Mama Żudit

Zagadka na moim koncie bankowym – darmowy patent na więcej pieniędzy

jak oszczędzać

Opowiem Wam naszą rodzinną anegdotkę na temat: jak oszczędzać. Dwa tygodnie po narodzeniu córeczki mój dbający o finanse mąż usiadł do komputera, by podliczyć rachunki na koncie bankowym. W pewnej chwili w wielkim szoku zawołał mnie z drugiego pokoju: 

„kochanie, to podejrzane – jakoś niewiele wydaliśmy w ostatnim miesiącu – to aż  niepodobne do nas. Zwykle w połowie miesiąca na naszym koncie jest o połowę mniej pieniędzy – o co tu chodzi?” – pytał zdziwiony i zadowolony zarazem. A musicie wiedzieć, że w naszym domu to ja słynę z rozrzutności i całkowitego braku talentu do oszczędzania. Można dać mi do dyspozycji 10 tysięcy złotych, a lekką ręką wydam je na siebie i przyjaciół jeszcze tego samego dnia. Po prostu pieniądze nigdy się mnie nie trzymają.
Zagadka na naszym koncie bankowym rozwiązała się więc szybko: okazało się, że przez ostatnie dwa tygodnie, jako świeżo upieczona mama niemal wcale nie wychodziłam z domu. A przez to, że całą uwagę skupiłam na naszym noworodku, nie chodziłam do sklepów, nie wchodziłam na Allegro, całkiem zapomniałam na chwilę o jakichkolwiek zakupach. Zabawne, co? Ten patent na niewydawanie sprawdził się także w ostatnich dniach – zaczęłam nową pracę, a popołudniami 100% uwagi poświęcałam dziecku – zakupy to ostatnie, o czym myślałam. Wystarczy więc mocno wypełnić swój dzień obowiązkami, a kasa… zostaje na koncie :D

Jeśli jednak chodzi o oszczędzanie, mnie, zakupoholiczce idzie z nim bardzo ciężko. Żeby trzymać się postanowienia niewydawania pieniędzy na głupstwa, muszę mieć jakiś bardzo ważny cel. Ostatnio takim bodźcem stała się akcja „30 rocznica ślubu rodziców” i spełnienie pewnego marzenia. Jak wiecie, moja mama to kobieta, jakich dziś mało: wychowała czwórkę dzieci, wiele lat „tylko siedząc w domu” i znosząc nasze dziecięce płacze, choroby, krzyki, a potem nastoletni bunt. Kiedy jako dorośli ludzie wyprowadziliśmy się od rodziców, mama nieco już podupadła na zdrowiu. Krótki staż pracy i wiele lat dzielących ją od emerytury sprawiły, że dziś musi ciężko pracować w supermarkecie. Do rzeczy jednak: przez to, że całe swoje życie poświęciła nam, nigdy nie miała okazji, by beztrosko podróżować – brakowało czasu, pieniędzy, wsparcia, by ktoś przejął dzieci. Odkąd nas ma, nie była na żadnych wakacjach – wiem, to dziś trudno pojąć, ale tak… Moi rodzice na wspólnym wypoczynku nie byli od trzydziestu lat! Nie zapomnę też słów mamy kilka miesięcy temu: „wiesz, ja to nigdy nie byłam za granicą, bo miałam małe dzieci, ciągle też brakowało pieniędzy. Teraz w sumie jesteście już dorośli, ale ja to i tak nigdy na wczasy nie polecę, bo my z tatą nie znamy języków, więc byśmy sobie nie poradzili na lotniskach czy w obcym kraju”. Te słowa zapadły mi głęboko w pamięć – zawzięłam się w sobie i postanowiłam, że nadejdzie taki dzień, że moja mama po tych wszystkich latach, które nam poświęciła, odetchnie powietrzem jakiegoś pięknego obcego kraju. I oto udało się! Dzięki blogowaniu, które daje mi mnóstwo możliwości, pojawiła się opcja załatwienia biletów lotniczych i zarezerwowania hotelu w ukochanym przez moich staruszków Rzymie! Przekonałam nieco sceptyczną mamę, że z nami poradzi sobie na lotniskach czy na włoskiej ziemi. Ona z kolei namówiła jeszcze tatę. Czekamy więc na naszą przygodę życia – dłuższy weekend we Włoszech pod koniec października! Moi bracia także biorą udział w misji Rzym – szykujemy pewną niespodziankę, ale jeszcze nic nie zdradzę, bo mama na pewno by to przeczytała:) Czuję się szczęśliwa, że moja mama  z okazji 30 rocznicy ślubu obejrzy Kolosseum, odwiedzi Plac Świętego Piotra, który zna tylko z telewizji (ja zresztą też) czy słynną Fontannę di Trevi.

Do upragnionej wycieczki mamy jeszcze półtora miesiąca. Jedno jest pewne: sprawiłam, że niemożliwe stało się możliwe. Moja mama (i każda mama na świecie) zasługuje na to, by spełniać jej marzenia <3

 

Fot. Buuba.pl