oryginalność osobowości każdego dziecka (faceta/kobiety) podlegają w procesie wychowania unifikowaniu i redukowaniu do szarej i powszechnie obowiązującej przeciętności”.

8. Stosuj mądre pochwały.
Zamiast oceniać: „dobrze”, „świetnie”, „wspaniale”, „źle”, opisz, co widzisz:

„Przyjemnie jest wejść do posprzątanej kuchni”.
„Widzę czystą podłogę, umytą umywalkę i wysprzątaną szafkę w łazience. Ten widok sprawia mi wielką przyjemność”.

„Skarbie, mamy rozrzuconą pościel i brudne ubrania na podłodze”.

Unikaj takiej pochwały, w której ukryta jest poprzednia słabość faceta lub jakieś jego niepowodzenie:
– A więc w końcu zagrałeś ten kawałek tak, jak powinieneś.
– Trudno mi było uwierzyć, że skończysz te studia, ale dałeś radę!

Najważniejsze: im więcej szukasz w swoim facecie dobra, tym łatwiej mu być lepszym! Każdego dnia staraj się dostrzec chociaż pięć sytuacji, słów czy zachowań, które mogłabyś pochwalić.

PS Zastosowanie się do tych rad nie sprawiło, że Karlos zmienił zdanie co do imprezy wyjazdowej. Dało mi coś więcej: zrozumiałam, że mój ukochany nie jest bytem, który ma być mi podporządkowany. Jest skomplikowanym indywiduum, które bardzo kocham. Postanowiłam więc być żoną, która wspiera i nie narzeka. Szybko nagrodził mnie za wyrozumiałość, proponując dwa dni wychodnego, gdzie tylko mi się podoba – fajnie, co?:)

Fot. Pikolina