Zakazane tematy

Gdyby nie poszła na tatuaż, nie dowiedziałaby się, że jest…

tatuaż

… poważnie chora! To będzie wpis z historiami, które już dawno temu przekonały mnie, że tatuaże, prócz kwestii estetycznej, mogą wnieść do naszego życia pewne niespodziewane zwroty akcji… Pochwalę się też swoim nowym tattoo – doczytaj do końca;) 

 

1. Tatuaż sprawi, że dowiesz się czegoś o własnym zdrowiu.
Tak jak Ania, która dziarała sobie kwiatowy motyw na plecach. Koniecznie chciała, by pojawił się symetrycznie po obu stronach kręgosłupa. Tomek, tatuujący ją artysta, powiedział, aby stanęła przed nim prosto – gołym okiem zauważył coś, z czego ona kompletnie nie zdawała sobie sprawy… Miała skoliozę. Jedno z ramion trwale obniżyło się w dół. Od tamtej uwagi w salonie tatuażu Ania zaczęła dbać o swój kręgosłup – poszła do kręgarza po poradę i rozpoczęła specjalne ćwiczenia.

*Magda marzyła o kolorowym rękawie – motywy kwiatowe w intensywnych barwach miały przykryć całą jej lewą rękę. Na sesjach w salonie od razu jednak było widać, że tusz nie przyjmował się tak, jak powinien. Potrzebne były ciągłe poprawki. W końcu tatuażysta powiedział, żeby Magda zrobiła sobie badania krwi, bo być może coś jest nie tak. Po szczegółowej morfologii okazało się, że dziewczyna cierpi na rzadką chorobę krwi. Pewnie gdyby nie wizyta w salonie tatuażu, jeszcze przez dobrych kilka miesięcy nie miałaby pojęcia o tym, że jest chora.

2. Zmotywujesz się do sportu
Opowiada moja koleżanka ze studiów, Ania:
– Zrobiłam sobie tatuaż na przedramieniu. Może głupio z mojej strony, ale wcześniej nie zastanawiałam się, jak skóra w tym miejscu będzie się starzeć. Po prostu chciałam mieć kolorową dziarę w tym miejscu. Potem przypomniałam sobie, że moja babcia i mama po pięćdziesiątce miały niestety obwisłe „nietoperze”, co dało mi do myślenia. Nie chciałam mieć nieestetycznej skóry z tatuażem. Postanowiłam trochę zmienić bieg tej rodzinnej „historii” kobiecych ramion. Zaczęłam ćwiczyć, pierwszy raz od liceum! Miłość do sportu trwa w najlepsze już drugi rok. Chodzę na różne zajęcia na siłowni, dołączyłam do tego dietę – w ogóle ciało wysmukliło mi się nie do poznania. A przecież zawsze byłam raczej okrągłą osobą. Można więc powiedzieć, że pozytywne zmiany w moim ciele spowodował… tatuaż wykonany w trochę nieprzemyślanym miejscu.

3. Naprawisz życie erotyczne!
Malwina była zaskoczona, jak na jej nowy tatuaż na plecach zareagował jej facet: – To tak, jakby nasze mało urozmaicone życie seksualne nagle weszło na wyższy poziom. Mąż, dotychczasowy sceptyk dziarania, nie może się na mnie napatrzeć „od tyłu” – jeśli wiesz, co mam na myśli – żartowała ucieszona. – To zabawne, ale chyba takiego małego urozmaicenia potrzebowaliśmy, by znów mieć tak szalone życie erotyczne, jak w czasach, gdy dopiero się poznawaliśmy.

Dlaczego kilka dni temu sama zrobiłam tatuaż? Bo zawsze trochę z zazdrością, a trochę ze strachem patrzyłam na ludzi wytatuowanych. Podobało mi się to, ale tylko u obcych. Mój rodzony brat ma zrobiony rękaw, wydziaraną łydkę, kilka innych miejsc… Tylko siebie jakoś w tatuażu nie umiałam sobie wyobrazić. Bo co konserwatywna rodzina powie? To minęło, gdy zrozumiałam, że jestem dużą dziewczynką, która sama o sobie decyduje. Silną babką, która przecież dała życie!
Zaczęłam więc oglądać konta na Instagramie z pracami światowych artystów – tatuaże jak dzieła sztuki, idealnie oddane obrazy, trójwymiar, pastelowe kwiaty. Przepadłam w tych wzorach!
Ponoć kiedyś starożytne kultury robiły je w momencie przejścia pewnego etapu, zmiany. Dla mnie tą zmianą był cały ostatni rok. Z samolubnej, zabieganej, będącej ciągle w rozjazdach panienki stałam się uziemioną mamą. Już mniej samolubną, bardziej empatyczną i silną babką. Powiedziałam sobie, że tatuaż będzie prezentem: za te wszystkie trudne miesiące ciąży, bóle porodu, wiele tygodni z niemowlakiem. Nie, to nie jest nagroda za jakąś tam specjalną mękę. To pamiątka. Najlepszego czasu, który dotąd jako kobieta przeżyłam. Cholernie ciężkiego fizycznie i psychicznie, a jednocześnie takiego, którego nigdy nie chcę zapomnieć. Jako stara babcia zerknę na tę baletnicę, która pomarszczy się wraz ze mną i przypomnę swoje najlepsze lata jako młoda mamuśka.
Miałam też wiele miesięcy, by zastanowić się, czy faktycznie chce mieć tatuaż – ciąża i laktacja ostudzały zapał, musiałam odczekać do czasu, aż Osesek będzie samodzielny, jeśli chodzi o dietę. W znaczeniu – jeśli coś poszłoby nie tak (np. wdałoby się zakażenie, które trzeba byłoby leczyć specjalnymi lekami), prawdopodobnie musiałabym odstawić dziecko od piersi. Stąd konieczność czekania do momentu, aż będzie jadło kaszki, zupki itp.
W momencie, w którym wyszłam z salonu, byłam już po drugiej stronie: stronie „zarażonych” miłością do tatuaży. To wciąga, ekscytuje!

tatuaż
PS Pytacie, jak zareagował Karlos. Był sceptyczny, ale do czasu, gdy wróciłam z salonu – komplementom nie było końca! Bardzo mnie tym zaskoczył.

PS 2 Podziękowania dla świetnego tatuażysty Pawła z  Tattokot Studio.